Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Przepis na bestseller

Hubert Klimko-Dobrzaniecki: Mikołaj imion wiele ma

Jest noc, dwudziestolatek oraz jego kumple. Brakuje im kasy na wystawne życie, ubranka, modne bary, skutery, dziewczyny i inne cuda.
Chłopak nazywa się Pietro Maso. Jest Włochem, ale gdyby był Czechem, nazwisko Maso (maso- po czesku mięso ), mogłoby może zdeterminować to, czego się dopuścił. Rodzice Pietra są rolnikami. Pewnie im się nie przelewa, lecz mają oszczędności (mój dziadek ze strony mamy też był rolnikiem i trzymał dolce pod siewnikiem).

Wróćmy do tamtej nocy. Pietro jest już przygotowany do rzezi, lecz w ostatniej chwili ją odwołuje. Dlaczego? Bo, niestety, nie znajduje w domu forsy. Znajduje natomiast książeczkę czekową matki i wypisuje sobie pokaźną sumę. Podrabia podpis i idzie do banku. Pieniądze zostają wypłacone i w krótkim czasie przehulane. Strach przed odkryciem oszustwa sprawia, iż młody Pietro w towarzystwie kumpli zamienia się w okrutnego mordercę. Rodzice jakoś nie chcą umierać, więc nim wyzioną ducha, jatka potrwa dobrą chwilę.

Może uczestniczyli kiedyś Państwo w wiejskim świniobiciu? Albo widzieli taki proceder w telewizji? Właśnie, tak mniej więcej to wyglądało. Tyle, że nikt potem rodziców nie przerabiał na kaszankę, salceson i inne kiełbasy. W krótkim czasie chłopcy wpadną w ręce policji i przyznają się do winy. Dostaną po dwadzieścia pięć lat. O dziwo, zamiast skruchy Pietro domaga się na sali rozpraw należnego mu, jego zdaniem, spadku. Czytając o tej całej historii, zastanawiałem się jednocześnie: czy aby ojciec Pietra – zamiast ciągnika – wykorzystywał w nieludzki sposób swoje dziecko w prowadzeniu gospodarstwa? Albo matka molestowała go seksualnie? I stąd ta zemsta? Może pieniądze były tylko pretekstem do rozliczenia się z potworami? Nic z tych rzeczy. Puste morderstwo z zimna krwią – tylko tyle.

Pietro i kumple trafili za kratki, lecz samym Pietrem chciałbym się tu zająć. Wszak moje pisanie dla tej rubryki literaturą ma być inspirowane. Pietro i książki? W rzeczy samej! Młody morderca ponoć przeszedł swoje nawrócenie. Do tego stopnia, że nie tylko podczas odsiadki uzupełnił wykształcenie, chodził regularnie do spowiedzi, do komunii, stał się nieomal wzorem nawróconego zbrodniarza, ale i…napisał książkę. Sprawa Pietra była bardzo głośna we Włoszech. Potem trochę ucichła. Jednak jakieś dwa lata temu znowu powróciła na pierwsze strony gazet. Morderca udzielił kilku wywiadów oraz zaczął się wdrażać do poodsiadkowego życia. Trzeba dodać, że ostatnimi czasy tylko nocował w więzieniu. W ciągu dnia przebywał poza celą, chodził do pracy.

Jego książka, opisująca straszny mord, a potem drogę nawrócenia, została zakupiona przez poważnego wydawcę. W dniu wyjścia na wolność Piotrusia Rzeźnika, książka będzie w księgarniach. Prasa włoska od kilku tygodni nakręca sprawę. Szykuje się bestseller. Bez pudła! A jak mogłoby się to przełożyć na polskie realia? Sprawa jest dosyć prosta. Wystarczy, że jakiś cwany wydawca złoży, popartą forsą, ofertę – na przykład mamie oskarżonej o zabójstwo swojej małej córeczki. Bestseller murowany. I jeszcze taki nasz, polski. Z miastem Sosnowiec w tle.