Hailee Steinfeld – Jestem strasznie niedorosła

Getty Images Entertainment/Getty Images / Flash Press Media

Bardzo młoda (14-letnia), niepozorna dziewczyna, która jedną swoją rolą w filmie braci Coen zawojowała całe Hollywood i zdobyła nominację do Oscara za występ w „Prawdziwym męstwie”. Nam opowiada o swojej przygodzie z kinem i pracy na planie tej produkcji.

reklama

Czy ceremonia wręczenia Złotych Globów była dla ciebie jakimś przedbiegiem przed Oscarami?

Tak, zdecydowanie. To pierwsze moje doświadczenie tego typu, pierwsze publiczne wystąpienie. Wręczałam nagrodę za najlepszą animację, zresztą wspólnie z Justinem Bieberem. To bardzo miły chłopak.

Miałaś tam styczność także z innymi gwiazdami. Udało ci się pożartować z Rickym Gervaisem?

Niestety nie. Ale to świetny, zabawny facet. Mieliśmy okazję poznać się, gdy brałam udział w moim pierwszym talk show u Davida Lettermana.

Miałaś tremę?

Jasne! Gdzie bym się nie obróciła, wszyscy mnie znali, zagadywali. Wchodząc do studia, miałam wrażenie, że spoglądają na mnie oczy całego świata.

„Prawdziwe męstwo” to świetny start. Co dalej?

Mam parę ciekawych propozycji. Przeglądam oferty. Nie chcę się spieszyć, ale w najbliższym czasie na pewno wystąpię w kilku ciekawych projektach.

Znajdziesz czas na szkołę?

Jasne, zresztą moja nauczycielka czeka za drzwiami. (śmiech) Uczę się głównie w domu, sporo przez Internet. Podjęliśmy z rodzicami decyzję, że tak będzie lepiej. Gdy dostałam angaż w filmie, opuściłam wiele lekcji. Zresztą już wcześniej nie było łatwo.

Jak na twoje sukcesy reaguje rodzina?

Bardzo mnie wspierają. Są spoza branży, więc całe to zamieszanie wokół mnie kosztuje ich trochę nerwów, ale dają mi do zrozumienia, że mogę na nich liczyć.

Ile miałaś lat, gdy zainteresowałaś się aktorstwem?

Osiem. Miałam kilka wczesnych doświadczeń, które ukierunkowały mnie na kino. Powiedziałam mamie, że interesuje mnie aktorstwo, odbyłam kilka kursów przygotowawczych. Spodobało mi się. Mama załatwiła mi agenta, a on kilka pierwszych ról.

Pamiętasz pierwszy angaż?

Pierwszą rolę zagrałam u boku Kelseya Grammera w serialu „Teraz ty!”. To było ciekawe doświadczenie, bo pomogło mi zrozumieć czym się różni telewizja od kina. Miałam wtedy 10 lat.

Nie czułaś presji, że wraz z rozwojem kariery, musisz szybciej dorosnąć?

Nie, wręcz przeciwnie. Jestem strasznie niedorosła (śmiech). Zdziwiłbyś się, gdybyś zobaczył mnie z przyjaciółmi. Staram się spędzać z nimi jak najwięcej czasu, nie tracić dzieciństwa, zajmować się rzeczami innymi, niż te zawodowe. Z moją przyjaciółką Kate chętnie jeżdżę konno, uciekam od medialnego zgiełku. Nie czuję presji, ale to prawda, cały ten proces wchodzenia w show business dał mi lekcję przyspieszonej dorosłości.

Odnajdujesz w branży filmowej jakiś wzór do naśladowania?

Uwielbiam Diane Lane, jest świetną aktorką. Ona też zaczynała w młodym wieku i, co ciekawe, prywatnie jest żoną Josha Brolina, z którym miałam okazję grać w „Prawdziwym męstwie”. W trakcie zdjęć panowała zresztą świetna atmosfera, praca z takimi znakomitościami była prawdziwie inspirująca.