Co dziś znaczy partnerstwo w związku?

123rf.com

Młodzi ludzie próbują tworzyć nowy model związku. Kompletnie inny niż ten wyniesiony ze swoich domów, czyli nie patriarchalny, nie matriarchalny, ale – jak twierdzą – prawdziwie partnerski. Coraz więcej w nim jednak walki o swoją niezależność, a coraz mniej miejsca na część wspólną.
Anna (dziennikarka) i Daniel (grafik komputerowy) mieszkają razem siedem lat. Bez ślubu, za to z córeczką Polą. Od początku starali się układać wszystko po swojemu, inaczej niż ich rodzice. Przyrzekli sobie wzajemną pomoc i poszanowanie wolności. Ustalili, że będą dzielić się obowiązkami po równo, sprawiedliwie. I rzeczywiście starali się: Anna pracowała rano, Daniel po południu. Ona robiła zakupy, prała, prasowała, organizowała remonty. On gotował, sprzątał, załatwiał sprawy w urzędach. Usiłowali czerpać z życia pełnymi garściami, tak jak dawniej. Daniel nie odpuszczał spotkań z kolegami i wypraw wspinaczkowych, Anna nie zrezygnowała z jogi i z wyjścia przynajmniej raz w tygodniu do kina. Każde z nich mocno walczyło o prawo do rozwijania swoich pasji i do życia towarzyskiego. Ale coraz częściej dochodziło na tym tle do konfliktów. Czy ważniejszy jest jej wyjazd na festiwal filmowy, czy jego w skałki. Czy jednak to nie on powinien zająć się remontem łazienki (to jej pytanie). A może więcej czasu z córką powinna spędzać matka (jego konstatacja). Do tych sporów doszły kłopoty materialne, brak perspektyw na własne mieszkanie. Pola kończy niedługo pięć lat, a oni myślą o rozstaniu.

Dlaczego im się nie udało?
Wersja Anny: – Wydawało mi się, że wiążę się z wrażliwym, empatycznym, rozumiejącym mnie mężczyzną, który jest przeciwieństwem mojego ojca, wymagającego obsługiwania, hołdów, komplementowania. A Daniel okazał się niedojrzałym emocjonalnie facetem, dla którego ważniejsze od rodziny są skałki, który chce być wiecznym chłopcem. Niby dzieliliśmy się obowiązkami, ale i tak wszystko spadało na mnie. Niby o wszystkim rozmawialiśmy, ale i tak obowiązywało jego zdanie. Nigdy nie zaproponował sam z siebie: „Odpocznij, ja zajmę się Polą”. Zamiast tego słyszałam: „Przecież dzisiaj twój dyżur”. Nie zauważa, że beztroski czas młodości mija i że trzeba pomyśleć o naszej przyszłości. Wszystko jest na mojej głowie, już tego nie ogarniam. A on? Ucieka. Do czego potrzebny mi taki facet?

Wersja Daniela: – Miało być bez narzucania się drugiej stronie, bez oskarżeń, inaczej niż w naszych domach, a wyszło tak samo, czyli wojna. O każdy szczegół wychowania, prowadzenia domu, o czas spędzony poza nim. Anka stawała się coraz bardziej roszczeniowa, wymagająca, egzekwująca. Z jednej strony miałem być czułym mężem, który robi zimne okłady, gdy dopada ją migrena, z drugiej – który wali w mordę pijaka, gdy ten zaczepia ją na ulicy. Który zmienia pieluchy, karmi, kąpie córkę (z tym nie miałem najmniejszego problemu), ale też naprawia kran i przynosi górę pieniędzy, kupuje dom, samochód, zapewnia wczasy na Teneryfie. A ja miałem kłopoty w pracy, wpadłem w depresję. Mam wrażenie, że ona szuka jakiegoś ideału, który spełniałby wszystkie jej oczekiwania, zwłaszcza te niewypowiedziane.

Kim jest kobieta, kim mężczyzna
Psycholog, profesor Katarzyna Popiołek, dziekan Wydziału Zamiejscowego SWPS w Katowicach, zauważa, że na przestrzeni kilkudziesięciu ostatnich lat w rolach kobiety i mężczyzny dokonały się duże zmiany. Kiedyś wszystko było z góry określone, wiadomo było, co to znaczy być kobietą, co to znaczy być mężczyzną, żoną, mężem. Kobieta miała za zadanie – niezależnie od tego, czy pracowała, czy nie – dbać o rodzinę, opiekować się dziećmi. Mężczyzna był od tego, żeby spłodzić syna, wybudować dom i zarabiać na jego utrzymanie, ewentualnie zasadzić drzewo. Ten schemat na szczęście odszedł w niesławie. Ale w jego miejsce nie powstał nowy, dzisiaj brak jasno określonych ról, przestało być oczywiste, kim jest w rodzinie mężczyzna, kim kobieta, co jest kobiece, co męskie.

– Zmiany w tym zakresie nie nastąpiły nagle, jak zgaszenie i zapalenie światła – mówi Katarzyna Popiołek. – Nie ma tak, że nowy model w jednej chwili wyparł stary. Raczej te modele się mieszają, wiele elementów nadal pochodzi ze starego, a wiele z nowego. Niektóre jednak pozostają ze sobą w sprzeczności, na przykład oczekiwanie, żeby mężczyzna był głową rodziny, zarabiał dużo pieniędzy (stary model), a jednocześnie dużo czasu poświęcał rodzinie (nowy model). Właśnie ta niemożność sprostania sprzecznym oczekiwaniom to jedna z przyczyn trudności młodych par.

Inna – tworzenie nowej rodziny na dwóch różnych fundamentach. Każda z rodzin jest bowiem jak klan – ma odmienne zwyczaje, tradycje, historię, reguły postępowania. Na ogół młodzi ludzie pochodzą z kompletnie innych klanów. Na przykład w jej domu mama była osobą dominującą, podejmowała ważne decyzje, ojciec natomiast był wykonawcą. Z kolei w jego rodzinie od lat pierwsze skrzypce odgrywali mężczyźni. To oni uważani byli za ważniejszych członków rodziny. Narodziny syna świętowano jak przyjście na świat króla, narodziny dziewczynki ledwie tolerowano, a kobietom przypadała wobec mężczyzn rola usługowa.

Gdy spotykają się dwie rzeki
Bert Hellinger, znany niemiecki psychoterapeuta, mówi, że w osobach partnerów spotykają się dwie rzeki życia: jedna, dzięki której ja jestem na świecie (ta rzeka to moja rodzina), i druga, dzięki której istnieje on (jego rodzina). Jeśli para zdecyduje się na poważny związek, czyli na wzajemną przynależność, tworzy się nowy system, który odtąd będzie miał pierwszeństwo nad poprzednimi. Ale to, co niosą nasze rodzinne „rzeki” (zarówno ułatwienia, jak i trudności), wciąż na nas wpływa bez udziału naszej świadomości.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »