Krystyna Loska i Grażyna Torbicka: (nie)rozłączne

fot. Albert Zawada

Ikony polskiego dziennikarstwa telewizyjnego. Profesjonalistki w  każdym calu. Matka i córka strzegące swojej autonomii – nigdy nie wchodzą razem do kuchni, nie udzielają wspólnych wywiadów. Nam Krystyna Loska i Grażyna Torbicka opowiadają o pracy, która nie może być całym światem, o rodzinie, dla której warto się zatrzymać, i życiu, którego nie da się przechytrzyć.

fot. Albert Zawada

reklama

Nie kusi was, żeby poprowadzić razem jakiś program? W ubiegłym roku pisano, że planujecie wspólny projekt.

G.T.: Rzeczywiście pojawiła się taka informacja, ale nieprawdziwa. Mama od czasu do czasu lubi wrócić do pracy w mediach, na przykład w radiu Pogoda. Ale od czasu odejścia z telewizji nie ma potrzeby, żeby gdzieś się pokazywać, co, muszę przyznać, bardzo w niej podziwiam. Prowadziłyśmy razem kilka uroczystości, ale sporadycznie.

Czyli autonomia i niezależność.

G.T.: Zdecydowanie tak. Mimo że bardzo się kochamy i wspieramy, to każda musi mieć swój kawałek podłogi. Teraz, kiedy nie ma taty, bardzo dużo czasu spędzamy razem, każdą wolną chwilę. Na mamę zawsze możemy z mężem liczyć. Bez jej pomocy trudno byłoby nam zorganizować nasze zawodowe wyjazdy, a te zdarzają się często.

K.L.: I bardzo się z tego cieszę! Lubię być potrzebna.

Kiedy uświadomiłaś sobie, że mama jest sławna?

G.T.: Pamiętam pewien poranek, kiedy zobaczyłam na drzwiach szafy zawieszoną sukienkę, w której mama poprzedniego dnia wystąpiła na spikerskim dyżurze w telewizji i w której zapowiadała dobranockę. „O, a wczoraj pani w telewizji miała taką samą”, powiedziałam. Gdy odkryłam, że to jednak sukienka mamy, dotarło do mnie, że moja mama to ta pani z telewizji. Ale to stało się stosunkowo późno. Jako dziecko widziałam to tak: mama była moją mamą rano od momentu, kiedy się obudziłam, aż do chwili, kiedy wchodziła do łazienki. Gdy wychodziła z przyklejonymi rzęsami, umalowana, traktowałam ją już jak mamę telewizyjną. A potem wracała z dyżuru, odklejała rzęsy i znów stawała się moją mamą.

K.L.: Zabawne były sytuacje, gdy na przykład podróżowałam razem z Grażynką pociągiem i przypadkowo napotkane osoby rozmawiały ze mną jak ze swoją dobrą znajomą. Trudno było wtedy wytłumaczyć dziecku, że to jest znajomość jednostronna.

Więcej w Zwierciadle 05/2017. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »