Kiedy sukces niszczy?

fot.123rf

Kiedy twoje życie prywatne jest zagrożone, to znak, że w pracy cię doceniają, kiedy legnie w gruzach – pora na awans – to kluczowe zdanie z filmu „Diabeł ubiera się u Prady”. Film był komedią, rzeczywistość nie jest już taka wesoła.
Mobbing, wypalenie zawodowe, szef despota, toksyczne relacje w firmie – brzmi jak grypa w sezonie jesienno-zimowym albo żywność GMO. Wiadomo, takie czasy. Według opublikowanego w 2011 roku raportu OECD, obejmującego najbardziej rozwinięte kraje, jesteśmy – po Koreańczykach z Południa – drugim najbardziej zapracowanym narodem. W pracy spędzamy średnio 40,7 godz. tygodniowo. Shawn Achor, wykładowca psychologii pozytywnej na Harvardzie, ostrzega: „Większość firm i szkół wierzy w ten sam przepis na sukces: im ciężej będziesz pracował, tym większy sukces osiągniesz. A im większy będzie sukces, tym będziesz szczęśliwszy. Tyle że ilekroć odnosisz sukces, podświadomie podnosisz poprzeczkę tego, co będziesz uznawał za sukces w przyszłości”.

reklama

No właśnie, pracujemy w imię sukcesu. Ale sukces to nie tylko awans, wypłata z dużą ilością zer, służbowy laptop i samochód czy złota karta kredytowa, ale także trudne wybory… Również ten – nieuświadomiony i najważniejszy – czy tkwić w roli ofiary krwiożerczego kapitalizmu, czy zmierzyć się z własnym cieniem.

Brudne pieniądze

42-letnia Mirka trafiła do mnie, niemal siłą przyprowadzona przez matkę. Od trzech lat cierpi na depresję. Zaraz po studiach założyła z kolegą agencję reklamową. Przez pierwsze lata pracowała po kilkanaście godzin na dobę. W międzyczasie miała romans z żonatym mężczyzną, zaszła w ciążę i urodziła synka. Mężczyzna wrócił do żony. Rodzice Mirki zajęli się dzieckiem. – Obiecałam im, że do czterdziestki zarobię tyle, że potem nie będę musiała pracować – opowiada. I obietnicę spełniła. Dziś ma pieniądze, ale choroba nie pozwala jej cieszyć się życiem. Kiedy bierze antydepresanty, wraca do pracy. Odstawia leki i po dwóch tygodniach zalega w łóżku.

Mirka ucieka od życia: do pracy albo w chorobę. Za każdym razem jest to ucieczka od siebie, a jej sukces, choć jest cudownym wytłumaczeniem zaniedbywania dziecka (samotna matka musi zarobić na rodzinę), jakoś szczęścia nie daje. – Wie pani, praca w reklamie to nie zawsze czysta gra – przyznaje. – Te pieniądze wcale mnie nie cieszą. Czasami wstydzę się sposobu, w jaki doszłam do tego wszystkiego, co mam.

Mirka realizuje życiowe mity, którymi nasiąkamy od najmłodszych lat. Choćby takie: „Uczciwą pracą jeszcze nikt się w tym świecie nie dorobił”, „Praca to ciężki obowiązek” czy „Odpoczniesz na emeryturze”.

Pracoholik na wagę złota

Pracoholik to nie to samo co entuzjasta pracy – pisze w miesięczniku „Benefit” Joanna Rubin. – Nadmierne zaangażowanie w pracę i inwestowanie swoich sił ponad miarę w obowiązki zawodowe może doprowadzić do wypalenia zawodowego – ostrzega autorka. Pasjonat pracy z radością angażuje się w swoje obowiązki, ale pielęgnuje także inne sfery życia i nie zapomina o odpoczynku. Wiedzą o tym doskonale pracodawcy, którzy chętnie zatrudniają pracoholików, ale równie łatwo się ich pozbywają, kiedy ci np. zaczynają chorować. A pracoholizm to choroba – uzależnienie, takie samo jak alkoholizm czy kompulsywne objadanie się. Kluczem do sukcesu nie jest praca po 10 godzin na dobę, pełna dyspozycyjność czy rezygnacja z urlopu, tylko rozsądek i równowaga, ale… zanim je osiągniemy, bywa, że korporacyjną epidemię, czyli mobbing, wypalenie, toksyczne relacje – będziemy pewnie musieli zaliczyć.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »