On jest twoim panem

Antoni Konopka

Seks przedmałżeński oznacza hańbę, której kobieta nigdy z siebie nie zmyje. Jednocześnie zdradzający mąż to powszechnie przyjęta norma. Bezwzględne posłuszeństwo wobec mężczyzny i poświęcenie rodzinie to rzeczywistość milionów kobiet w Kambodży. Obowiązujący tu od XVI wieku kodeks postępowania Chbab Srey nakazuje kobiecie: „Wypełniaj rozkazy męża jak niewolnica, bez chwili wahania”
Mekong jest szeroki, głęboko niebieski. Sekong zielonkawy. W miejscu, gdzie te rzeki się łączą, dominuje kolor seledynowy. Na ogromnej łasze piachu pośrodku chłopcy ze Stung Treng – sennego miasteczka przycupniętego u zbiegu rzek – grają popołudniami w piłkę. Ścianę zieleni na przeciwległym brzegu pokrywa wszechobecny w porze suchej czerwony pył. Kiedy Sopheap Tes o świcie jedzie do pracy rowerem, tonie w nadrzecznej mgle. Ma przed sobą ciężki dzień. Choć jest na nogach od piątej rano, uśmiecha się pogodnie. Tkając ręcznie wysokiej jakości jedwab, zarabia niecałe dwa dolary dziennie, ma się jednak za szczęściarę. W tym odległym zakątku północno-wschodniej Kambodży o pracę bowiem trudno. Bez niej zapewne wylądowałaby w stolicy w jednym z domów publicznych, dzieląc los blisko 60 tys. młodych kobiet, które tylko w ten sposób mają szansę wyrwać się ze skrajnej biedy. Kultura khmerska spodziewa się po nich poświęcenia dla dobra rodziny.

reklama

Edukacja zmienia kobietę w dziwkę

Jako jedna z dziewięciorga rodzeństwa 22-letnia Sopheap jest przyzwyczajona do wyrzeczeń. – Chodziłam do szkoły przez cztery lata, zanim nie poszłam na służbę do bogatej rodziny w mieście – opowiada. – Rodzice byli bardzo biedni. By moi trzej starsi bracia mogli kontynuować naukę, musiałam zacząć pracować – w jej głosie nie ma pretensji ani żalu.

Wyznający buddyzm Khmerowie uważają, że w rozwoju duchowym kobieta stoi niżej niż mężczyzna. Bardziej związana ze światem cierpienia musi odrodzić się w męskiej postaci, zanim będzie mogła dostąpić oświecenia

Szkoła w Kambodży teoretycznie jest bezpłatna. Rodzice muszą jednak pokryć koszty mundurków i podręczników. Do tego nauczyciele, których pensja wynosi raptem 40 dolarów miesięcznie, ściągają od uczniów haracz: średnio 300 reali (osiem centów) dziennie od dziecka w 60-osobowej klasie. Te wysokie koszty dodatkowe sprawiają, że w Kambodży tylko 60 proc. uczniów kończy szkołę podstawową. I są to przeważnie chłopcy. W khmerskim społeczeństwie kobiety mają bowiem o wiele niższy status niż mężczyźni i ich wykształcenie jest sprawą drugorzędną. Mądrość ludowa głosi nawet, że „zbyt dużo edukacji zmieni kobietę w dziwkę”. W rezultacie ponad połowa kobiet na wsi nie potrafi czytać ani pisać.

Nadal obowiązujący kodeks postępowania z XVI wieku Chbab Srey nakazuje kobiecie zajmować się domem, gotować, zbierać drewno na opał, nosić wodę i wychowywać dzieci. Propaguje ideał cnotliwej, stojącej na straży moralności kobiety, której głównym zadaniem jest szanowanie męża i usługiwanie mu. „Wypełniaj rozkazy męża jak niewolnica, bez chwili wahania” – zaleca. „Szanuj i drżyj przed jego wolą”, a przede wszystkim: „Nigdy nie uważaj się za jemu równą – on jest twoim panem”. Dziewczynki wciąż recytują te wierszowane przykazania sprzed pięciu wieków, do niedawna jeszcze nauczano ich w szkołach.

Bycie kobietą to zła karma

Praktyki wynikające z Chbab Srey znajdują oparcie w dominującej w Kambodży religii – buddyzmie. Choć bowiem zgodnie z religijnymi tekstami wszyscy są równi, Khmerowie uważają, że w rozwoju duchowym kobieta stoi niżej niż mężczyzna. Bardziej związana ze światem cierpienia niż on musi odrodzić się w męskiej postaci, zanim będzie mogła dostąpić oświecenia i nirwany.– Mój brat Chan pięć lat temu wstąpił do klasztoru. Mnich w rodzinie to wielki zaszczyt – wyznaje z dumą Sopheap. Ona nie ma możliwości zapracowania sobie w ten sposób na lepsze wcielenie w przyszłym życiu. Pozostaje jej gromadzenie dobrej karmy poprzez sumienne wykonywanie domowych obowiązków.

Tymczasem Chan w klasztorze pilnie uczy się… angielskiego. To jego bilet do lepszej przyszłości. Planuje opuścić klasztorne mury za rok, osiedlić się w turystycznym regionie Angkor Wat i pracować jako rikszarz. Bycie mnichem nie jest bowiem tutaj wynikiem powołania. To tylko pewien etap w życiu, efekt oczekiwań społecznych, a często i konieczności. W państwie, w którym brakuje opieki społecznej, klasztory poza strawą duchową zapewniają chłopcom z biednych rodzin wikt i opierunek oraz podstawy wykształcenia. Dziewczynki pozostawione są same sobie.

Studia wieczorowe w hamaku

Także i dla Sopheap angielski to klucz do spełnienia marzeń. – Najchętniej pracowałabym jako tłumacz – wyznaje nieśmiało, z trudem formułując zdania po angielsku. – Tkanie to samotnicza praca, a ja chciałabym mieć więcej kontaktu z ludźmi – wzdycha.

Choć więc nauka idzie jej opornie (logika języka angielskiego jest tak różna od khmerskiego!), korzysta z bezpłatnych lekcji w swoim zakładzie pracy. Uczy się wieczorami, gdy świnie i kury zostały już nakarmione, dom sprzątnięty, a kolacja ugotowana. Kiedy zabiera się do odrabiania lekcji, reszta rodziny szykuje się do spania, rozkładając maty z trzciny w wielkiej, pustej izbie na piętrze. Sopheap instaluje się w hamaku zawieszonym w podcieniach wzniesionego na palach tradycyjnego drewnianego domu. (To praktyczne rozwiązanie: w upalny dzień panuje tu przyjemny chłód, a w porze deszczowej nie trzeba martwić się o wylewające rzeki). Dym z kuchni odstrasza insekty. Przodkowie zerkają na nią z kolorowych fotografii w złotych ramkach. Sekunduje im wizerunek Buddy przypięty pinezkami do drewnianej deski w kącie. Panuje błogi spokój, hamak przyjemnie kołysze. Bywa, że wyczerpana Sopheap zasypia nad książką. Kiedy zaś zupełnie nie ma sił na naukę, ogląda przez chwilę telewizję. Najbardziej lubi wystąpienia króla Norodoma Sihamoniego. Złośliwi twierdzą, że król jest homoseksualistą, bo choć ma 54 lata, wciąż jest kawalerem.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »