Spotkania: Bartłomiej Topa

fot. Rafał Masłow

Nie wierzy w dobro i zło. Jest przekonany, że żyjemy w matriksie, a nasze życie zostało dawno temu zaprogramowane i ma na to dowody. Bartłomiej Topa opowiada o tym, jakie jest jego ulubione słowo, dlaczego nie je mięsa, sam przygotowuje sobie wodę i co myśli o Bogu.

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow

reklama

„Nie jestem fanem szczerych rozmów” – mówi grany przez pana komisarz Warski. A pan?

Lubię rozmawiać, może nawet jestem fanem rozmów, ale mam w sobie obawę, że słowa się wymykają.

Wymykają się czemu?

Intencji. Wie pan, to nawet nie jest obawa, ale świadomość, że słowa zawodzą. Próba zdefiniowania intencji słowami zazwyczaj skazana jest na porażkę. I wtedy w trakcie rozmowy używamy coraz więcej i więcej słów, które znaczą coraz mniej i mniej. Słowa są hakami do spotkania, w tym sensie są użyteczne. Pomagają się rozpoznać, czasami poznać, rozpocząć wspólnie jakieś przedsięwzięcie albo relację, a w końcu się rozstać. Warski, o którym pan wspomniał, główny bohater filmu „Sługi boże”, korzysta ze słów jak każdy z nas, dzięki temu może rozwiązywać zagadki kryminalne.

Poza tym biega, skacze, strzela – jak się pan przygotowywał do tej roli?

Oczywiście, przy skomplikowanych scenach korzystam z pomocy kaskaderów, ale już przed udziałem w filmie wojennym „Karbala” sporo czasu poświęciłem na fizyczne przygotowania, i to zaprocentowało. Przeszedłem zawodowe szkolenie dotyczące poruszania się, posługiwania bronią. Traktuję swoje ciało jak narzędzie i staram się je utrzymywać w dobrym stanie.

Więcej w Zwierciadle 10/2016. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »