Partnerstwo: różni, ale równi

fot.123rf

Czy kiedy jesteśmy razem, możemy się od siebie czegoś nauczyć? Czy raczej chcemy partnera zmienić, dopasować? Przymykamy oczy na jego wady czy go odrzucamy? A gdyby tak potraktować tego, kogo kochamy, jak osobę, która inaczej niż my widzi świat? Czemu to takie trudne – zastanawia się psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.
Przyznałeś w jednym z wywiadów, że gdy przyszło ci zajmować się dzieckiem i domem, byłeś na granicy szaleństwa. Kobiety (w większości) od tego nie wariują…

Może nie szaleństwa, ale wyczerpania. To jednak niebezpieczny kierunek rozmowy. Możemy pokłócić się z genderem, bo jego fundamentalistyczny odłam twierdzi, że płeć jest fenomenem wyłącznie kulturowym, niezależnym od płci biologicznej, że kształtuje się przez obcowanie z tradycją, obyczajem i poddaje się indywidualnym decyzjom oraz wyborom. Więc gdyby ta koncepcja kulturowego determinizmu płci miała być całą prawdą o płci, to mężczyźni i kobiety nie mieliby się czego od siebie uczyć i nie widzieliby do tego powodu. Już dzisiaj – skądinąd uzasadnione – zakwestionowanie i zawieszenie dotychczasowych przepisów na role związane z płcią spowodowało masowe zjawisko upodabniania się płci do siebie, szczególnie wśród młodzieży. Chłopcy zachowują się tak jak kiedyś dziewczyny, a dziewczyny – tak jak chłopcy. Nie ma to jednak nic wspólnego z wyborem czy uczeniem się od siebie. To naśladownictwo, mimikra kulturowa, upodabnianie się osobników niezdolnych do obrony do tych, które to potrafią. Niedawno na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie zobaczyłem niekończącą się paradę młodych mężczyzn poruszających się jak spięte, początkujące modelki: ściśnięte do bólu pośladki, nogi spętane jakby zbyt wąską spódnicą, stawiane starannie jedna przed drugą, i torebki na długim pasku dyndające bezużytecznie na ramieniu. To nie efekt wyboru nowej społecznej płci. Ci chłopcy nieudolnie upodabniają się do kobiet, usiłując zejść z linii ognia krytyki tradycyjnej męskości.

W parku widziałam ostatnio niezwykłą scenę: gdy nagle na alejkę wybiegła mysz, kilkuletnia dziewczynka uciekła do mamy, a jej brat przyjął pozycję „atak na wroga”. Myślę, że taka „próba myszy” mogłaby wiele powiedzieć o tym, jak to jest z tymi różnicami…

To zabawne! Ale przypuszczam, że opisani wyżej chłopcy nie utrzymaliby się w roli i też uciekali przed myszą. Choć mają inną niż kobiety konfigurację hormonalną, węższą miednicę, widoczne genitalia, nieco odmienną budowę i aktywność elektryczną mózgu. A to wystarczy, by byli odmiennie zorientowani w świecie. Oczywiście, ta odmienność nie determinuje – możemy modyfikować zachowania choćby poprzez zainteresowania, aktywności zawodowe, a nawet sport. Kobieta, jeśli tylko zechce, przekroczy swój lęk przed gryzoniami i może pracować w ekipach deratyzacyjnych. Wiele kobiet skutecznie rywalizuje z mężczyznami, co podnosi im poziom testosteronu. Ale nie mówi się już o tym – bo to politycznie niepoprawne – że upodobnienie się kobiet i mężczyzn powoduje, że stają się dla siebie nieatrakcyjni. Atrakcyjność zasadza się na różnicach. I nie chodzi tylko o łóżko. Ale o odmienną propozycję istnienia w świecie i oglądania go. Mężczyzna jest ciekaw kobiety nie tylko seksualnie, lecz psychicznie i duchowo: tego, jak ona przeżywa świat, określa cele, postrzega sens istnienia. Dla mężczyzny kobieta im bardziej różna, tym bardziej fascynująca. Podobnie rzecz się ma w drugą stronę.

Chyba kobiety nie są tak ciekawe mężczyzn. Oni dla nas to często „materiał do przycięcia”.

To prawda, że mężczyźni rzadziej dążą do tego, by radykalnie zmieniać kobiety. Ale by ciekawość miała szansę zaistnieć, trzeba szacunku dla różnic, odmienności. Trzeba zaprzestać udawania, że hormonalne, anatomiczne, psychologiczne, behawioralne i duchowe różnice są wyłącznie niepożądanym przejawem kulturowych stereotypów i błędów wychowawczych. Doceńmy i szanujmy to, co nas dobrze różni, co czyni mężczyzn i kobiety komplementarnymi. Dzięki tym różnicom szukamy i potrzebujemy siebie nawzajem, tęsknimy i pragniemy. Z różnic rodzi się nowe życie, a obraz świata staje się pełniejszy i ciekawszy. Unifikacja płci grozi śmiertelną nudą i tym, że przestaniemy siebie nawzajem wspierać, doceniać i kochać.