„Łebki od Szpilki”. 3 pytania do Agnieszki Szpili

Autorka, felietonistka i autorka bloga „U Autystek”, a przede wszystkim matka Mileny i Heleny w wywiadzie dla Magazynu SENS.

reklama


Dla kogo napisała pani „Łebki od Szpilki”?

cover-7356Przede wszystkim dla kobiet, bo te po prostu więcej czytają. Jednak od pierwszej litery zakładałam, że trafi ona również do mężczyzn. Chciałam, by dzięki „Łebkom” uprzątnęli przedsionek i komory swojego serca po to, by ich partnerki były z nimi szczęśliwsze. Pisałam także dla matek, głównie tych, które mają zdrowe, wspaniałe dzieci, a ich nie szanują, bo się pogubiły, bo nie wiedzą, jaki to bonus od życia mieć dziecko, które mówi i podąża za swoimi rodzicami, ucząc się od nich wszystkiego – tego, jak jeść nożem i widelcem, ale i tego, jak istnieje świat. Chciałam nimi potrząsnąć i powiedzieć: „Masz piękne, zdrowe dziecko! Masz obok siebie małego człowieka, który zasługuje na szacunek i uwielbienie. Zachwycaj się nim codziennie. Śmiej się i wzruszaj z nim. Ucz się od niego, bo nauczy cię więcej niż wszystkie książki tego świata. Nie rań! Bądź świadoma. Oddychaj. A jeśli z durnoty swojej zrobisz mu krzywdę – przepraszaj”. Stosuję się do tych zasad w relacji z moimi córkami – Mileną i Heleną, choć popełniam błędy. I, wreszcie, pisząc tę książkę, liczyłam na to, że przeczyta ją biologiczny tata dziewczynek i zrozumie, że patriarchat się skończył, a za forsowanie go we współczesności przyjdzie mężczyznom słono zapłacić.

Najpiękniejszy moment po wydaniu książki?

Napisała do mnie przyszywana ciocia Ela z Leśnej – miasteczka, w którym mieszkałam, jak byłam mała. Ciocia doniosła mi, że wujek Michał, jej mąż – twardziel i stary bosman, rozpłakał się nad książką. A to jest dopiero coś – poruszyć serce bosmana! I jeszcze moment, w którym w Kinotece zobaczyłam filmową zapowiedź swojej książki i usłyszałam białoruską pieśń, którą tam śpiewam razem z Elą Rojek. Wtedy sama się rozpłakałam i pomyślałam, patrząc na siebie na ekranie: „No, dziewczynko z Leśnej, jednak nie skończyłaś, kopiąc rowy na ulicy, jak złośliwie przewidywała mamusia Bożenka”. I tak sobie na siebie patrzyłyśmy z czułością jakąś wielką – ja na tę fajną Agnieszkę z ekranu, a ona na mnie, czyli Agnieszkę na widowni. I poczułam z nią więź. Ta Agnieszka to jednak strasznie fajna laska. Bo ze mnie nic miało nie być. A tu taki figiel i niespodzianka. W tym momencie pokazuję moim rodzicom figę! I to z makiem. Albo z nasionami chia, niech będzie to figa hipsterska!

Czego ważnego nauczyły panią córki?

Pokory. Pycha to moje przekleństwo. I moje drugie imię. Strasznie ciężko jest tę pychę przepracować. A córki, fundując mi życie na granicy obłędu (takie było przed operacją, czyli przez 7 lat!) i miliony brudnych pampersów dziennie (tak było również przez 7 lat!), dawały mi każdego dnia szansę na pomniejszanie tej cholernej pychy we mnie. Moje dzieci nauczyły mnie jeszcze, że stawianie granic wcale nie jest takie złe. Że dają im większe poczucie bezpieczeństwa. Najbardziej wolnościowa matka świata urodziła dzieci, które wykazują tą matczyną postawą wolnościową kompletne desintéressement. Kolejny figiel. I figa, tym razem zafundowana mnie przez moje własne dzieci.

„Łebki od szpilki”, Agnieszka Szpila, WAB, Warszawa 2015, s.288