Starecka za granicą – Bolonia, odc. 1

Bolonia to miasto dystyngowanych psów i starszych elegantów ćmiących cygara. I świątynia tortellini.|Bolonia to miasto dystyngowanych psów i starszych elegantów ćmiących cygara. I świątynia tortellini.
  Znacie opowiadanie Etgara Kereta ze zbioru „8% z niczego”, w którym gość zamawia w knajpie danie pod nazwą „mówiąca ryba w soli”? Jest z kumplem, który zaraz mu powie, że się zakochał, tym razem naprawdę, tymczasem on ma nastrój iście depresyjny, nienawidzi tego kraju i najchętniej wyjechałby z niego, gdyby nie interesy. Kiedy wreszcie zostaje sam, milcząca dotychczas ryba odzywa się, nie otwierając oczu: spadaj stąd, weź taksówkę na lotnisko i wejdź do pierwszego odlatującego stąd samolotu, nieważne dokąd… Zmęczeni niekończącą się w Polsce zimą też na chybił trafił wsiedliśmy do samolotu. Okazało się, że leciał do Bolonii, do stolicy kulinarnej Włoch. Po trzech dniach pobytu mogłabym napisać książkę o tym mieście, ale jak pokazują badania, czytamy tylko tytuły, leady i opisy do zdjęć, więc proszę: Czerwone dachy Bolonii Fontanna Triton na piazza Maggiore, polecam przyjrzeć się paniom pod Neptunem Bolonia to miasto psów. Jest ich więcej niż u nas! W dodatku są narzędziem lansu – właściciele przechadzają się z nimi głównymi bulwarami i rozglądają, by sprawdzić, jakie wrażenie robią na przechodniach. Spaniele, charty, jamniki, a szczególnie teriery występują zwykle w parach i w gustownych fraczkach. Za nimi dziarskim krokiem maszerują równie gustownie ubrani, ćmiący cygara staruszkowie. Przykłady takiego wyczucia koloru w komponowaniu ubrań, jak u starszych Włochów, widziałam dotąd tylko na blogu Sartorialist. W centralnym punkcie miasta, na piazza Maggiore, Kuchcik wciąga mnie w tłum. Trafiamy na wzruszające pożegnanie wybitnego włoskiego śpiewaka, kompozytora i aktora Lucio Dalli. Z głośników ustawionych na piazza słychać jego największy przebój – słynne Caruso (którego covery śpiewali m.in.: Andrea Bocelli, Luciano Pavarotti, Celine Dion) nagradzane po każdym refrenie gromkimi brawami. Urzeczeni tym pożegnaniem i muzyką wstępujemy do najbliższego sklepu, by kupić jego płytę. – On był nam bardzo bliski – wyjaśnia sprzedawca – był stąd, z Bolonii, mieszkał tu, można było go spotkać w sklepie z tortellini, wszędzie. Zmarł na atak serca. Ciao Lucio – bolończycy żegnają Lucio Dalla A sklepów z tortellini jest tu mnóstwo. Najsłynniejszy, zwany świątynią tortellini, to sklep pana Giovanniego Tamburiniego (róg via Drapperie i via Caprarie). Jadał u niego Francis Ford Coppola, Alberto Tomba, wspomniany Lucio, no i my, naturalnie. Bo u signora Tamburiniego oprócz spektakularnego wyboru świeżych pierożków oraz wyselekcjonowanych przez właściciela specjałów z całego regionu Emilia-Romania można w samoobsługowym barze skosztować kuchni bolońskiej w najlepszym jej wydaniu. Warto tu wpaść w porze lunchu (trzeba tylko umiejętnie wstrzelić się we włoskie godziny pracy, by zdążyć przed sjestą, co wcale nie jest takie łatwe) i zjeść tortellacci nadziewane szpinakiem, ricottą (Kuchcik nazywa ten ser „obojnakiem”, ponieważ je się go na słono lub na słodko) i orzechami lub wyśmienite tortellini nadziewane mortadelą bolońską, szynką parmeńską, słoniną wieprzową i parmezanem podane w mięsnym ragu. Zjadamy to wszystko, przepłukując zaklejony serem przełyk miejscowym winem – Lambrusco i Sangiovese (smak, delikatnie mówiąc, kontrowersyjny, i jedno, i drugie przypomina polskie wino patykiem pisane). Nad naszymi głowami wisi masywna szyna z hakami na tusze wieprzowe, przypominając o tym, że poczciwie wyglądający signor Tamburini jest rzeźnikiem… Wnętrze Tamburini  Raj dla makaroniarzy Świątynia tortellini i nie tylko… Culatello di Zibello – kiełbasa z mięśni uda wieprzowego Cdn. Fot.: ja, Kuchcik, 123rf

reklama