Opony – wiele hałasu o … gumę!

Opony na pierwszy rzut oka niczym specjalnym się od siebie nie różnią. Ot kawał czarnej okrągłej gumy, na który zazwyczaj nie zwracamy uwagi. Do głowy nam nie przychodzi, że producenci opon wydają miliony euro na rozwój technologiczny tego niepozornego elementu wyposażenia naszego samochodu. O co więc to całe zamieszanie?

TEORIA CZTERECH POCZTÓWEK

Wystarczy odrobinę ruszyć naszą wyobraźnią. W końcu jedną z najważniejszych spraw w jeżdżeniu samochodem jest przyczepność. Od niej zależy droga hamowania, skuteczność wykonywanych manewrów i stabilność auta. Jedyną płaszczyzną, która styka się z nawierzchnią jest opona, a właściwie jej fragment wielkości pocztówki. Cztery niewielkie płaszczyzny muszą działać bezbłędnie, bo chronią nasze życie. Stąd to całe zamieszanie – żeby opona stała się naszym sprzymierzeńcem a nie czynnikiem zwiększającym zagrożenie. Sprawa jest jednak mocno skomplikowana, bo przecież poruszamy się w skrajnie różnych warunkach atmosferycznych. Zupełnie inaczej samochód zachowuje się na suchej drodze w upalny dzień, jeszcze inaczej w deszczu i w kompletnie inny sposób na śniegu czy lodzie. Dlatego właśnie jesteśmy zobligowani do używania innych opon latem i innych zimą. Za ignorancję w tej kwestii możemy zapłacić naprawdę wysoką cenę.

OPONY ZIMOWE I LETNIE

Nikogo nie dziwi fakt, że zimą zakładamy ciepłe buty a latem chodzimy w klapkach. Kiedy jednak przychodzi czas na zmianę opon złościmy się, że nie można cały rok jeździć na tych samych gumach. Różnice są jednak naprawdę bardzo duże. Najważniejsza jest mieszanka gum, z jakiej opony są wykonane. Latem jest cieplej, a więc guma może być twardsza, dlatego letnie opony są mieszanką syntetycznego kauczuku i sadzy. W wyższych temperaturach taka opona „klei się” do drogi. Jeśli jednak temperatura spadnie poniżej +7 stopni Celsjusza guma letnia twardnieje i przestaje trzymać się drogi. Wtedy potrzebujemy dobrej opony zimowej z dodatkiem krzemu, który zapewnia elastyczność w niskich temperaturach. Zupełnie inaczej wyglądają też nacięcia na gumach (tzw. lamele), które mają zróżnicowane zadania. Latem muszą dobrze odprowadzać wodę, zimą wgryzać się w śnieg i w lód. Choć ciężko to sobie wyobrazić to jest na świecie ogromna rzesza specjalistów, którzy nic innego nie robią tylko myślą jak najlepiej opony naciąć i z czego ją zrobić, żeby była skuteczna i bezpieczna! Fakty mówią same za siebie. Na mokrych nawierzchniach w temperaturze poniżej + 7 stopni Celsjusza opona zimowa skraca drogę hamowania o 6 metrów w porównaniu do opony letniej (przy prędkości 80 km na godzinę). Na śniegu opona zimowa zapewnia dwukrotnie krótszą drogę hamowania w porównaniu do opony letniej.

MIT O OPONACH UNIWERSALNYCH

W kwestii opon całorocznych jestem zwolennikiem stwierdzenia, że jak coś jest do wszystkiego, to znaczy, że jest do niczego. Ciężko znaleźć kompromis pomiędzy zachowaniem się na drodze opony w upalny dzień i w zimowej scenerii. Ryzyko, że nie zatrzymamy się przed przeszkodą na drodze jest zbyt duże. Kierowcy, decydując się na zakup opon, całorocznych szukają oszczędności. Jednak opony uniwersalne musimy wymieniać częściej, bo szybciej się zużywają. Wydatek pozostaje więc ten sam. Mam wrażenie, że wciąż jednak temat opon traktujemy po macoszemu, zupełnie jakby ta część samochodu nie zasługiwała na naszą uwagę. Tymczasem to jeden z najważniejszych czynników, od których zależy bezpieczeństwo na drodze i o tym nie wolno nam zapominać.