Kołonotatnik. Blog Tomasza Jastruna

Żyję z pisania i dla pisania. Dawanie świadectwa światu poprzez słowo w różnych formach literackich i dziennikarskich, to moja pasja. Pasją moją jest też tenis, ale największa jest teraz miłość do dziecka. Wolę znacznie kobiety od mężczyzn, ale kobiety – nie baby, babony i babiuchy. Sam chyba jestem kobiecy, ale tylko w niektórych miejscach…

reklama

Czwartek

Rajski dzień, ożywcze pasemka wiatru chłodzą ciepły dzień. Dzieci bawią się w w ogrodzie, czernieją bzy, ale za to kwitną róże. Piszę felieton do Zwierciadła i wiersze. Czy nie za łatwo mi się je pisze? Obiad w ogrodzie na granicy słońca i cienia. //

Dzwoni Joanna Waniek, że trzy dni temu słyszała mnie w drugim programie radia, pytany kim chce być, mówiłem, że prezydentem, bo ma dużo wielkich samochodów i nimi jeździ. Miałem wtedy kilka lat. Były jeszcze inne pytania. Jak przez mgłę pamiętam to nagranie. Może uda mi się je zdobyć. A w Faktach migawka z mojego filmu „Nasze podwórko” rok ’78 i Rafał Trzaskowski grający jedną z głównych dziecięcych ról, miał siedem lat. Też zgrałem w tym filmie i byłem cały czas na planie. Tak dwie przeszłości wróciły do mnie//

Dzwonię do Jonatana do Jerozolimy, zaraz ma być wydana po hebrajsku jego antologia poezji polskiej, zwykle w euforii, teraz słyszę jest w depresji. Zmarł mąż jego ślicznej córki, młody facet, pamiętam go. Życie to rzeźnia. ///

Środa

Ewa z Franiem Kajetanach, a ja drugim, ledwie żywym wozem w centrum. Zepsuta w nim klimatyzacja, ale nie czuję dyskomfortu, a czuje oddech dawnych czasów, kiedy nikt nie miał klimatyzacji, a jak miał, to się do tego nie przyznawał. Wydawała się ogromnym luksusem, ale też czymś niepotrzebnym w naszym klimacie. Pamiętam, jak dziwiłem się gdy w roku ’89 mój kolega, reżyser Ryszard Bugajski kupił sobie wóz z klimatyzacją.//

W Iskrach… piękny salon z widokiem na tęczę na Placu Zbawiciela, kawa, serdeczna jak zawsze rozmowa. //

Franio już zupełnie zdrowy po operacji, może szaleć, jakby nie szalał wcześniej. ///

Nadal napada mnie czasami niepokój, co z mamą, jak się czuje, że muszę do niej jechać i zawieźć jej serki i jogurty. I czy ktoś nagle nie zadzwoni „Pana mama nie żyje”.///

W Superstacji. ////

Wtorek

Wczoraj odetkano mi uszy. Bardzo przyjemnie. Gdybyśmy potrafili się tak długo cieszyć, jak długo było nam z czymś niewygodnie. I już nie jestem tak oszołomiony światem. Potem wysyłanie książek z „Czarnej owcy”, zapomniałem okularów, więc pisanie dedykacji jest rzeczą ryzykowną. //

Upał, ale nasz dom uparcie chłodny, minie mu to pewnie po południu.//

Jemy obiad w ogrodzie, sielanka. Ale każda sielanka ma sobie ukryte zagrożenia. Ewa nagle odkrywa na ręce kleszcza, odkręca go z wielką wprawą, przez lata trenowała to na psach. Niestety siedział tam od wczoraj. A białe bzy nagle czernieją. //

Chłopcy szaleją z trzema sąsiadkami. Wszystkie te dzieci takie ładne i pełne radości, że oczy bolą patrzeć.. Ola ma już 10 lat, czapeczkę z daszkiem nad błękitnymi oczami, a w tych oczach diabelskie iskierki, już niemal kobiece… Nagle dręczą mnie, żebym się z nimi bawił, odmawiam, nie ustępują, nagle Antos zarzuca mi z tyłu na głowę koc ogrodowy, wszystkie nagle spotworniałe rzucają się na mnie. Poczucie bezradności, nie mogę się w tego wyplątać, zanim wezbrała we mnie złość, krzesło pęka i wywracam się na trawę. Gdybym musiał to na siłę puentować jakimś uogólnieniem – czy taka też będzie przyszłość nowego świata.///

Niedziela

Rododendron, który nie kwitł od kilku lat, płonie. Prezent od Uli i Sławka, muszę im o tym powiedzieć. Antoś w Ryczywole… ja na dwie godziny sam z Franiem. Materac w ogrodzie w półcieniu. Franio kładzie się obok mnie w tej samej pozie i pyta: to co tata będziemy teraz robić? Koty sąsiadów, jak nasze, bo je karmimy, dodają wdzięku ogrodowi. Ten czarny bawił się wczoraj z rudą myszką „jak kot z myszką ”, okrutne widowisko. Po południu Antoś wraca, wypuszczony z klatki samochodu biega jak szalony i od razu kotłują się z Franiem. ///

Milczenia tych wszystkich, którym dałem swoją książkę, ciążą mi chwilami niemożliwie. To też znak czasu. Kiedyś każdy by napisał miłe słowo, nawet gdyby książka się nie podobała. //

Czuję się oszołomiony życiem, domem, ogrodem, dziećmi. A też jednym zatkanym uchem. Trudno mi cokolwiek napisać, ale wróciłem do wierszy, niezbadany wpływ antydepresantów na poezję. //

Sobota

Wczoraj dużo jeżdżenia po mieście, ale wszystko załatwiam bez trudu: Zaiks, redakcja, Czarna Owca. I bez problemów z parkowaniem. To staje się wielkim problemem. Czas zacząć jeździć do miasta kolejką. Słucham w samochodzie „Dzienniki” Pilcha, bardzo gombrowiczowskie, ale dobre. Wolę to od jego prozy, w którą nie wierzę. A może słabo ją znam?

Dzisiaj Antoś jedzie do Ryczywołu z kolegą Stefkiem i nawet chętnie, on taki maminsynek. Franio debatuje, jak on tam sam się umyje i dochodzi do wniosku, że Stefek mu pomoże. Raj w naszym ogrodzie, bzy nadal szaleją kwitną kwiaty, a wino dzikie i szlachetne, tak szybko się pnie i tak łakomie, że wydaje sie groźne dla otoczenia. //

Viola dzwoni z Jerozolimy, głos zmieniony, zmarł jej brat Michał, ależ poznałem go, ceniony izraelski reżyser. Szalona, niezwykła Viola… sama bardzo utalentowana pisarka. Dostała moją książkę i się nią zachwyca. „Pękałam ze śmiechu. To powinno być przetłumaczone na wszystkie języki”, woła wielkim głosem. Gryzę się w język , by nie powiedzieć: to przetłumacz choćby na hebrajski, jesteś wybitną tłumaczką. Smutek i radość z tego telefonu. //

Dla „Przeglądu” robię mały wybór scenek z „Kolonii”, chcą drukować za tydzień.///

To już ponad trzy tygodnie temu zmarła moja mama?! Stoję w przeciągu czasu i wiatr rozwiewa mi włosy. //

Rozmowa przez telefon z Jackiem Santorskim. Chcę zrobić z nim wywiad do „Zwierciadła”: „Dlaczego nas Polaków… tak boli”. Jedzie autostradą i mówi mi bardzo ciekawe rzeczy o naszej traumie roku 89. //

Czytaj blog Tomasza Jastruna. Kołonotatnik