Księżna Kate i książę William przyjadą w lipcu do Polski

fot.123rf

Kate de domo Middleton: zawód księżna. Uosobienie marzeń dziewczynek wychowanych na filmach disneya: piękna, mądra, elegancka i poślubiła księcia. Kate de domo Middleton to zły wzór dla kobiet ceniących niezależność, lecz w zawodzie księżnej nie ma sobie równych. Potwierdzi to w lipcu podczas wizyty w Polsce. Ale czy jej życie to faktycznie beztroska bajka?
Kate czeka teraz nowe wyzwanie. Księżna Cambridge wraz z mężem, księciem Williamem, podróżuje po Europie, aby ocieplić wizerunek Wielkiej Brytanii w dobie brexitu. W marcu odwiedzili Paryż, w lipcu przyjadą do Niemiec i do Polski. Wizyty te odbywają nie w imieniu królowej Elżbiety, tylko na prośbę brytyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Podczas ich spotkań z głowami państw, organizacjami charytatywnymi czy – jak w Paryżu – z ofiarami zamachów terrorystycznych nie pada, rzecz jasna, ani słowo na temat polityki. William i Kate mają za zadanie pięknie wyglądać, prowadzić uprzejme konwersacje na niezobowiązujące tematy i wyrażać zainteresowanie miejscami, które odwiedzają. W bardziej egzotycznych zakątkach świata sprawnie głaszczą misie koala lub słonie, strzelają z łuku i podziwiają regionalne tańce. Na którymś z oficjalnych przyjęć William wygłasza przemówienie podkreślające bliskie związki kulturowe i historyczne z danym krajem. Kate prezentuje kolejną zachwycającą kreację tego dnia. „To część planu »miękkiej dyplomacji«, który jest następstwem uruchomienia przez Wielką Brytanię procesu wyjścia z Unii Europejskiej. Rząd nie po raz pierwszy podpiera się rodziną królewską, gdy przychodzi do złagodzenia odbioru niepopularnych decyzji” – podsumował dziennik „The Guardian”. Niezależnie od własnych poglądów politycznych – z którymi nigdy się nie ujawniają – nikt z klanu Windsorów nie może odmówić prośbie rządu. Rozliczani co do godziny z publicznych obowiązków zaszczycania i udzielania patronatów grzecznie stawiają się na stanowisku. Nie mają przecież żadnej władzy wykonawczej – rolą monarchy oprócz pełnienia funkcji głowy Kościoła anglikańskiego i 15 państw wspólnoty Commonwealth jest bycie symbolem brytyjskiej jedności, stabilności i tradycji. Dla wszystkich jest też jasne, że księżna Kate stała się najcenniejszym nabytkiem tej rodziny od dwóch pokoleń.

reklama

Prymuska

W dniu, w którym dwa miliardy ludzi oglądało jej ślub z Williamem, nikt już nie pamiętał, że chwilę wcześniej prasa pisała o niej ironicznie „Waity Katie” (czekająca Kasia). Od chwili, kiedy poznała Williama na studiach na Uniwersytecie St. Andrews, do momentu, gdy książę dał jej pierścionek zaręczynowy swojej nieżyjącej matki, minęło bowiem osiem lat. O jej istnieniu wiedziano zatem od niemal dekady, ale o niej samej – niewiele. Zadziwiające, jak niewiele od tamtej pory się zmieniło.

Związek z Kate nie był tajemnicą, ale wszyscy, którzy znaliby jakieś szczegóły na jego temat, w kontaktach z mediami nabierali wody w usta. Wiadomo było, że panna Middleton pochodzi z zamożnej rodziny w hrabstwie Berkshire, a jej rodzice to milionerzy, którzy dorobili się majątku na firmie sprzedającej artykuły do urządzania przyjęć. I ona, i dwójka jej rodzeństwa skończyli drogie prywatne szkoły. Kate zawsze była popularną uczennicą i studentką, chętnie udzielającą się w kółkach zainteresowań, przodującą w każdym sporcie, do którego się zabrała. Od flirtów wolała naukę i grę w hokeja na trawie. William był jej pierwszym chłopakiem.

Middletonowie to zżyty, stabilny klan. Rodzina, o której zarówno przedwcześnie osieroceni książęta William i Harry, jak i ich pochodząca z rozbitego domu matka Diana mogli tylko marzyć. Porównania Kate do Kopciuszka były dla dziennikarzy tabloidów zbyt kuszące, żeby zwrócić uwagę na fakt, że cała trójka młodych Middletonów dostała od rodziców mieszkania w drogiej części Londynu i hojne wsparcie finansowe. Gdy Kate i William opuścili mury uczelni i kontynuowali związek, jej rodzicom dorobiono etykietkę społecznych aspirantów. Ona sama – sugerowano – powinna być wdzięczna losowi za zainteresowanie przyszłego dziedzica korony. Mało kto zwracał uwagę na fakt, że to dzięki jej radom William rzucił historię sztuki i przeniósł się na ulubioną geografię. To ona też przekonała go, żeby zrobił dyplom magistra i tym samym został najlepiej wykształconym członkiem rodziny królewskiej.

Gdy książę odbywał służbę wojskową i szkolił się na pilota helikopterów, Kate pracowała w firmie modowej Jigsaw. Jej determinacja zdobycia szlifów zawodowych w wymarzonym biznesie słabła jednak z miesiąca na miesiąc, gdy każde wyjście i powrót z pracy polegały na przedzieraniu się przez tłum paparazzich. Wyprowadzka na wieś i pomaganie rodzicom w rodzinnej firmie były jedyną rozsądną opcją. To wtedy z pewnością dotarło do niej, że bycie dziewczyną księcia to stanowisko, które wymaga wyrzeczeń. Również takich, jak cierpliwe czekanie na ukochanego, kiedy on baluje z kolegami i atrakcyjnymi damami na wynajętym jachcie. Albo cierpienie w milczeniu, kiedy książę zasugerował, żeby „odpoczęli od siebie kilka miesięcy”. Jej cierpliwość została nagrodzona oficjalnymi zaręczynami. „Wszyscy zadawali sobie pytanie, czy Kate wie, co robi. Dlaczego w XXI wieku jakakolwiek kobieta chciałaby wżenić się w rodzinę królewską? Wiemy o dysfunkcyjnych związkach w niej panujących i o anormalnym stosunku, który jej członkowie mają do reszty społeczeństwa” – pisała w „The Guardianie” pisarka i działaczka feministyczna Beatrix Campbell. „Cała historia tej rodziny to prześladowanie i lekceważenie kobiet, mimo że to kobieta stoi na jej czele. A medialna – bo wcale nie społeczna fascynacja Kate – to nic innego jak umacnianie poglądu, że szczytem marzeń kobiety powinno być wyjście za mąż. Dobra partia to to, co nas rzekomo określa? Wolne żarty!” – sekundowała jej dziennikarka Bidisha. Oczywiście, chodziło o miłość. Ale nie tylko. „Korzyść z takiego statusu jest bardzo wymierna: członkowie rodziny królewskiej mają – wbrew temu, co mogłoby się wydawać wszystkim, którzy ignorują lub lekceważą ich istnienie – ogromne wpływy. I we własnym kraju, i na arenie międzynarodowej. Ich nazwiska automatycznie przechodzą do historii, ale w wielu aspektach, szczególnie społecznych, artystycznych czy na niwie charytatywnej, mogą oni tę historię aktywnie kształtować” – podsumowała profesor medioznawstwa i historii Jean Seaton.

Egzaminy na księżną

Kate jest cierpliwa, lojalna i dyskretna, a Windsorowie mieli dekadę, żeby przekonać się do słuszności awansowania jej na księżną i żonę przyszłego monarchy. Po katastrofie z Dianą, po której rozwodzie, niedyskrecjach i tragicznej śmierci monarchia przeżyła największy kryzys od abdykacji Edwarda VIII, pomyłka była wykluczona. – To jasne, że w przeciwieństwie do małżeństw Sarah Ferguson, Sophie Rhys-Jones, żony księcia Edwarda, czy wreszcie Diany – gdzie i ona, i książę Karol byli ofiarami – ten związek nie był pułapką – mówi Jean Seaton. – Kate wiedziała, co ją czeka, i podjęła tę decyzję z pełną świadomością, dobrze do niej przygotowana.

– Przez tak długi czas można naprawdę przetestować i związek, i rodzinę partnera, która będzie miała na twoje życie duży wpływ – zgadza się psycholog Linda Blair. – Ciekawe też, że Kate była relatywnie „nieuformowana” – nie miała za sobą silnej kariery zawodowej, nie miała okazji posmakować, jak to jest żyć tylko na własny rachunek. W oczach rodziny królewskiej był to atut, bo rola księżnej jest najbardziej tradycyjna z możliwych: musi być matką, żoną i wizytówką. Bardziej niezależna kobieta miałaby pewnie problem ze zmieszczeniem się w takich ramach.

– Możemy tylko hipotetycznie żałować, że panna Catherine nie reprezentowała w tym związku własnych osiągnięć – zgadza się Jean Seaton. – Jak inaczej odbieralibyśmy całą tę pompę, gdyby przyszły następca tronu ożenił się z panią doktor medycyny czy prawniczką, kobietą kariery. Można byłoby wtedy mówić o wzorze dla przyszłych pokoleń kobiet. Szale jej mariażu z całym klanem i instytucją monarchii przechyliłyby się też bliżej środka, podczas gdy w przypadku Kate dominujący ton komentatorów był taki, że to tylko ją spotkał niesamowity zaszczyt. Czy to nie uwłaczające dla kobiety?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »