1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

„Bo ty nigdy..., bo ty zawsze...”. Związkowa gra w „kto jest bardziej winny”

Nieustające poczucie winy często idzie w parze z niskim poczuciem własnej wartości. (Fot. iStock)
Jedna z najczęstszych strategii w związku, gra w „kto jest bardziej winny”, to tak naprawdę wołanie o miłość i akceptację, których nie dostaliśmy od rodziców. Oni już z tym nic nie zrobią, ale każdy z nas może dać te dwie rzeczy sam sobie. Jak to uczynić – podpowiada psychoterapeutka Ewa Klepacka-Gryz.

Historia problemów w związku to prawie zawsze opowieść o winie, a wina wymaga kary. Pierwsza wizyta w gabinecie psychoterapeuty przypomina grę w przeciąganie liny. Naprzeciwko siebie siada dwoje ludzi, którzy kiedyś nawzajem wybrali się „na życie”, a dziś usadawiają się często w dwóch odległych kątach gabinetu i z uwagą wpatrują się w twarz specjalisty, którego zgodnie obsadzili w roli sędziego. Każde z nich opowiada swoją historię: o krzywdzie, rozczarowaniu, straconych szansach i oczekiwaniu, że sprawiedliwości stanie się zadość. – Bo on nigdy… – tłumaczy ona. – Bo ona zawsze… – on nie pozostaje dłużny.

Niekiedy jedno z nich zapłacze, zwykle kobieta. Drugie zakrzyknie, a bywa, że wstanie i wybiegnie z gabinetu. „Będzie tak jak zawsze” – kwitują z osobna, ale znowu zgodni...

Zwykle w tym ważnym momencie kończę pierwszą sesję i proponuję kolejną, indywidualną, dla każdego z nich z osobna, żeby dowiedzieć się, co to właściwie znaczy „tak jak zawsze”. Każde z nich potrzebuje uwagi i wysłuchania, których nie są w stanie zaoferować sobie nawzajem. Przed laty wcale nie wybrali się przypadkowo. Odnaleźli się w tłumie, bo intuicyjnie czuli, że tylko razem, we dwoje uda im się odtwarzać ciągle na nowo grę z przeszłości, grę, która zaczęła się w domu rodzinnym każdego z nich.

Więzienie zamiast więzi

Jurg Willi, autor książki „Związek dwojga”, twierdzi, że już na początku związku partnerzy zawiązują nieświadomy pakt nazywany koluzją, który jest pewnego rodzaju grą, bardzo często w „kto jest bardziej winny”. Ta gra jest odzwierciedleniem deficytów powstałych w rodzinach pochodzenia.

Każdy z nas wnosi do związku bagaż osobistych oczekiwań i potrzeb, choć najczęściej sobie tego nie uświadamiamy. Najtrudniejsze jest to, że owe potrzeby i oczekiwania mamy podobne (nasz głód emocjonalny jest identyczny), o czym nie mamy bladego pojęcia, bo na początku wydaje nam się, że możemy sobie nawzajem dać dokładnie to, czego potrzebujemy. Uczestnicy gry prawdopodobnie od dzieciństwa byli obsadzani w rolach „to przez ciebie”. Rodzice potrafią obwiniać dzieci o wszystko, za co sami nie chcieli brać odpowiedzialności: za swoje uczucia, zachowania, decyzje, a nawet losy. W parze z obwinianiem dzieci często idzie ich dewaluowanie, co instaluje w psychice dziecka syndrom chronicznego poczucia winy z niską samooceną, czasami autoagresją i nieświadomym sabotowaniem wszystkiego, co dobre może je w życiu spotkać, także satysfakcjonującego związku i w ogóle przekonania, że zasługuje na miłość.

Nieustające poczucie winy często idzie w parze z niskim poczuciem wartości, czyli: wiarą w samego siebie, poczuciem godności, samoakceptacją, poczuciem własnej skuteczności – czyli generalnie sposobem, w jaki postrzegamy samych siebie. Niskie poczucie wartości wpływa też na stan emocjonalny, wywołuje: smutek, lęk, złość, frustrację, wstyd. Te wszystkie uczucia plus deprecjonujące przekonania na własny temat w codziennym funkcjonowaniu przejawiają się w dwóch postaciach: osoby, która czuje się winna nawet z powodu złej pogody i podwyżek cen benzyny, albo osoby, która obwinia wszystkich o wszystko.

I tak pewnego razu strzała amora dosięga dwóch „winowajców” w odmiennych postaciach, np. Pan Obwiniacz spotyka Panią Notorycznie Winną i zakochują się w sobie do szaleństwa. Na początku perfekcyjnie odgrywają swoje role: Ona taka winna, a On taki dobry człowiek. Jednak ta sielanka nie może trwać za długo, bo w sercu każdego z nich tkwi tęsknota za zwolnieniem wreszcie z poczucia winy, bo gdzie wina, tam nie ma miłości.

W życiu codziennym zaczynają więc szukać bardziej winnego: „halo, kto zawalił ten związek?”. Wreszcie obwiniają się nawzajem, chcąc skutecznie ukryć niskie poczucie wartości, skontrolować partnera, zemścić się za wszystko, czego nie dał (bo nie miał). Ich gra przechodzi na poziom „bo ty nigdy…, bo ty zawsze…”.

Raz, dwa, trzy... winny jesteś ty

Ania i Witek, między nimi 15-letnia córka „z problemami”. On zarzuca jej, że nigdy nie była dobrą matką. Ona płacze, że przez niego poważnie się rozchorowała. Przyszli do mnie w sprawie dziecka; gdy tylko zaczęli mówić, okazało się, że oczekują wskazania, kto winien.

