Co czyta młodzież i dlaczego? Popkulturowe bestsellery

fot.123rf

Termin young adults (ang. młodzi dorośli) pierwotnie był jedynie kategorią wiekową. Dzisiaj to światowy fenomen, który nie dotyczy już ani wyłącznie nastolatków, ani tylko i wyłącznie literatury. To popkulturowe zjawisko generujące milionowe zyski, kreujące gwiazdy światowego formatu i angażujące emocjonalnie nie tylko dzieciaki, ale także ich rodziców.

Katniss ma 16 lat. Pochodzi z ubogiej rodziny, ale umie o siebie zadbać. Życie nauczyło ją, że musi być bezwzględna, jeśli chce przeżyć. Kiedy jej młodsza siostra zostaje wylosowana do udziału w morderczym reality show, zgłasza się na ochotnika. Zostaje jedną z bohaterek Głodowych Igrzysk, brutalnej rozgrywki organizowanej ku uciesze najbogatszych mieszkańców Panem – totalitarnego państwa powstałego na gruzach Stanów Zjednoczonych. Zamkniętą w sobie, ale wojowniczą nastolatkę, uwikłaną w nietypową historię miłosną i skrajnie brutalną rozgrywkę o przyszłość postapokaliptycznego świata, pokochały miliony. „Igrzyska śmierci” – bestsellerowa trylogia autorstwa Suzanne Collins – sprzedała się w samych tylko Stanach Zjednoczonych w ponad 65 milionach egzemplarzy, a Katniss została obwołana przez wpływowy magazyn „The Atlantic” najważniejszą kobiecą bohaterką we współczesnej popkulturze. Powieść, której ostatni tom ukazał się w 2010 roku, dołączyła do „Harry’ego Pottera” J.K. Rowling i sagi „Zmierzch” Stephenie M­eyer – książek wyznaczających zupełnie nowe standardy funkcjonowania literatury dla młodych czytelników.

Zamknięty świat

Przepis na bestseller? Weź nastolatkę, najlepiej obdarzoną paranormalnymi zdolnościami, dorzuć przystojnego młodego mężczyznę (albo dwóch) – może być aniołem, wilkołakiem albo wampirem, postaw ich wobec nadciągającej katastrofy – najlepiej globalnej, zmieszaj ze sporą dawką akcji, odrobiną poczucia humoru, dopraw szczyptą seksualnego napięcia między bohaterami. Na temat schematu wielu powieści young adult (YA) łatwo ironizować, bo wiele z nich to produkcyjniaki mające na celu wyłącznie odcinanie kuponów od popularności największych hitów, ale trudno zaprzeczyć, że w literaturze dla nastolatków na przestrzeni ostatnich lat coś się zmieniło. – Nowa proza dla młodzieży przede wszystkim traktuje czytelnika i jego potrzeby poważnie. Oferuje młodym ludziom dokładnie to, czego oczekują. Powieści pisane są z perspektywy nastolatka, jego językiem. Szczerze, czasami wręcz brutalnie pokazują rzeczywistość. Dotyczą problemów i emocji, które w tym wieku są najbardziej istotne – uważa Ewa Nowak, namaszczana na następczynię Małgorzaty Musierowicz autorka kilkudziesięciu powieści dla młodzieży. – Dzisiaj stawia się na dużo większą intelektualną samodzielność czytelnika. Nikt nie tłumaczy, jak należy interpretować zachowania bohaterów. Książki są niejednoznaczne, poruszają trudne tematy – bez względu na to, czy to świat fantastyczny, czy czysty realizm. Przemoc, wykluczenie, choroby, budząca się seksualność to tematy bliskie młodym ludziom, dotyczące ich na co dzień – uważa pisarka. Young adult – które początkowo określało wyłącznie kategorię wiekową i oznaczało książki przeznaczone dla czytelników w wieku 13–18 lat, stało się określeniem zupełnie nowego zjawiska. To najszybciej rozwijająca się i najlepiej zarabiająca gałąź literatury. W 1997 roku opublikowano w Stanach 3 tysiące powieści klasyfikowanych jako YA. W 2009 liczba ta wzrosła do 30 tysięcy tytułów. W 2013 roku sprzedano ponad 715 milionów książek z tego segmentu. Co ciekawe, większość czytelników YA wcale nie jest taka młoda. Opublikowane trzy lata temu wyniki sprzedaży wskazują, że ponad 55 procent osób kupujących literaturę młodzieżową miało ponad 18 lat, z czego 28 procent to ludzie między 30. a 40. rokiem życia. Dlaczego dorośli ludzie sięgają po młodzieżową literaturę? Malinda Lo, pisarka prozy młodzieżowej i badaczka tego nurtu, uważa, że chodzi nie tylko o czysto eskapistyczną przyjemność obcowania z niezbyt dla dorosłego wymagającą intelektualnie lekturą. – Dorosłość to przede wszystkim płacenie rachunków i robienie tego, co musi być zrobione. Czytanie opowieści opowiedzianych z perspektywy nastolatka jest sposobem, by przypomnieć sobie, że wiele rzeczy jest możliwych – uważa pisarka.

Obsługa kompleksowa

Same książki to jednak tylko początek. Prawdziwa popularność tytułów przychodzi razem z hollywoodzkimi adaptacjami. – Young adult to zjawisko, na które trzeba patrzeć nie z perspektywy literackiej, ale popkulturowej – twierdzi Marcin Teodorczyk, znawca kultury młodzieżowej, autor książki „Zakaz wstępu – o młodzieżowej (pop)kulturze i relacjach społecznych”. Ekranizacje sprawiają, że tytuł wchodzi do obiegu kultury na różnych poziomach. Aktorzy wcielający się w bohaterów zaczynają być utożsamiani z rolami, a fani zyskują nowy obiekt uwielbienia i śledzą w Internecie reżyserowane często przez producentów osobiste perypetie młodych gwiazdek, które na oczach fanów przeobrażają się w gwiazdy światowego formatu zarabiające miliony i… pojawiające się w ekranizacjach kolejnych bestsellerów. Tak było choćby w przypadku romansu głównych bohaterów kultowego już „Zmierzchu”, powieści o uczuciach wampira i śmiertelniczki. – To kompleksowa obsługa czytelnika, widza, odbiorcy muzyki [chodzi o ścieżki dźwiękowe kinowych hitów – przyp. red.] w jednym, bardzo interaktywna i generująca dodatkowe zyski – twierdzi Teodorczyk. Popularność YA nakręca przede wszystkim wszechobecność mediów społecznościowych, naturalne środowisko dzisiejszych nastolatków. – Choć zaczyna się od literatury, to jest to zjawisko przede wszystkim internetowe. Właśnie w sieci gromadzą się fani, dyskutują, przeżywają, dzielą na zwolenników jednego czy drugiego bohatera – tłumaczy Teodorczyk. Moda rozchodzi się w sieci bardzo szybko i omija tradycyjne kanały dystrybucji. Na blogach małoletnie czytelniczki same recenzują najnowsze powieści, zawodowi recenzenci nie mają nic do powiedzenia. Jeśli wystarczająco dużo dziewczyn przeczyta książkę i poleci ją koleżankom, sukces jest murowany. – Dawniej to dorośli mówili, co młodzi powinni czytać. Dzisiaj na forach i blogach młodzi sami wybierają sobie lektury – tłumaczy Marcin Teodorczyk.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »