Pół żartem, pół serio o terapii: Rodzic (nie)doskonały

123rf.com

Czy i na ile warto doszukiwać się problemów Klienta w relacjach rodzinnych? Gdzie kończy się sprawstwo rodziców w zakresie losów ich dzieci? Gdzie postawić granicę, by nie zwolnić Klienta z wzięcia odpowiedzialności za własne życie? Nie ma przecież rodzica, który nie popełnił żadnego błędu wychowawczego. A oznacza to, że każdy z nas nosi w sobie jakieś urazy, frustracje czy niezaspokojone potrzeby wyniesione z domu rodzinnego i mające wpływ na jego dorosłe życie.
Dwóch studentów wgłębia się w podręcznik psychologii.

reklama

– Ty, dobrzy są – stwierdza jeden. – Z tego, co piszą, wynika, że winni są zawsze rodzice!

Temat genezy problemów, z jakimi pojawiają się Klienci na terapii, jest bardzo złożony. Z jednej strony należy mieć świadomość, że rodzicielstwo to bardzo odpowiedzialna funkcja, a okres dzieciństwa rzeczywiście kształtuje osobowość człowieka. Z drugiej strony – jak miałoby wyglądać skalowanie poszczególnych zachowań czy wzorców, które wpływają znacząco na losy danej osoby, jej wybory i decyzje? Gdzie leży granica między werdyktem „winni” a „niska społecznie szkodliwość czynu”?

Jasne, istnieją domy, w których ewidentnie brak jest akceptacji, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa czy miłości. Domy, w których rządzi alkohol, przemoc czy wykorzystywanie seksualne. Wtedy łatwiej jest rzucić kamień. Są też domy, w których pozornie wszystko jest w porządku. Rodzice naprawdę kochają dziecko. Sęk w tym, że aż nadto. Wynoszenie dziecka na piedestał, niestawianie granic, wychowanie bezstresowe, chronienie przed każdą frustracją. Taki styl wychowywania też może przynieść szkodę.

Faktem jest, że postawy naszych opiekunów kształtują nas jako osoby. Kluczowym okresem jest czas dzieciństwa. Wtedy tworzy się nasza osobowość. Od tego, czy doświadczamy miłości, bezpieczeństwa czy też frustracji i lęków, będzie zależało nasze podejście do życia, do innych ludzi. Nie da się przecenić roli rodziców. Wraz z pojawieniem się dziecka spada na nich ogromna odpowiedzialność wychowania człowieka. Dziecko nie jest pustą kartą, którą zapisują, jak chcą, gdyż znaczną rolę odgrywają też geny, ale jednak pozostaje na niej wiele czystego miejsca do zapełnienia.

Istnieje ryzyko myślenia o naszym życiu jako o zdeterminowanym dzieciństwem. W terapii może spowodować to zwolnienie Klienta z odpowiedzialności za własne życie. „Skoro rodzice mnie skrzywdzili, teraz trudno mi ułożyć sobie życie. Skoro matka była nerwowa i zawsze krzyczała, ja mam to po niej. Kropka, tak już jest i koniec”. Część Klientów przychodzi na terapię właśnie z takim nastawieniem. Jednak przecież każdy z nas w pewnym momencie staje się odpowiedzialny za siebie. I nawet jeśli wychowywaliśmy się w trudnych warunkach, na emocjonalnej pustyni, to po to mamy rozum i serce, żeby je spożytkować właściwie.

Owszem, kiedyś Klient był zależny od rodziców, ale jako osoba dorosła powinien nauczyć się kierować własnym życiem. To może być trudne, zwłaszcza jeśli emocjonalnie tkwi nadal w przeszłości. Na tym polega główne wyzwanie dorosłości. I po to jest terapia. Nie można wiecznie kłaść wszelkich swoich niepowodzeń na karb rodziców. Czasem dzieje się tak na przykład u dorosłych dzieci alkoholików. Przychodzi Klientka i mówi na wstępnie: „jestem DDA” – jakby to miało już wszystko wytłumaczyć. Ojciec pił i czuję się skrzywdzona, więc teraz to ja już nic nie muszę. Nie panuję nad swoimi emocjami, bo jestem DDA. Nie układają mi się relacje z mężczyznami, bo jestem DDA. Można by tak mnożyć przykłady. A przecież DDA to tylko nazwa. Każde dorosłe dziecko alkoholika jest inne, ma inną osobowość i inną historię, mimo pewnych cech wspólnych. Tak samo jak każdy człowiek jest inny. Przeszłość przeżyta w rodzinie alkoholowej nie tłumaczy wszystkiego i nie zwalnia nikogo z odpowiedzialności za swoje życie.

Znacząca część Klientów nie wiąże swoich aktualnych problemów z deficytami wyniesionymi z domu rodzinnego. Wielu z nich uważa, że miało udane dzieciństwo: tata świetny, mama cudowna. Czasem w trakcie terapii okazuje się, że ta sielanka jest pozorną mistyfikacją, że wiele potrzeb dziecka nie było zaspokajanych, że pojawiało się dużo bólu i trudu.

Jak zapatruje się na to wszystko Gestalt jako nurt? Otóż, nakazuje nam odwoływać się do korzeni i dzieciństwa tylko na tyle, na ile jest to niezbędne dla dobra Klienta. Terapeuta bazuje na tym co jest „tu i teraz”. Cofam się do relacji w domu w konkretnie uzasadnionych przypadkach, na przykład po to, aby Klient poznał i zrozumiał przyczynę swoich powtarzalnych i niekorzystnych dla niego samego czy otoczenia zachowań.

Wychodzę z założenia, że Klient trzyma życie we własnych rękach. Nawet jeśli wymyka mu się ono spod kontroli, to na terapię przyszedł właśnie po to, by pracować nad odzyskaniem jej. Nie ma tu miejsca na myślenie w kategorii: „moi starzy są wszystkiemu winni i koniec”. W końcu każdy z nas dostał od swoich rodziców „w spadku” coś, co mniej lub bardziej boli, uwiera, dokucza. Niestety, a może na szczęście, nie wymyślono jeszcze przepisu na rodzicielski absolut – nieomylny, nieziemsko mądry i stuprocentowo przewidujący.

źródło: gabinet-psychoterapii.wroclaw.pl