Prawo do niewiedzy i pomyłek

123rf.com

Konkretna, zdecydowana, pewna swego… Nie zawsze musisz taka być. A może coraz częściej nie potrafisz. Za każdym razem, gdy bezradnie rozkładasz ręce, dajesz sobie prawo do bycia człowiekiem. Bo mylić się, błądzić, szukać – to rzecz ludzka. Tak jak i wreszcie się odnaleźć.
Od czasów podstawówki przez wiele lat śniłam ten sam koszmar – jestem wywołana do tablicy, pada pytanie, a w głowie pustka i jedno zdanie: „Nie wiem”. Czuję, że jeśli wypowiem te słowa na głos, świat przestanie istnieć. Być może właśnie owe sny miały decydujący wpływ na wybór przyszłego zawodu. Chciałam wiedzieć wszystko o funkcjonowaniu ludzkiego mózgu, motywach zachowań i wpływie emocji na nasze życie. Fantazjowałam, że będą przychodzić do mnie pogubieni w meandrach życia, bezradni, a ja dam im gotową receptę na szczęście…

reklama

W jednym się nie myliłam. Gdyby podsumować problemy większości pacjentów, którzy do mnie trafiają, wspólny mianownik brzmiałby właśnie: „Nie wiem”. Nie wiem, czego chcę, nie wiem, co mam teraz zrobić, nie mam pojęcia, co dalej – czyli jeden wielki znak zapytania i oczekiwanie, że ja będę wiedziała albo przynajmniej powiem, jak się dowiedzieć.

John Wayne i Calineczka

Kiedy staje w drzwiach wyprostowana, ubrana na sportowo i po męsku ściska mi dłoń, czuję, że mam do czynienia z silną kobietą. – Michalina – mówi donośnym głosem. „Nawet imię ma męskie” – myślę. – W czym mogę pomóc? – pytam. – Brakuje mi pewności siebie – odpowiada. Jestem zaskoczona.

Michalina jest reżyserem. – Jaki twórczy zawód – mówię. – Wszystkim tak się wydaje – oburza się. – W praktyce to niezła harówka: użeranie się z producentem, aktorami i chmarą innych ludzi, którymi musisz rządzić twardą ręką, bo jak nie, to cię zjedzą. Tu nie ma miejsca na wątpliwości, wahania czy jakąkolwiek słabość.

Michalina musi być alfą i omegą nie tylko w pracy. W życiu pełni rolę pogotowia ratunkowego, ludzie dzielą z nią troski i kłopoty, proszą o radę, wsparcie, pomoc. – A ja już powoli nie daję rady – mówi.

Próbujemy pracować nad zasadami asertywności, ale Michalina w ogóle tego nie przyjmuje. Tłumaczę, że relacja to wymiana: dajemy, ale mamy prawo też brać czy dostawać, a ona na to, że świetnie radzi sobie sama i że chodzi jej o to, jak być jeszcze bardziej pewną siebie, jeszcze bardziej wydajną w pracy, jeszcze bardziej odporną na stres. Rozkładam bezradnie ręce i mówię: „Nie wiem, jak pani pomóc”. I nagle widzę, jak Michalina z silnego Johna Wayne’a przemienia się w bezradną, słabą Calineczkę, którą każdy chętnie się zaopiekuje. Przez chwilę trwamy w ciszy, jakby moje „nie wiem” przykryło jej sztuczną siłę, nadmierną pewność siebie, przymus bycia wszechwiedzącą – przykryło i roztopiło.

– Uff – po raz pierwszy nabiera powietrza głęboko, do brzucha. – To „nie wiem” nie jest wcale takie złe. Jakby mi z pleców spadł ciężki kamień.

Doznanie „nie wiem” pozwoliło jej, być może po raz pierwszy, stanąć w pozycji „spocznij”, skontaktować się ze swoją słabością i przekonać się, że świat z tego powodu nie przestaje istnieć.

Działać, działać, działać

Kiedy Kasia odkryła zdradę męża, wpadła w wir działania. Na każdej sesji relacjonowała mi, co powiedział prawnik, na ile agent wycenił ich dom, jak zabezpieczyła ich wspólne oszczędności. Czułam, że w ten sposób broni się przed cierpieniem, że jest w szoku i jedyne, co mogę na razie zrobić, to cierpliwie jej wysłuchać. Na zakończenie każdej sesji pytałam ją o samopoczucie: czy ma apetyt, czy dobrze śpi. Odpowiadała, że budzi się o trzeciej nad ranem, je niewiele, ma bóle w mostku. – Ale to przecież naturalne, jestem w stresie – ucinała każdą moją próbę rozmowy o uczuciach.

Ciało krzyczało coraz głośniej, ale ona nie chciała słyszeć. Zaniepokoiła się dopiero, kiedy pojawił się uciążliwy odruch wymiotny. – Nie wiem, co się dzieje, przydarza mi się to coraz częściej, ostatnio w czasie spotkania z klientem – żaliła się, ale nadal była w wirze. Wreszcie pewnego dnia usiadła naprzeciwko mnie i powiedziała: – Nie wiem, co dalej. Nie wiem, co czuję w związku ze zdradą, nie wiem, czy kocham męża, nie wiem, czy chcę ratować związek, czy się rozwieść.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »