Oczy Poli Negri

Rówieśnica kina, wkleiła się w film, jakby powstał na jej zamówienie.
Pola Negri, bezgłośna postać zabawnie truchtająca po ekranie, była dobrą aktorką. I nowoczesną kobietą. Pod koniec życia dostała propozycję roli
od Spielberga. Za późno. Gwiazda, która cieszyła swym widokiem
miliony widzów, sama traciła wzrok.

Miała długie, barwne, esencjonalne życie. Kariera światowa, sława pierwszej gwiazdy europejskiej, która podbiła Hollywood przed Marleną Dietrich i Gretą Garbo, pławienie się w luksusie złotej ery krainy snów i kontakt z najgłośniejszymi postaciami tamtych czasów. Ale los bywał złośliwy. Zaskakująco dużo dawał, ale zaraz odbierał.

reklama

Oczy szeroko otwarte

Tęczówki miała niebieskozielone. Chaplin nazwał je lagunami. Ciemną karnację Pola odziedziczyła po ojcu, Słowaku z domieszką krwi romskiej. Jerzy Chałupiec był blacharzem. Matka aktorki – Eleonora Kiełczewska – praczką. Pola, urodzona 3 stycznia 1897 r. w Lipnie jako Apolonia Chałupiec, miała marny start do kariery. Ale i przekonanie, że nie chce spędzić życia w zaborze rosyjskim. „Byłam ciekawa odległego i tajemniczego świata, który nie budził we mnie lęku, tylko bezgraniczną głęboką tęsknotę” – mówiła.

W zapoczątkowaniu drogi ku sławie paradoksalnie pomogło jej aresztowanie i zesłanie ojca na Sybir. Wtedy przeniosły się z matką do Warszawy. Pola trafiła do szkoły baletowej. Jednak wykryte u niej początki gruźlicy udaremniły karierę tancerki. Zdesperowana ubłagała wiceprezesa Teatru Wielkiego Kazimierza Hulewicza o zgodę na przystąpienie do egzaminu aktorskiego. Zdała. Szybko ujawniła pracowitość, talent i temperament. Zapobiegliwie pomyślała też, że kariery z własnym nazwiskiem nie zrobi; przyjęła pseudonim Pola Negri, od nazwiska włoskiej poetki Ady Negri.

Sukcesem scenicznym okazała się w jej wykonaniu rola ciemnoskórej tancerki Yannai w „Sumurun”. Po tym przedstawieniu Aleksander Hertz, szef wytwórni Sfinks, zaproponował
17-letniej Poli angaż. Pierwszym filmem z nią w roli głównej była „Niewolnica zmysłów”. Kolejne powielały schemat: Negri – wamp, prototyp femme fatale. Ale zagrała też żydowską studentkę w „Żółtym paszporcie”. Ta rola przyniesie jej kłopoty 20 lat później.

Tymczasem Niemcy wydają się kuszące, więc Negri wyjeżdża do Berlina. Szuka swojego miejsca w stolicy twórczego zapału, do której ciągnęli artyści całego świata. Zaczyna od filmów półerotycznych. Traf chce, że spotyka w Berlinie reżysera Ryszarda Ordyńskiego, który przeniósł pantomimę „Sumurun” z Warszawy do prestiżowego Deutsches Theater i znów proponuje jej wpółpracę.

Rola Yannai jeszcze raz staje się przełomem. Po aktorkę zgłosiły się niemieckie wytwórnie filmowe. I reżyserzy tej klasy co Ernst Lubitsch. W czasie pierwszej wojny światowej Pola miała już status gwiazdy w Niemczech. Największym jej osiągnięciem z tego czasu, a i biletem do Ameryki, okazała się „Madame Dubarry”. To na premierze tego filmu pojawia się Charlie Chaplin. Robi Poli reklamę w Stanach. Rok później w nowojorskim kinie Capitol odbywa się premiera „Madame Dubarry”. Sukces filmu i aktorki – niebywały.

Negri jest roztropnym reżyserem swojej kariery. Wie, że w Berlinie osiągnęła już wszystko. Zarobek zainwestowała w kamienice w Warszawie, Bydgoszczy, Żyrardowie. Od słynnego jubilera Margrafa odkupiła klejnoty Hohenzollernów, bo pieniądz tracił na wartości. I… wsiadła na transatlantyk.

Od pierwszego wejrzenia

„Łysy, białka żółte, łapy wiecznie spocone” – Rudolf Valentino nie był boski. Nosił tupecik, miał sławę hulaki i histeryka skupionego na tym, jak widzi go świat. Ale w kinie pozostawał bożyszczem kobiet. On i Pola poznali się na balu maskowym i do końca ich związek miał sporo z maskarady.

„Nasza miłość zrodziła się w piękną noc balową, przy dźwiękach leniwie zmysłowego tanga” – pisała aktorka. Wspominała też, jak na złotym łożu Rudolf rozsypał płatki ze świeżych róż. Ich związek mógł być korzystny dla karier obojga, stali się więc pierwszą „medialną parą Hollywoodu”. Ale nie mogło nie być w tym miłości, skoro Pola zdolna była do poświęceń. „Dużo złych, ciężkich chwil przeżyłam podczas naszego narzeczeństwa” – wspomniała. Mieli wiele wspólnego. Oboje byli przybyszami z daleka (on z Włoch), oboje temperamentni, uwielbiali tańczyć. Rudi chętnie gotował Poli, cieszyło ich normalne, domowe życie… Robili plany na przyszłość pomimo niechęci pani Eleonory do Rudiego i plotek o tym, jak kochanek wszech czasów jest ułomny w sypialni.

Odprowadziła go na stację, pocałowała na pożegnanie. Pojechał na plan „Syna szejka”. To było ich ostatnie spotkanie. 23 sierpnia 1923 roku odszedł Rudolf Valentino. Miał narastające dolegliwości żołądkowe. Pomimo operacji zmarł. Plotkowano, że otruła go kochanka… Kobiety zawiązały Stowarzyszenie Wdów po Valentino, niektóre odebrały sobie życie.

W tym amoku nie było miejsca na zawłaszczanie bożyszcza przez jedną kobietę. A na pogrzebie Valentino Pola odgrywała rolę wdowy. Histeryzowała, mdlała, całowała trumnę. Wydała dwa tysiące dolarów na kwiaty, które rzucono pod karawan. Prasa szybko postawiła zarzut, że Negri wykorzystała ten pogrzeb dla autoreklamy, bo pozowała do zdjęć, powtarzając wytrwale sceny rozpaczy. I to był dodatkowy gwóźdź do jej trumny. Amerykanki nie zamierzały wybaczyć.

Nie po raz pierwszy życiowe plany Poli legły w gruzach. Jeszcze w Warszawie jej narzeczonym był Stanisław Jerzy Kozłowski, młody malarz i literat. „Bogactwo intelektu wynagradzało niepozorność zewnętrzną” – pisała o nim. Zdążyła wystąpić w filmie według jego scenariusza, a gdy podupadał na zdrowiu – umieścić go „pod troskliwą opieką”. Wyjechała do Berlina. O śmierci ukochanego dowiedziała się z telegramu.