– Kto ostatnio kupował majtki dla naszej córki?! Jaka z ciebie matka! – krzyczy on. – Od urodzenia dziecka ciągle mnie krytykujesz, za wszystko. To przez ciebie nie potrafię być matką. Nigdy mi na to nie pozwoliłeś. Zabrałeś ją dla siebie – choć Ania mówi szeptem, bo ma problemy z gardłem, to jej słowa ranią prosto w serce. Wiele razy musiałam przerywać sesję, bo agresja między nimi sięgała zenitu. Podczas spotkań indywidualnych przez większość czasu każde z nich mówiło o partnerze, zamiast o sobie. Lista przewinień nie miała końca. Dopiero kiedy na którejś z kolei sesji byli w stanie zwrócić się ku sobie, agresja zamieniła się w smutek: „Nie potrafię być kobietą, nie wiem, jak to jest być matką” – ona, „Mój ojciec obrzydził mi bycie mężczyzną, chyba lepiej wychodzi mi być matką córki niż jej ojcem” – on.

Edyta i Kamil – poznali się, kiedy ona miała 13 lat, a jej matka odeszła od męża, zostawiając mu dzieci. Kamil, najstarsze dziecko w rodzinie alkoholowej, gładko wszedł w rolę zastępczej matki. Nic dziwnego, od 16. roku życia był już rodzicem dla trójki rodzeństwa.

Pobrali się zaraz po maturze Edyty, – To ja odrabiałem z tobą lekcje, robiłem ci kanapki do szkoły – mówiąc to do żony, Kamil patrzy na mnie wyczekująco. – Powiedz, czy kiedykolwiek byłem dla ciebie niedobry?

Od kilku lat ze sobą nie sypiają, o co Kamil ma do niej pretensję. – Chcę być ojcem, ale ty ciągle nie wiesz, czy chcesz mieć dzieci – mówi.

– Od początku mówiłam ci, że nie wiem – Edyta wyraźnie jest obsadzona w roli winnej. – Nigdy mnie nie pociągałeś. Od zawsze byliśmy jak brat z siostrą. Zawsze będziesz dla mnie ważny, ale chcę powalczyć o swoje życie.

W obydwu historiach wina miesza się z poczuciem wartości: to przez ciebie ja nie jestem, nie potrafię być, nie umiem… Prawdopodobnie tak było od zawsze. Prawdopodobnie spotkali się i postanowili iść razem przez życie, by realizować scenariusz kata i ofiary, wymiennie – raz jedno, raz drugie. Bo tak naprawdę nie jest ważne, czy jesteś w roli kata czy ofiary. Najważniejsze, żeby znaleźć i ukarać winnego. Choć winnym wcale nie jest partner.

Kochaj i rób, co chcesz

Na końcowym, czyli już bardzo trudnym do wytrzymania, etapie gry w winnego pojawia się obwinianie za uczucia: „przez ciebie czuję się złą matką, to ty sprawiłeś, że mam depresję”. Obwinianie i ciągła obrona przed nim okrutnie ranią. Partnerzy często wciągają w swoją grę zupełnie niewinne osoby; członków rodziny, przyjaciół, a czasami niestety także dzieci. A te, jako najsłabsze ogniwa w rodzinie, biorą na siebie ciężar winy i na przykład zaczynają chorować albo sprawiać problemy wychowawcze. Tym samym często powielają los rodziców.

Ten argument zwykle wykorzystuję na sesjach indywidualnych. Opowieść o kolejach swojego dzieciństwa pozwala uświadomić sobie, z jakim deficytem wyszłaś z rodziny pochodzenia, bo to ów deficyt wybrał za ciebie tego konkretnego partnera, i odwrotnie. Uważne przyjrzenie się, w co, w jaką grę tak naprawdę gracie z partnerem, pozwala powoli wychodzić z koluzji. To nie twój partner (czy twoja partnerka) sprawił, że czujesz się nic niewarta, to nie on może sprawić, że poczujesz się ważna, wartościowa i zasługująca na miłość. To zadanie z cyklu „zrób to sam”. Zacznij od poznania siebie; swoich mocnych i słabych stron, sukcesów i porażek, rozumianych jako cenne lekcje.

Najważniejsze, żebyście obydwoje poczuli, że nie możecie być nawzajem swoimi idealnymi rodzicami ani terapeutami. To nie on wrzeszczał na ciebie, małą dziewczynkę: „gdyby nie ty, skończyłabym studia, rozwiodła się z tym idiotą, twoim ojcem”. To nie ona śmiała się z ciebie, nastolatka: „mój syn to pierdoła, nieudacznik”. Jeśli dobrze znasz siebie, masz poczucie własnej wartości – potrafisz wziąć odpowiedzialność za „swoje” w związku i w życiu. Bo czasami zdarza nam się zawinić, tak po prostu, po ludzku. I to jest OK, z tego powodu ani twoje dobre imię, ani świat się nie zawalą.

Biorąc odpowiedzialność za siebie i swoje życie, a także swoje błędy czy pomyłki, nie masz potrzeby grać poczuciem winy ani obciążać nią partnera. Potrafisz podstawić granice, powiedzieć: stop, kiedy on się zagalopuje i będzie próbował oczyścić siebie kosztem ciebie. Ale też nie uderzasz poniżej pasa kogoś, kogo wybrałaś czy wybrałeś sobie na życie. Nawet jeśli coś zawaliliście w związku, koncentrujcie się na rozwiązaniu, a nie na obwinianiu.

Pamiętaj, nikt, nawet twój partner czy twoja partnerka, nie może zarządzać twoimi uczuciami. To twoje przekonania odpowiadają za to, kim jesteś i jak się czujesz.

Ewa Klepacka-Gryz, psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trenerka warsztatów rozwojowych dla kobiet; www.terapiavia.com.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze