Podróż jest jak czereśnia

Beata Pawlikowska

Pięłam się skalnymi schodami na szczyt góry, z której miałam zobaczyć jedną z najpiękniejszych plaż świata. Jeszcze jeden krok i jeszcze jeden… Obok żółtych głazów i trzeszczących w słońcu eukaliptusów. Jeszcze raz wąska ścieżka wspięła się na kolejne wzniesienie i nagle…
Otworzyłam szeroko oczy. Łagodne ciepło słońca połaskotało mnie w policzek. Pod moimi stopami rozciągała się cudowna zatoka. Idealnie okrągła, świetliście niebieska, otoczona śnieżnobiałym paskiem plaży. Ukryta między wzgórzami a lasem. Cud natury pod zagadkową nazwą Wineglass Bay, czyli Zatoka Kieliszka Wina. Czy dlatego, że była okrągła jak podstawa kieliszka? A może dlatego, że woda w niej jest przejrzysta jak kryształ? A może dlatego, że kiedyś łowiono tu wieloryby, których krew barwiła wodę na czerwono?…

reklama

Nikt nie potrafi też wyjaśnić dlaczego na wschodnim wybrzeżu Tasmanii istnieje Klif Beczki Smoły, Zatoka Komory Łańcuchowej, Skała Połówki Cytryny, Zatoka Kury z Kurczętami czy Honeymoon Bay – Zatoka Miesiąca Miodowego.

Usiadłam na gorącej skale i wyjęłam z plecaka tasmańskie czereśnie. Z podróżowaniem jest właściwie tak samo jak z jedzeniem – pomyślałam. Nie poznasz smaku tych wielkich czerwonych czereśni dopóki nie włożysz pierwszej do ust. Nie wiadomo czy będzie słodka, czy kwaśna, czy miękka, rozpływająca się na języku, czy szorstka i sucha.

Dopóki siedzisz w domu oglądając fotografie i czytając opisy różnych miejsc, jesteś jak człowiek z torbą czereśni w rękach. Nawet jeżeli będziesz oglądał je po mikroskopem, nie zgadniesz jaki mają smak. Być może zaskoczą cię gorzką cierpkością i twardymi włóknami. Ale równie dobrze mogą cię zachwycić pikantną, delikatną i pełną aromatu słodyczą, która rozlewa się po ustach, wypełniając radością każdą komórkę twojego ciała.

Warto jest zrezygnować z wygody i bezpieczeństwa własnego domu, żeby tego doświadczyć.

Podniosłam pierwsza czereśnię. Była wielka jak śliwka, a pod jej cienką ciemnoczerwoną skórką widziałam nabrzmiałe żyłki miąższu. Położyłam ją na języku. Sekunda ekscytującego oczekiwania, a potem… W ustach rozlał mi się słodki, gęsty sok o niezwykłym i wyrazistym smaku. Tasmańska czereśnia była lekko pieprzna, pachniała słodko jak kwiat i uwodziła zmysły. Pełna tajemnic, gorącego słońca i zmagań z gwałtownym wiatrem. Wydawała się też pełna krwi i tego wszystkiego, co zdarzyło się w tasmańskiej historii, tak jakby zamknęła w sobie echa wydarzeń, z których powstało bogactwo jej wnętrza

Spojrzałam jeszcze raz na zatokę, a potem jeszcze dalej na pasek błękitnego oceanu za wzgórzami. I jeszcze dalej, czterysta lat wstecz, kiedy na wodzie pojawił się biały żagiel statku Abela Tasmana. Przybywał z zachodu i dziwił się wyspie tak samo mocno jak ja.

Fragment książki „Blondynka na Tasmanii”, wyd. National Geographic, lipiec 2011