Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Dymińska o my’o’my


Idac do my’o'my myślałam o tym miejscu najgorzej. Myślałam, że to siedlisko podstarzałej młodzieży kreujacej się na tzw. wyluzowanych ludzi, czyli na takich, którzy maja coś wspólnego ze wszystkim poza dobrym gustem i smakiem. Myślałam, że to miniwersja Dziurki od klucza, że to kiepska kawiarenka prowadzaca udana działalność głównie na fejsbuku i goszczaca głównie osoby, którym zasadniczo smakuje wszystko, co jedza poza domem, bo wzięły sobie do serca wpajany polskiej młodzieży przez zaangażowane przedszkolanki etos kulturalnego człowieka składajacy się z tysiaca punktów brzmiacych: “jeść wszystko, nie wybrzydzać”. Trochę się pomyliłam.

Przyjemny ogródek, wnętrze jasne i przytulne.  Menu napisane kreda na tablicy jest umiarkowanie czytelne. Z obsługa bywa różnie. Trochę boję się ludzi, którzy od razu traktują mnie jak swoja koleżankę, ale przyjęłam, że taka jest konwencja i starałam się z tym pogodzić. Często zdarza się, że jakichś składników brakuje. Choć kiedy akurat pierwszy raz przyszłam do my’o’my na śniadanie, składników podobno nie brakowało. Natomiast kuchnia była nieczynna. W związku z tym uroczy kelner ukroił mi ogromny kawałek marchewkowego tortu wypieku słynnej z fejsbukowego fanpejdża Zosi. Obrazek Innym razem wpadłyśmy z M. do my’o’my na kolację. Zamówiłyśmy tortillę z warzywami i bajgle-burgery – jednego wege, a drugiego z wołowina i kozim serem. Z napojami łatwo nie było – trudno się na coś zdecydować nie będac biegłym w nazwach tych wszystkich dziwnych gazowanych napojów typu Cydr Lajk czy inna Fritz-Kola, które nie sa ani trochę smaczne, ale za to sa fajne (podobno). Tortilla z warzywami smakowała jak tortilla z warzywami w postaci sałaty lodowej, plastra pomidora, plastra ogórka i odrobiny kiełków. Trochę słabo. Obrazek M. chwaliła swojego burgera, choć camembert wygladał bardziej jak serek firmy serek niż jak “słupski chłopczyk” czy coś podobnego. Ale dajmy mu spokój. W moim burgerze znalazłam coś przypominajacego kotleta mielonego. Smutek. Za to kozi ser był całkiem przyzwoity. (Może z innego Kerfura niż ten w poprzednim bajglu.) Trochę sobie narzekam, ale mimo wszystko nawet mi smakowało. Obrazek Nie do końca wiem co o tym wszystkim myśleć. Na pewno myślę, że my’o’my to przyjemne miejsce z normalnym, w miarę przyzwoitym jedzeniem, którego nie trzeba się bać. Naprawdę dość często przychodzi mi do głowy, żeby z kimś się tam umówić albo sobie posiedzieć. Coś jest na rzeczy. (ceny: burger, tortilla 11-16pln, ciasta 7-12pln) my’o’my ul.Szpitalna 8


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI