Czułość w związku.Pocałunki

Dziś zapatrzyłam się na parę całującą się na przystanku tramwajowym. Siedziałam w samochodzie, który stał na światłach i gapiłam się w zachwycie na dwójkę namiętnie okazującą sobie uczucie. Do rozsądku przywołały mnie liczne odgłosy klaksonów, w końcu w Warszawie wszyscy mają bardzo ważne sprawy do załatwienia. Jechałam sobie i myślałam o sztuce pocałunku.
Dla naukowców sprawa jest dość prosta. Kontakt usta – sutek oraz usta – usta jest jednym z pierwszych sygnałów, jakie niemowlę odbiera od matki, upewnianie o tym, że przetrwa, że jest bezpieczne, karmione i kochane. Na poziomie ciała uczymy się, że ten kontakt jest wyjątkowy, intymny, bardziej nawet – związany z przetrwaniem. Oczywiście, całowanie jest zdrowe – porusza liczne mięśnie twarzy, wymiana śliny działa lepiej niż guma do życia, spala jakieś dwie kalorie na minutę. Gdyby tylko to decydowało o powodzeniu dobrego pocałunku bralibyśmy ślub z naszymi szczoteczkami do zębów.

Co jest takiego w całowaniu, że czujemy jakbyśmy się roztapiali, a świat rozpuszczał się razem z nami? W zasadzie zwykła rzecz, a może obudzić prawdziwy żar namiętności lub przeciwnie, cały ogień zamienić w parę, która znika, zabierając ze sobą naszą chuć. Całowanie to bardzo wnikliwe śledztwo. Jesteśmy najbliżej drugiej osoby jak można być przed nawiązaniem relacji seksualnej. Wąchamy, dotykamy, całe nasze ciało zamienia się w odbiornik bodźców, które zadecydują o losach tego konkretnego spotkania.

Pocałunki to także początek sensualnej podróży. Gdy całujemy się z osobą budzącą nasze pożądanie, emocje, pocałunek to gorąca obietnica tego, co może się wydarzyć. Zawiera w sobie całą tajemnicę relacji, inicjowanie zmysłowego kontaktu, który szybko przeradza się w przyjemność płynącą przez całe ciało. To też fenomen całowania, że nie dotyczy ono samych ust. Ani nie musi być realizowane tylko w kontakcie usta – usta. Pocałunek jest prosty i dostępny, a jednocześnie ma zdolność zabrania nas w zupełnie nowe przestrzenie.Przenosi z przyziemności do wyjątkowości.

Wiemy doskonale, kiedy całowanie jest kiepskie. Gdy szum w naszej głowie nie cichnie, gdy nadal myślimy o liście zakupów, obowiązkach. Nie czujemy się porwani przez doświadczenie. Dobre całowanie jest niemal jak medytacja. Relaksuje, ale dodaje energii, ucisza nasz umysł tak, że w całości odbieramy rozkosz i stąd bierze się to odczucie „roztapiania”. Jesteśmy cali czynnością całowania, co stanowi ideał obecności i uważności.

Niezależnie, czy całuje się para świeżo zapoznanych kochanków czy długoletnia para, ośrodki przyjemności w ich mózgach zostają aktywowanie i rozpoczyna się taniec hormonów. Od razu wiemy, że to właśnie to. Euforia, namiętność, odczucie rozluźnienia i rozkoszy, tego szukamy. Osobiście uwielbiam patrzeć na całujące się pary, zwłaszcza wiosną. To na pewno sprawka neuronów lustrzanych. Sprawdźcie, może u was też to tak działa.