Agata Dudek: Dudu rysuje gwiazdy

Autoportret Agaty Dudek

Ilustracje Agaty Dudek, laureatki nagrody IBBY, kojarzą nie tylko ci, którzy lubią ciekawe, oryginalne wydawnictwa dla dzieci. Kto czyta gazety, nieraz natknął się na którąś z jej prac.
Zamiast pozować do sesji zdjęciowej dla „Zwierciadła”, sama przygotowała obrazek. Koncepcja była taka, żeby jej czarno-białą fotografię, odbitą na kamieniu litograficznym i przeniesioną na papier, wkomponować między wirujące ciała niebieskie. Kosmiczne motywy to nawiązanie do książki „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem” (tekst Anna Czerwińska-Rydel , wydawnictwo Muchomor) z ilustracjami Dudek. To za nią dostała nagrodę polskiej sekcji IBBY, najbardziej prestiżowe wyróżnienie, jakie można przyznać u nas ilustratorowi.

Dopowiedz sobie nóżkę

Na swoim blogu podpisuje się Duditsu, na Facebooku – von Dudikoff i Dudu. Właściwie nikt nie mówi do niej po imieniu. Tłumaczy, że to jednak co innego zagadnąć do kogoś per Kowalska, Dudek brzmi jakoś bardziej familiarnie. Albo Dudi. Trudno nie zapamiętać. Tak jak trudno pomylić jej ilustracje z innymi. W jednej z recenzji Agata przeczytała o sobie, że nie potrafi narysować postaci inaczej, jak tylko z profilu, i to tak dziwnie, że zawsze para oczu upchnięta jest w okolicach nosa. Pomyślała: „No, faktycznie, te oczy en face do twarzy z profilu dużo ciekawiej wyglądają”. Lubi też dorysować komuś futerko na klacie albo buzię w ciup.

– Sądzę, że dzieci dużo lepiej to przyjmują niż dorośli. Jak dorosły zobaczy na obrazku konia z dwiema czy trzema nogami, od razu myśli, że to jest niedorysowane. A dziecko? Dopowie sobie brakującą nóżkę.

W ilustracjach Agaty mimo awangardowych pomysłów jest też coś staroświeckiego i rozczulającego. Jeśli deszcz, to z setek maleńkich kresek, jeśli domki, to w jednym wymiarze, jakby ktoś je przydeptał. W bajce „Wrony i wąż” Aldousa Huxleya Pan Wrona w kapelusiku, z laską i teczką, siada przy stole zapełnionym filigranowymi naczyniami. Dudek często stosuje technikę kolażu. Zbiera archiwalne gazety i znaczki, pożółkłe kartki, stare bilety, kartki z PRL-u.

W „Wędrując…” wykorzystała przedruki z oryginalnych rycin uczonego, sprowadzone z Biblioteki Gdańskiej Polskiej Akademii Nauk. Ta książka to pierwsza część trylogii dla dzieci poświęconej wielkim, choć trochę zapomnianym, gdańszczanom. Następni są Gabriel Fahrenheit i Arthur Schopenhauer.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »