1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. „Obsesja” z Natalie Portman i Julianne Moore już w kinach. O filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

„Obsesja” z Natalie Portman i Julianne Moore już w kinach. O filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Natalie Portman i Julianne Moore jako Elizabeth i Gracie w nowym thrillerze psychologiczno-erotycznym „Obsesja” (Fot. materiały prasowe M2 Films)
Natalie Portman i Julianne Moore jako Elizabeth i Gracie w nowym thrillerze psychologiczno-erotycznym „Obsesja” (Fot. materiały prasowe M2 Films)
Co połączyło dojrzałą kobietę i nastolatka, skoro 20 lat później ich relacja wciąż trwa? Czy ich zakazany związek był przełamaniem tabu, czy przemocą? O filmie „Obsesja” rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland.

Martyna Harland: Ludzie wchodzą w relacje z różnych powodów. Dlaczego jednak – jak widzimy w filmie „Obsesja” (oryginalny tytuł „May December”) – 36-latka wdaje się w romans z 13-latkiem? A później, po latach, wychodzi za niego za mąż...
Grażyna Torbicka: Poruszyły mnie tu dwie sprawy. Pierwsza związana jest z damsko-męską relacją, której się przyglądamy i którą trudno nazwać związkiem, bo fakt współżycia seksualnego dorosłej kobiety z 13-latkiem nie jest związkiem normalnym. Gracie, graną przez Julianne Moore, poznajemy później, kiedy wyszła już z więzienia po odbyciu kary za ten czyn, i okazuje się, że tamta zakazana relacja przekształciła się w długotrwały związek. On jest już dorosły, ona jeszcze bardziej dorosła. I nadal są razem…

Drugi wątek to relacja dwóch kobiet, Gracie i Elizabeth – w tej roli Natalie Portman – aktorki mającej zagrać w filmie obrazującym tę szokującą historię, która jest niezwykle intrygująca, ciekawa i zaskakująca z punktu widzenia socjologicznego, społecznego i moralnego. Kobiety próbują się do siebie zbliżyć i to, co dzieje się między nimi, jest dla mnie interesujące. Na przestrzeni filmu coraz bardziej się do siebie upodabniają.

Z jakimi emocjami oglądałaś ten film? Ja przede wszystkim z rosnącym zaciekawieniem. Bo brak tu jednoznacznie negatywnej oceny głównej bohaterki. Zastanawiam się, czy niektórzy, szczególnie ofiary przemocy seksualnej, nie będą tym oburzeni lub nie poczują się zranieni.
Myślę, że ten film jest tak dobrze poprowadzony przez reżysera Todda Haynesa, że faktycznie nie oceniamy Gracie. Tym bardziej że po latach widzimy parę, która wydaje się szczęśliwa, wszystko jest w porządku. Jednak wszystkie gesty akceptacji ze strony sąsiadów funkcjonują wyłącznie na zasadzie poprawności społeczno-politycznej. Jako widzowie długo nie mamy poczucia, że stało się coś złego. A jednak coś takiego się stało – i w toku wydarzeń widzimy, kto był sprawcą, a kto ofiarą.

Czy myślisz, że Gracie i Joe będą dalej razem?
Myślę, że nie, z wielu powodów. Uważam, że związki, w których jest tak duża różnica wieku, są skazane prędzej czy później na swego rodzaju rozpad wewnętrzny, emocjonalny, związany choćby z fizjologią. Chociaż mogą się nadal nawzajem wspierać.

Julianne Moore i Charles Melton w filmie „Obsesja” (Fot. materiały prasowe M2 Films) Julianne Moore i Charles Melton w filmie „Obsesja” (Fot. materiały prasowe M2 Films)

Ta kobieta jest kompletnie odcięta od emocji. Nie jest świadoma tego, że krzywdzi innych. Dobrze to widać w scenach, gdy na przykład krytykuje wygląd córki. Niby chce zerwać ze schematem, który wyniosła z domu: masz być taka, a nie inna – ale jej zachowanie wskazuje, że jest odwrotnie.
Gracie niewątpliwie ma zaburzoną osobowość, to nie jest ukrywane. Ona praktycznie nie ma poczucia, że wydarzyło się coś złego. Joe niewątpliwie jest pod jej wpływem i dopóki są razem, czuje się bezpiecznie. Nie miał szczęśliwego dzieciństwa i gdyby został sam, to kompletnie zagubiłby się w życiu. Jest ufny, wydaje mu się, że ta relacja jest autentyczna.

Tę historię odebralibyśmy zupełnie inaczej, gdyby Gracie wyszła z więzienia i przyznała, że zachowała się nie w porządku…
W Stanach Zjednoczonych od wielu lat funkcjonuje polityczna poprawność, jeśli chodzi o sytuacje, które wychodzą poza normę, ale jednocześnie można szukać dla nich usprawiedliwienia. Gracie odbyła karę, zatem należy ją przyjąć do społeczeństwa z powrotem. I tak się dzieje. Tymczasem gdy zjawia się ktoś, kto przekuwa kokon, w którym oboje teraz siedzą, okazuje się, że jednak nie jest tak pięknie. To rodzaj udawania, na zasadzie powierzchownego dialogu: „Jak się czujesz? Dziękuję, wszystko dobrze!”. Ale właśnie przez to pojawienie się innej osoby historia jest ciekawa, choć bliscy Gracie są najbardziej pokrzywdzeni.

Rozmawiałyśmy już w naszej filmoterapii o tzw. złych kobietach, m.in. w kontekście filmu „Królowa kier”, gdzie bohaterka uwodzi młodszego mężczyznę. Jest zniewolona przez wydarzenie z przeszłości, w którym została wykorzystana. Skoro kiedyś była ofiarą, to w nowym związku chce rozdawać karty. W przypadku Gracie mamy podobną sytuację, która jest moim zdaniem efektem traumy wczesnodziecięcej.
Jednak „Królowa kier” nie inicjuje samodzielnie tej relacji. Poza tym tamten bohater ma dziewczynę, wie już, czym jest seks. Trzynastoletni Joe jest na innym etapie życia. Ale tak, zgadzam się, że to, co robi Gracie, jest odtworzeniem traumy, którą w sobie nosi.

Rozmawiając o tym filmie z widzami, czuję, że niektórzy są głęboko przekonani, iż zdecydowanie nie można robić takich rzeczy, ucierpiało dziecko, koniec kropka. Natomiast Elizabeth nie usprawiedliwia Gracie, jednak stara się ją zrozumieć.
Relacja między aktorką, która ma zagrać Gracie, a samą Gracie pokazuje wzajemne wpływanie na siebie osobowości. Chcesz się zbliżyć do kogoś, ale nie chcesz w jakikolwiek sposób przejąć doświadczenia tej drugiej osoby. Elizabeth jako aktorka poszukuje uzasadnienia dla postępowania Gracie. Co nią kierowało 20 lat temu? Nie próbuje jej zrozumieć, tylko próbuje odnaleźć w Gracie te cechy i wyposażyć w nie swoją postać. Bo na dobrą sprawę w każdym z nas są zalążki zła, o czym warto przypominać. Wybrać dobro czy zło? Działać racjonalnie czy kierować się instynktem? U jednych to działa mocniej i cechy są bardziej wyodrębnione, u innych mniej.

Relacja Elizabeth i Gracie przypomniała mi „Personę” Ingmara Bergmana, tu także obserwujemy przenikanie się osobowości kobiet. Monolog, który zamyka film, jest dowodem na to, że Elizabeth odkryła sedno. Widać to także w świetnej scenie przed lustrem, gdy kobiety stoją obok siebie. Elizabeth bierze coś z Gracie, ale też Gracie z Elizabeth.

Natalie Portman i Julianne Moore w filmie „Obsesja” (Fot. materiały prasowe M2 Films) Natalie Portman i Julianne Moore w filmie „Obsesja” (Fot. materiały prasowe M2 Films)

Co Grace bierze z Elizabeth?
Chyba zyskuje pewien dystans. Bo nagle zaczyna się dystansować do swojej prawdy. I to jest jej nieszczęście, bo do tej pory wydawało jej się, że wszystko jest pięknie, ludzie jej wybaczyli. Tymczasem Elizabeth odsłania prawdę i Gracie musi zacząć trochę grać, udając, że nadal wszystko jest w porządku. Ale już nic takie nie jest i do niej to dociera.

Joe hoduje owady, chroni je, szuka jajeczek, pomaga im się rozwijać. Tak że pod koniec wykluwa się z nich motyl, który może odlecieć. Tak jak i on, kiedy wypowiadając swoje uczucia i potrzeby, staje się mężczyzną. Może się wreszcie uwolnić.
Ten wątek najmniej mnie przekonuje.

Ale wszyscy zobaczą to, co mają zobaczyć.
Moim zdaniem Joe dojrzewa dużo wcześniej, kiedy Elizabeth odziera go z iluzji. On wtedy doznaje iluminacji, przestaje być naiwny.

Natalie Portman w filmie „Obsesja” (Fot. materiały prasowe M2 Films) Natalie Portman w filmie „Obsesja” (Fot. materiały prasowe M2 Films)

Postać aktorki staje się zapalnikiem zmiany w tej parze. Joe przeczuwa, że coś może być nie tak, ale dopiero spotkanie z Elizabeth sprawia, że zbiera się na odwagę.
Z kolei Elizabeth pragnie zdobyć materiał do swojej roli, żeby zabłysnąć w kreacji, którą ma stworzyć. I jak widać, jest w stanie posunąć się daleko. Dopóki się nie zjawiła, Gracie i Joe żyli długo i szczęśliwie, i prawdopodobnie mogliby żyć tak dłużej.

Dla kogo to może być filmoterapia? Jeśli ktoś ma doświadczenie na przykład molestowania seksualnego, to może być antyfilmoterapia i przydałoby się ostrzeżenie, że ten film może uruchomić traumę. Dla osób bez takiego doświadczenie to także może być ostrzeżenie, ale inne: zanim wejdziesz w związek, zobacz, jaki jest jego koszt.
Ten film pokazuje też, że nie wszystko jest na sprzedaż. Dlatego nie warto żyć po to, żeby stać się sławnym. Tylko po to, żeby żyć!

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze