Kołonotatnik. Blog Tomasza Jastruna

Żyję z pisania i dla pisania. Dawanie świadectwa światu poprzez słowo w różnych formach literackich i dziennikarskich, to moja pasja. Pasją moją jest też tenis, ale największa jest teraz miłość do dziecka. Wolę znacznie kobiety od mężczyzn, ale kobiety – nie baby, babony i babiuchy. Sam chyba jestem kobiecy, ale tylko w niektórych miejscach…

reklama

Czwartek

Obsuwam się w samopoczuciu, a to od razu zamyka we mnie poezję. Pisanie wierszy to bardzo wąska ścieżka.///

Asystuję w budzeniu się Frania, ja ledwie, ledwie, a on esencja radości, otwiera małą łapką nowy dzień.//

Przypadkiem wziąłem do ręki dzienniki Paula Claudela, katolicki pisarz, urodzony pod koniec XIX wieku. Akademik i wielki nudziarz. Zupełna bez-mięsność tych dzienników, nie widzę człowieka, tylko kawałki mózgu.//

Superstacja o 20.40. Jak mówić o polityce, by nie być agresywnym. Mam dosyć chamstwa i agresji w mediach. I pomyśleć, że będzie coraz gorzej. Zaczynam się martwić o Polskę, szczególnie jak widzę typy szlacheckie i warcholskie , jak z czasów przed rozbiorami. //

Środa

Przez dwa dni ani słowa, ale też mało było słów we mnie. Jakieś nieokreślone poczucie klęski we mnie i marginalizacji, to irracjonalne, ale silne. Wczoraj z Joanną z Wiednia na Skypie, mówiła, ze była z Poznaniu i widziała „Rakietę” odcinek serialu dla dzieci, który napisałem, gdzie grałem, rok 88. Mówi, że mnie poznała, ale nie wierzę jej. Ładny chłopczyk podobny do Antosia, siedmiolatek, to Rafał Trzaskowski, obecny młody polityk PO, bardzo sensowny.//

Dzisiaj sporo telefonów, też Mariusz Ziomecki, zaprasza do swojego programu na dzisiaj, ale muszę odmówić, idziemy na wernisaż do Fabryki Trzciny. Też telefon z Polonii, z zaproszeniem na premierę spektaklu w reżyserii Krysi. //

Tygodnik „Przegląd” wydrukował małe fragmenty „Kolonii karnej”. Na szczęście te bardziej łagodne, co sam sugerowałem. Tylko starszych przepraszam, że ta opowieść taka ostra i mięsna.//

Całorodzinnie z Fabryce Trzciny na Pradze, nic nie jest proste rodzinnie, Antoś robi aferę w samochodzie, że źle się czuje w swojej koszuli i ją zdejmuje. Mam wizję, jak wchodzi na wernisaż półnagi. Ale przeszło mu na szczęście. Wita nas Wojciech Trzciński, muzyk, kompozytor itd , twórca i właściciel „fabryki”. Potem serdecznie z nim rozmawiam, też o tym, jak marginalizuje się kulturę. Mówi, że kiedyś zaczynał czytanie tygodników od moich felietonów. „A gdzie pan teraz pisze?”, pyta. Wita się ze mną Rafał Bryndal, znam go tylko z mediów. Na dużym podwórku gra kapela jazzowa. Ksiądz Luter znam go z książek… i wszędzie Wiesiek Uchański jako współgospodarz. Moje dzieci zaczynają szaleć, a Antos żąda, abym z nim tańczył, więc tańczę… Malarstwo Karoliny Jaklewicz i Rafała Borcza. Czuję się chwiejnie, jakbym co chwila przekraczał cienką czerwona linię, to w tą, to w tamtą stronę .///

Za wiele nazwisk, za mało myśli, ale też czuję się bezmyślnie.///

Niedziela

W Wołominie… zaliczenia dwóch grup. Zrobiło się gęsto od ludzi i ich poplątanych losów, w końcu wszyscy pisali dzienniki, niektórzy bardzo szczerze. Nie potrafię być surowy wobec tych, co znam tak dobrze, tak mi ich żal wszystkich, chociaż tylko nieliczni zostali dotknięci przez wielkie nieszczęścia. Ta kobieta urodziła bardzo chore dziecko, bez nadziei na długie życie, ale właśnie ona bardziej niż wielu innych potrafi być szczęśliwa. Jak na dłoni mam polską prowincję, co z tego, ze podwarszawską, tu było zawsze nędznie, wsie które przestają być wsiami wszędzie jednak Wielka Zmiana i na lepsze jednak. Ten student mieszka jednak w Warszawie, jest brygadzistą, frontowym żołnierzem walki o warszawskie kanały. Świetny jego dziennik i opis tego podziemnego świata. Ten z kolei student jest specjalistą brygadzistą od pociągowych toalet, tych już nowoczesnych i też pracuje „na froncie”. Dwóch zapaśników, ojciec i syn, ojciec jest srebrnym medalistą olimpijskim, a poszedł na te studia, już drugie w jego życiu, by przekonać i dopilnować na nich syna. Obaj są oficerami. Ich dzienniki solidne i ciekawe. Jak ci wszyscy ludzie walczą, niektórzy by przetrwać, inni by więcej osiągnąć. Sporo osób ze wsi. Miło mi, bo jedna studentka pyta mnie, czy mogą napisać list do rektora, abym miał z nimi jeszcze kiedyś zajęcia. ////

Sobota

Dzień w domu, tylko ja i upał. Zbyt optymistycznie potraktowałem swoją depresję, redukując chemię i dzień zmarnowany. To zdumiewające, jak czasami kilka miligramów, robi wielką różnicę. Też kilka miligramów i jest miłość lub nienawiść. Ale kończę felieton do „Zwierciadła” o odejściu mamy, felieton powinien być uśmiechnięty, więc postarałem się. //

Dzieci wracają umorusane i wybiegane, Antoś z małym obdarciem na trampolinie, co uznał za ciężką ranę. Schodzę na dół, nie chciał czegoś jeść, bo talerz był we wzorki. Tak ma. Musi być jednorodny. Inaczej jedzenie jest popsute. Pocieszamy się, że jego koleżanka z sąsiedztwa, nieco starsza, ma podobnie. Więc to się zdarza. Podobno dzieci czasami wyrastają z takich dziwactw, ale skłonność do tego na pewno jest trwała.///

Przypomina mi się moje dzieciństwo wśród ruin Warszawy i ciągle strupy na kolanach. Rożne odcienie ich brązu, pasja ich powolnego odrywania. ///

Piątek

Niepotrzebność różnych zmartwień. Wydawało się nam, że po operacji Franiowi zmienił się głos na cienki , dziewczęcy głos. Ewa już rozpaczała. A tu laryngolog w czasie kontroli wyjaśnia: on tylko odzyskał swój prawdziwy głos, ten poprzedni był wynikiem choroby migdałka. I od razu jego „nowy ”, głosik wydał nam się naturalny. //

Iwonka i Paweł u nas, ogród i słodycze, ich pięcioletni Marcyś wygląda jak elfik leśny, ale przybył w piłkarskich butach, w stroju piłkarza Barcelony, trenuje w ich klubiku, i wparadował z przenośną bramką. I oczywiście z piłką. Jest jeszcze mała sąsiadka Julia, dzieci biegają wokół i przy okrągłym stoliku czujemy się, jakbyśmy byli w środku wirującej karuzeli .///

Czytaj blog Tomasza Jastruna. Kołonotatnik