Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Starecka kroi w Sheratonie


Gorąco, ogromna hotelowa kuchnia, ostre noże i słynny szef, który gotował dla prezydenta Putina. Z tego wszystkiego najbardziej przeraża mnie jednak napis „Zakaz jedzenia w kuchni”.

– Kochanie, ja cię bardzo proszę – złapał mnie za rękę Kuchcik – tylko im tam nie spal tego bałaganu. Może pójdę za ciebie? – dodał z nadzieją w głosie. No, wiadomo, kto by nie chciał pogotować z Arturem Grajberem, szefem kuchni Sheraton Warsaw Hotel? To ten dziarski, dowcipny gość, który na blogu Akademia Kulinarna w ekspresowym tempie wyczarowuje orientalne dania, podsumowując je zawsze tym samym nonszalanckim tekstem: znowu się udało. Zostawiam rozczarowanego Kuchcika i biegnę. Trochę jestem podekscytowana, ale też stremowana. Po pierwsze, jak wiadomo, jestem specem od jedzenia, a nie od gotowania, po drugie, trochę mnie nastraszył mój znajomy, specjalista od eleganckich eventów, który często zamawia catering z Sheratona. – Uważaj – szepnął – jak znam Artura, to da wam niezły wycisk. Och, jak dobrze, że nam, pocieszam się. Wraz ze mną na kulinarną rzeź idzie bowiem grupa niewinnych kobiecych duszyczek, blogerek kulinarnych z: chillibite, kotlet.tv, kornikwkuchni, loveaffaironaplate, mmintafood, pistachio-lo, pogodzinach, restaurantica, szewczykana. W kupie raźniej. Przy wejściu aplikują nam szampana. Aha, będzie ciężko, skoro już znieczulają. Zaczyna się hardkorowo, odkażanie rąk we wrzątku, wkładanie fartuchów, czapy na łeb i heja. Stajemy przy stołach z mise en place półproduktów z których będziemy przygotowywać potrawy. Grajber zaczyna przemówienie, wtóruje mu Marcin Sasin, jego zastępca. Szybko się jednak okazuje, że traktują nas z taryfą ulgową, sypią się żarciki. Co jakiś czas za wydawką błyśnie ciekawskie oko męskiej tajskiej obsługi – jesteśmy bowiem w kuchni restauracji Oriental. Ale stąd również wychodzą wszystkie zamówienia do pokojów i reszty hotelowych restauracji. Chwila nieuwagi i babskie grono sparaliżuje pracę. Artur Grajber i Marcin Sasin odpierają atak blogerek Przygotowujemy przystawki. Papier ryżowy znam z eksperymentów w domu. Tym razem spring rollsy mają formę sałatki. W zimnych roladkach umieszczamy pierś z kurczaka przygotowaną metodą sous-vide, kolendrę, bazylię, ogórek, paprykę i ciekawe grzybki enoki, niestety nie halucynogenne. Starecka podwójnie niebezpieczna: ostry nóż i ostra papryka Roladki z papieru ryżowego z orientalną sałatką Mam ochotę skubnąć to i owo, ale Grajber powstrzymuje moją sięgającą po wiktuały dłoń spojrzeniem i ruchem głowy wskazuje wielki napis wiszący na ścianie: ZAKAZ JEDZENIA W KUCHNI. – Kuchnia to nie tylko przyjemności – rzuca, kiedy któraś z nas z przerażeniem zauważa skubanie jakiegoś zwierza w kuchni. Na szczęście panowie zapowiadają patataj, czyli Pad Thai – makaron ryżowy z krewetkami i tofu. Biorę się za krojenie, bo wielki, ciężki wok nieco mnie przeraża. Szczęśliwie jestem w parze z Mintą, a ta mimo drobnej postury jest nastawiona bojowo i bierze się za smażenie. Marcin Sasin: to która pierwsza do Pad Thaia? Minta i Starecka meldują się ostatnie:) Akcja! Na zakończenie przygotowujemy crème brûlée z wanilią i imbirowymi wiśniami. Tyci tyci. Kiedy po czterech godzinach stania, stękania, siekania, gotowania i pocenia się w gorącej kuchni siadam wreszcie przy stole, jedzenie – choć wyjątkowo pyszne – schodzi na drugi plan. Myślę o Kuchciku, który w pracy jest na nogach po 12 godzin. I o tym, jak często zapominamy, ile ludzkiej pracy jest na talerzyku podanym w restauracji. Przy najbliższej okazji przygotowuję roladki. Bardzo Kuchcikowi smakują. Jak by powiedział Grajber: znowu się udało. Artur Grajber i spracowane uczestniczki warsztatów Fot. Sheraton Warsaw Hotel


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI