fbpx

Jak stać się dorosłym

jak byc doroslym
123rf.com

Chcę dorosnąć! To komunikat, który często słyszę od moich dwudziestoparoletnich pacjentów. „W czym tkwi problem?” – pytam. I wtedy pada dyżurne zdanie: „Mam nadopiekuńczych rodziców”. Kiedy jednak przyglądam się bliżej, okazuje się, że problem wcale nie leży po stronie rodziców.
Marek, 24-latek, jest niezależnym, ambitnym, przedsiębiorczym biznesmenem. Pierwszą firmę założył tuż po maturze. Na drugim roku studiów miał już nieźle prosperujący biznes i pierwsze oznaki sukcesu: zatrudniał pracowników, wyprowadził się z domu i kupił samochód.

– Kiedy za pierwsze zarobione pieniądze opłaciłem rodzicom zagraniczne wakacje, mama rozpłakała się ze wzruszenia – opowiada. – A gdy wyprowadzałem się z domu, ojciec po męsku uścisnął mi dłoń i powiedział: „Synu, jestem z ciebie dumny”. To było coś.

Problemy zaczęły się rok temu, kiedy Marek poznał dziewczynę. Zamieszkali razem, ale ich związek był burzliwy. Iwona była starsza o pięć lat, miała dziecko z poprzedniego związku. Kiedy młodzi się kłócili, Marek trzaskał drzwiami i, nawet w środku nocy, wracał do rodziców. Matka, jak to matka, zawsze przyjmowała go z otwartymi ramionami, ale ojcu wcale się to nie podobało. Pewnego dnia powiedział: „Nasz dom to nie hotel. Chcesz być dorosły, weź odpowiedzialność za własne życie, przestań zadręczać matkę swoimi problemami. Pieniądze to nie jedyny wyznacznik dorosłości”.

To prawda. Dziś wielu młodych już na pierwszych latach studiów zarabia więcej od swoich rodziców, za to emocjonalnie daleko im do dorosłości. Zachłystują się swoimi możliwościami, biorą kredyty, inwestują, a kiedy życie rzuca im kłody pod nogi, z podkulonym ogonem wracają na łono rodziny albo uciekają, na przykład w chorobę.

Kryzys przejścia

Licencjat, a potem rok przerwy przed magisterką, kolejny urlop dziekański, dodatkowy fakultet, zawieszenie studiów, by trochę popracować, a potem powrót, tym razem na studia zaoczne – to, mniej lub bardziej świadome, sposoby przedłużenia beztroskiego studenckiego życia. Bo świat dorosłych, choć tak kusi, po krótkim zachwycie budzi przerażenie. Dorosłość oznacza przywileje, ale także obowiązki. Dopóki rodzice deklarują finansowanie studiów, a pieniądze zarobione dorywczą pracą umożliwiają dostęp do rozrywek – wszystko gra. Gorzej, kiedy „starzy” zaczynają stawiać warunki.

Wiktor po maturze wybrał socjologię, tak jak ojciec. Ojcowskie zapewnienie: „Ty się tylko ucz, a my zadbamy o resztę” brzmiało nieźle. Pierwsze dwa lata studiów to była bułka z masłem, ale trzeci rok wymagał posiedzenia nad książkami, a to się Wiktorowi nie bardzo podobało. Miał tyle ciekawych rzeczy do zrobienia. Właśnie zakładał kapelę muzyczną i wierzył, że podbije świat. Próby, koncerty, pierwsze nagrane demo i imprezy do rana nie sprzyjały nauce. Wiktor postanowił przenieść się na studia zaoczne, ale wtedy ojciec przykręcił kurek z gotówką.

– W d… mam tę socjologię, co ja po tym będę robił, klepał biedę tak jak wy?! – wykrzykiwał oburzony chłopak.

Rodzice nie zarabiali fortuny, ale na edukację syna mieli odłożoną gotówkę. Jednak postawili swoje warunki. Wiktor buntował się jak dwulatek. W końcu zachorował na depresję. Rodzice zapłacili za terapię syna, ale kiedy jego stan poprawił się na tyle, że mógł wrócić na studia, ojciec podsunął mu rachunek za leczenie: „Pójdziesz do pracy i oddasz nam pożyczkę”. Wiktor poczuł się oszukany. Tyle że niesłusznie.

Dorosłe życie to nie zabawa. Zwłaszcza na starcie zaliczysz nieraz bolesny upadek, ale już na własny rachunek. Kiedy ma się dwadzieścia kilka lat, za plecami nie stoją już rodzice, nawet jeśli wydaje ci się, że powinni. Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Dorosłość to przede wszystkim umiejętność dokonywania jednego wyboru spośród wielu możliwości, i ponoszenie, często bolesnych, konsekwencji. Wkroczenie w dorosłość to droga w jedną stronę. Nie możesz od czasu do czasu, kiedy ci trudno, wracać na bezpieczne rodzinne łono. Mądrzy rodzice dobrze o tym wiedzą i stawiają granice.

Pora opuścić gniazdo

W świecie ptaków to rodzice dają sygnał do wyfrunięcia z gniazda. Bywa, że opornego pisklaka wypychają na siłę, wierząc, że jeśli opanował sztukę latania – z pewnością sobie poradzi. Jeśli nie, no cóż, natura eliminuje słabsze osobniki. Z moich doświadczeń psychoterapeuty wynika, że rodzice są coraz bardziej świadomi tego, iż nie są w stanie przeżyć życia za swoje dzieci, a dzisiejszy świat nie przypomina raju na ziemi, więc konsekwentnie dają pociechom sygnał do odlotu.

Systemowo proces odchodzenia z domu powinien trwać około dwóch lat. To czas eksperymentowania z dorosłością: pomieszkiwania w akademiku i powrotów na wakacje i święta, nocy spędzonych u chłopaka albo koleżanki, która odziedziczyła mieszkanie po babci. Korzystania z pomocy finansowej rodziców i zarabiania na własne wydatki. Stopniowe uniezależnianie się od rodziny powinno przebiegać równocześnie na dwóch frontach: finansowym i emocjonalnym. Wielokrotnie musiałam tłumaczyć zbuntowanym dwudziestoparolatkom, że ten rządzi, kto daje pieniądze. Że rodzice, którzy np. płacą za terapię, mają prawo sprawdzać, czy nie opuszczasz sesji. Że w świecie dorosłych pożyczki trzeba zwracać. Że jeśli samowolnie zmienisz warunki kontraktu zawartego z ojcem czy matką, oni również mają prawo nie dotrzymać umowy. Niestety, liczba młodych, którzy beztrosko tkwią jedną nogą w dorosłości, a drugą w dzieciństwie, rośnie jak grzyby po deszczu.

Ania trzy lata temu, zaraz po studiach, przyjechała do Warszawy. Rodzice wzięli kredyt na jej mieszkanie, znajoma mamy pomogła załatwić pracę. Związek z mamą jest ewidentnie bliski. – Kilka razy dziennie dzwonię do niej, opowiadam, jak minął mi dzień, ale wkurza mnie, że ona zawsze ma swoje zdanie – mówi Ania. – Na przykład krytykuje mężczyzn, z którymi się spotykam. Dopytuje, czy zjadam wszystko, co przywożę z domu. Gdybym rozmawiała z nią przez Skype’a, pewnie kazałaby mi pokazać, czy mam na sobie ciepłe majtki.

Poprosiłam Anię, żeby ograniczyła rozmowy z mamą do telefonów co drugi dzień. – To się nie uda – powiedziała, wychodząc z gabinetu. Jakież było jej zdziwienie, kiedy okazało się, że mama spokojnie przyjęła propozycję zmniejszenia częstotliwości ich kontaktów. Ba, nawet parę razy nie odebrała telefonu od córki, bo była zajęta. – A potem nawet nie oddzwoniła – żali się Ania. Kiedy poprosiłam ją, żeby wypisała na kartce plusy i minusy bycia dorosłym, okazało się, że Ania wcale nie chce dorosnąć i mama nie ma z tym nic wspólnego.

Przecięcie pępowiny

Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach proces odchodzenia od rodziny jest trudniejszy dla młodych niż dla ich rodziców. Może dlatego, że czasy trudniejsze? Świat bardziej wymagający? Konsekwencje błędów bardziej bolesne? Nie ma miejsca na zabawę w dorosłość. Zamykasz drzwi domu rodzinnego i wpadasz w wir codziennych kłopotów, konieczności płacenia rachunków, bezustannych zmian, trudów poszukiwania pracy itp. Na dodatek świat kusi tyloma atrakcjami. Chcesz szybko zarobić, dorobić się, stworzyć związek, a gdy się nie uda – wrócić pod skrzydła rodziców. Ale to nie tak powinno wyglądać.

Proces separacji od rodziców wymaga symbolicznego porzucenia matki i ojca, a jeszcze wcześniej rozliczenia się z emocjami zamkniętymi w twoim dziecięcym pokoiku. Na to potrzeba czasu, by się zatrzymać i przeżyć wszystkie pojawiające się emocje, a tymczasem świat pędzi w szalonym tempie. Magda od drugiego roku życia była wychowywana przez ojca i babcię, bo jej mama wyjechała z młodszą siostrą do pracy za granicę. Przez 18 lat widziała ją dosłownie kilka razy. – Pogodziłam się z tym, że mnie porzuciła – mówi. Przyszła do mnie niedługo po tym, jak poroniła. – Nie chciałam jeszcze mieć dziecka, ale od dnia poronienia ciągle czuję złość na matkę. Mam ochotę jej wszystko wygarnąć.

Kuba był wychowywany przez samotną matkę. Jego ojciec związał się z nową kobietą i miał z nią dwóch synów. Kiedy Kuba przyjechał na studia do Warszawy, zaczął częściej kontaktować się z ojcem i jego nową rodziną. Najpierw był do ojca wrogo nastawiony. Potem poczuł, że to niesprawiedliwie, że jego braciom tak dobrze się powodzi, podczas gdy jego matka z trudem wiąże koniec z końcem. Pojawił się konflikt lojalności. Wydawało mu się, że korzystniejsze dla niego będzie przejście na stronę ojca, ale to oznaczało porzucenie matki. Kiedy trafił do mnie na terapię, jak nastolatek złościł się na obydwoje rodziców: – Nienawidzę ich za to, że spieprzyli mi dzieciństwo! Dużo czasu nam zajęło, żeby Kuba zrozumiał, że przeszłości nie da się cofnąć, że nie może oglądać się na rodziców, musi jak najszybciej stanąć na własnych nogach.

Symboliczne przecięcie pępowiny w momencie odejścia z domu przypomina to, którego dokonał lekarz w momencie twoich urodzin. Odłączona od matki otwierasz oczy i bierzesz pierwszy oddech. To podobno boli. Ale nagrodą jest życie. Na własnych warunkach.

ĆWICZENIE Plecak z posagiem

Weź plecak albo dużą torbę. Włóż do środka klocki, piłki do tenisa albo jakieś małe przedmioty, z których każdy będzie reprezentował dary, które dostałaś od rodziców; wyniesione z domu rodzinnego wartości, rytuały, zwyczaje, przekonania. Kolejno weź każdy przedmiot do ręki i poczuj, czy to jest naprawdę twoje (np. przekonanie o tym, że w życiu trzeba ciężko pracować albo że w waszej rodzinie rozwód jest niedopuszczalny). Jeśli twoje – włóż z powrotem do plecaka. Jeśli nie, z szacunkiem odłóż na bok.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>