Przyspieszone bicie serca, nagły dreszczyk emocji, chwila wstrzymująca dech w piersiach… tak działa sztuka Rembrandta. Pomimo tego, że tworzył niemal 400 lat temu, jego twórczość wciąż porusza najczulsze struny ludzkiej duszy. I nie chodzi tylko o doskonały warsztat czy grę światła, ale o to, że pokazuje prawdę o człowieku. Bez upiększeń, za to ze wszystkimi słabościami, marzeniami i lękami.
W tym tekście przyjrzymy się czterem najpopularniejszym obrazom mistrza. Każdy z nich to inna historia – o miłości, wiedzy, przemijaniu i odwadze. Pomimo różnic razem tworzą portret artysty, który do dziś pozostaje jednym z najgorętszych nazwisk w dziejach malarstwa europejskiego.
Wszystko zaczęło się od… sekcji zwłok. Brzmi absurdalnie, ale to właśnie ten temat przyniósł Rembrandtowi sławę i otworzył drzwi do Amsterdamu – miasta, które w XVII wieku było jednym z najważniejszych ośrodków nauki, handlu i sztuki w Europie. Początki jednak nie były łatwe, bowiem nikt wcześniej nie namalował lekcji anatomii z takim realizmem.
Na płótnie widzimy doktora Nicolaesa Tulpa, który tłumaczy budowę ludzkiej ręki. Ciało nieboszczyka oświetla ostre, teatralne światło, wykorzystywane nie tylko do podkreślenia dramatyzmu, ale też kierujące wzrok widza w sam środek sceny. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w XVII-wiecznej Holandii sekcja zwłok była nie tyle wydarzeniem naukowym, ile towarzyskim – bilety na takie „spektakle” rozchodziły się jak świeże bułeczki.
Nowością była też sama kompozycja – Rembrandt złamał tu zasady obowiązujące w portrecie grupowym. Zamiast statycznego układu zaproponował scenę w ruchu. Bohaterowie tworzący krąg wokół nieboszczyka przedstawiają różne emocje i stopnie skupienia: od naukowego zainteresowania, przez lekkie znużenie, po czystą fascynację. Co ciekawe, tylko dwóch obserwatorów było lekarzami – pozostali to zamożni mieszkańcy Amsterdamu, którzy zapłacili malarzowi za „udział” w obrazie.
Za postaciami wszystko znika w cieniu – jedyny wyjątek stanowi podpis artysty: Rembrandt f. 1632. Również pępek nieboszczyka ma kształt wielkiej litery „R” – czy to nie świadczy o tym, że Rembrandt w wieku zaledwie 25 lat był świadom swojej artystycznej wartości?
Tym razem Rembrandt nie sięga po temat naukowy, ale bardziej osobisty. „Saskia jako Flora” jest portretem jego młodej żony, Saskii van Uylenburgh – córki burmistrza, pochodzącej z bardzo bogatej, patrycjuszowskiej rodziny. Kobiety pięknej, inteligentnej i niezależnej, która nie bała się przekraczać społecznych norm i burzyć konwenansów.
Dla artysty była partnerką, muzą i wiosną jego życia. Przedstawiał ją w różnych wcieleniach – na tym obrazie występuje jako rzymska bogini kwiatów. Stojąca w grocie, w bogato zdobionej sukni z jedwabiu i satyny, z kolorowym wiankiem na głowie, wydaje się lekko zawstydzona swoją rolą. Poza dziewczyny i strój sugerują, że była brzemienna – stan błogosławiony jest prawdopodobnie przyczyną niezwykłej łagodności, jaka widnieje na jej młodzieńczej twarzy.
Patrząc na ten obraz, można łatwo zrozumieć, że Saskia była dla malarza całym światem. Dzieło odzwierciedla najszczęśliwszy okres jego życia – był młody, zakochany i rozchwytywany przez amsterdamską elitę. Niestety, sielanka nie trwała długo – zakończyła ją tragiczna śmierć ukochanej w 1642 roku (zmarła na gruźlicę). Po jej odejściu Rembrandt się załamał – przestał malować, nie przyjmował zamówień i nie sprzedawał swoich dzieł. Został sam z maleńkim synkiem i pustką, której nie potrafił już zapełnić żadnym obrazem.
(Fot. PHAS/Universal Images Group via Getty Images)
To obraz, który jednych zachwycił, a innych… oburzył. Rembrandt wykonał „Straż nocną” (a właściwie „Wymarsz strzelców Fransa Banninga Cocqa i Willema van Ruytenburgha”, bo taki jest oficjalny tytuł tej pracy) na zamówienie amsterdamskiej kompanii strzeleckiej, tzw. arkebuzów. Problem w tym, że zlekceważył w niej wszystkie zasady obowiązujące w portrecie zbiorowym.
Zamiast ustawić mężczyzn w równym szeregu, stworzył dynamiczną scenę wymarszu oddziału z bram miasta. Wzrok przyciągają dwaj przywódcy przedstawieni na zasadzie kontrastu – czarnego stroju kapitana Cocqa i złocistego munduru porucznika van Ruytenburgha. Światło przecina scenę, oświetlając postacie niczym reflektor teatralny i budując między nimi swoiste napięcie. Ciekawym zabiegiem artystycznym jest umieszczenie w tle młodej dziewczyny z martwym kurczakiem przy pasie – niektórzy doszukują się w niej symbolu niewinności i ofiary, inni – alegorii samej kompanii.
Obraz nie wszystkim się spodobał. Wielu członków stowarzyszenia było rozczarowanych, że nie znaleźli się w centrum akcji lub zostali pokazani w półcieniu – i to pomimo ogromnej kwoty, jaką zapłacili za udział w przedsięwzięciu (całkowite honorarium artysty wyniosło aż 1600 guldenów). Na przekór animozjom to właśnie ta praca ugruntowała pozycję Rembrandta jako artysty. Do dziś „Straż nocna” przyciąga tłumy w amsterdamskim Rijksmuseum – nie tylko rozmiarem (ponad 4 metry szerokości!), ale też tym, że wygląda, jakby postacie miały za chwilę ożyć i ruszyć prosto w stronę widza.
(Fot. Sepia Times/Universal Images Group via Getty Images)
Dwoje ludzi stoi w ciepłym, złocistym świetle. Mężczyzna kładzie dłoń na piersi kobiety, ona dotyka jego ręki – te proste gesty mówią więcej niż słowa. Nie wiemy, kim są bohaterowie: biblijnym Izaakiem i Rebeką? Żydowskim ojcem nakładającym córce naszyjnik? A może samym Rembrandtem i wspomnieniem jego utraconej miłości?
Niezależnie od interpretacji obraz zachwyca niezwykłą siłą wyrazu. Emocje buzują nie tylko w warstwie narracyjnej, ale też w samej strukturze malarskiej. Niemal czuje się dotyk farby – malarz nakładał ją szpachlą, rzeźbił trzonkiem pędzla, drapał i rozcierał. Dzięki temu światło nie odbija się od płótna – ono z niego promieniuje.
W późnej fazie życia, po utracie majątku, sławy i niemal wszystkich bliskich, Rembrandt przestaje dbać o doskonałość techniczną – mimo to tworzy dzieło niezwykle ciepłe i intymne, które Vincent van Gogh po latach nazwał „najpiękniejszym obrazem miłości, jaki kiedykolwiek powstał”. Zamiast wielkiej sceny historycznej dostajemy moment bliskości – tak zwykły, że aż ponadczasowy.
Jeśli po Rembrandcie masz ochotę pójść dalej, sprawdź listę najdroższych obrazów świata i dowiedz się, co sprawia, że jedne płótna stają się legendą, a inne latami czekają na swoje miejsce w historii. A może ciekawi cię, kim były najwybitniejsze polskie malarki, które tworzyły w czasach, gdy kobietom było dużo trudniej przebić się w sztuce — szczególnie ciekawe są tu obrazy Anny Bilińskiej, pełne wrażliwości i cichej siły.