Egoizm pożądany

Ilustr. Tomasz Wawer

Na terapii uczymy się, jak o siebie zadbać, realizować własne cele – krótko mówiąc, stawiać na siebie. Z kolei szkoły rozwoju duchowego każą nam ego przekroczyć. Jak znaleźć drogę do swoich prawdziwych potrzeb, podpowiada psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

W domu masa prania i prasowania, a ja marzę, by iść do kina. Czy jeśli tak zrobię, to będzie egoizm? A może jest coś takiego, jak zdrowy egoizm, i to jego potrzebujemy, by o siebie zadbać?

Spróbuję wymyślić na poczekaniu definicję takiego zdrowego egoizmu, choć dopiero przyjęcie perspektywy duchowej, przekroczenie „ego” pozwalają nam wybrnąć z takich sytuacji. Ale o tym opowiem później. Certyfikat zdrowego egoizmu mają takie zachowania, które bronią fizycznych i psychicznych granic, sprzyjają zdrowiu, poczuciu godności, wolności i samorealizacji w sposób, który nie narusza poczucia godności i wolności innych.

Jeśli więc idę na studia, choć mój partner i dzieci tego nie chcą, to nie jestem egoistką?

Ale czy to ci się uda? Czy unikniesz wyrzutów sumienia? Na szczęście zdrowy egoizm jest możliwy tylko wtedy, gdy przestaniemy wierzyć w autodestrukcyjne skrypty, czyli takie przekonania, które nam, naszemu zdrowiu, relacjom z innymi wyraźnie szkodzą. Kulturowy przekaz o obowiązku poświęcania się wpajany kobietom należy do tej kategorii. Zazwyczaj ma postać nieświadomego przekonania, które można wyrazić w zdaniu: „Żeby inni chcieli się ze mną wiązać, akceptowali mnie i kochali, muszę zrezygnować z siebie, ze swojego ciała, potrzeb, pragnień i aspiracji. Muszę zaspokajać potrzeby innych”. Oczywiście, stoi za tym głębsze i równie nieprawdziwe przekonanie: „Mam wadę, która sprawia, że nie nadaję się do pokochania”. To przekonanie przekazywane jest z matki na córki od pokoleń.

(…)

Więcej w czerwcowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 06/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.