Spotkania: Remigiusz Mróz

fot. Olga Majrowska, Wydawnictwo Filia

Zadebiutował pięć lat temu, dziś ma na koncie 25 powieści. A mógłby mieć więcej, bo pisze jedną książkę miesięcznie. Sekret? żelazna dyscyplina. Mówi: „Wszyscy dążymy do podobnego celu: ujarzmienia rzeczywistości i zamknięcia jej w kontrolowane przez nas ramy”.

Wokół pana dużo tajemnic. A najważniejsza: czy Remigiusz Mróz jest tylko jeden? Czy na wsi pod Opolem, gdzie pan mieszka, ukrywa się panów więcej? Pytam, bo słyszałam, że Mróz to pseudonim grupy twórczej.

Mnie też doszły takie słuchy [śmiech]. Byłem na to gotowy, bo już w 2012 roku mój przyszły wydawca powiedział mi jasno: „Słuchaj, jeśli będziesz tyle pisał, prędzej czy później ktoś powie, że Mróz to pseudonim grupy literackiej”. Odpowiedziałem, że jeśli tak się stanie, potraktuję to jako komplement – i tak właśnie jest.

Tajemnica numer dwa: Jak pan to robi, że pisze tak szybko? Ma pan zaledwie 31 lat, pojawił się „znikąd” w 2013 roku i zaczął wydawać cztery książki rocznie. Potem pan przyspieszył, pisząc książkę miesięcznie. Do dziś wydano ich 25 i pewnie drugie tyle ma pan w szufladzie. Niektórzy podejrzewają, że jest pan cyborgiem, inni – że wyciąga z zapasów książki napisane dużo wcześniej albo że zatrudnia pan ghostwriterów. Jak wygląda prawda?

Siadam i piszę. Nie szukam zastępczych zajęć, kiedy mi nie idzie, tylko czekam, aż… zacznie iść. Nie wypatruję nadejścia mitycznej muzy, po prostu pozwalam opowieści rozwijać się w takim tempie, w jakim sama chce to robić.

Siada pan i pisze – to brzmi niegroźnie. Wyjaśnijmy więc. Od kilku lat pisze pan codziennie, bez przerw na weekendy i święta, od rana do późnej nocy. Minimum 10–15 stron dziennie. Każdy dzień musi wyglądać podobnie albo nawet tak samo.

Brzmi to i właściwie jest niegroźne, bo wydaje mi się, że koniec końców wszyscy dążymy do podobnego celu – ujarzmienia rzeczywistości i zamknięcia jej w kontrolowane przez nas ramy. W pełni nie da się tego zrobić, dlatego zadowalają nas nawet małe sukcesy na tym polu. Moim jest to, że bez szefa nad głową udało mi się wypracować codzienną rutynę, której się trzymam. Ostatecznie wszystko sprowadza się do tego, by zwalczyć potrzebę ucieczki.

Więcej w marcowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 03/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.