Wokół nas: Europejskie przepisy na dziecko

Ilustr. Jan Kallwejt

Która recepta lepiej się sprawdza: długi urlop macierzyński czy gęsta sieć dobrych żłobków? Zachęcanie pracodawców, aby wprowadzali udogodnienia dla rodziców, czy branie na siebie opieki przez państwo? Kurcząca się europa wypróbowuje różne metody na zwiększenie dzietności. Co działa?

Ilustr. Jan Kallwejt

reklama

– Chciałabym dostać fińskie pudełko… – wzdychała Ola, warszawianka, gdy jej trzecia ciąża zbliżała się do grande finale.

Obiekt marzeń: karton wypełniony wyprawką dla noworodka (i rodzica). Od 1949 roku dostaje go w Finlandii każda matka – no, chyba że zdecyduje się na pobranie w zamian 140 euro. Nie decyduje się. Pudełko fajniejsze.

W pudełku bowiem znajdzie wszystko. Od śpiworka, kocyka i becika, poprzez śpioszki, bodziaki, kombinezony na srogą zimę, aż po książeczki, gryzaki, a nawet wkładki laktacyjne dla mamy i kondomy dla taty. Ba, jest nawet materacyk, który można ułożyć na dnie kartonu i uczynić z niego łóżeczko. Wszystko w kolorach uniseks i w słusznej sprawie: zapewnić każdemu dziecku równy start.

Ola też chciała, ale przyjaciółki kręciły głowami. Wiedziały, na co może liczyć w Polsce, a na co na pewno nie. Rząd Tuska dwa lata temu hojną ręką wydłużył urlop rodzicielski do roku i beneficjentki nie narzekają. Jednak wystarczy porównać mechanizmy wspierania rodzin w różnych krajach Europy ze wskaźnikami dzietności, aby przekonać się, że niektóre metody działają, a inne nie. I że długi urlop należy do tej drugiej grupy.

Więcej w Zwierciadle 06/2015. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »