Seks jest taki jak my

fot.123rf

Jest częścią nas, ewoluującą razem z nami, ale i razem z nami podupadającą, jeśli akurat na takim etapie życia jesteśmy – mówi seksuolog Michał Lew-Starowicz.
Dlaczego seks tak nas kręci?

Psychologowie Cindy Meston i David Buss, naukowcy znani z badań nad ludzką seksualnością, w jednej ze swoich książek wymienili bodajże 237 powodów, dla których uprawiamy seks. Oczywiście nie przytoczę ich tu wszystkich z pamięci, ale te najczęściej wymieniane to m.in. pogłębienie bliskości emocjonalnej, przyjemność zmysłowa, podkreślanie ról w związku, zwiększenie poczucia własnej atrakcyjności, a także poprawa nastroju, zdrowia czy nawet odporności organizmu. Są też powody, które można nazwać negatywnymi, jak próba manipulacji partnerem, wyrażanie wrogości wobec niego… Seks może zaspokajać wszystkie te potrzeby. A to tylko ułamek wspomnianej liczby. I jak tu się nim nie fascynować?!

Seksualność jest jednym z najważniejszych aspektów naszego człowieczeństwa, sferą dotyczącą każdego z nas. Jest też kilka tysięcy osób na świecie, i do tej grupy ja także się zaliczam, których seks fascynuje także od strony naukowej.

No i jest też coraz liczniejsza grupa, która za pomocą seksu chce coś sprzedać, jak choćby pewien polski producent trumien.

Nie prowadziłem statystyk, ale sądzę, że nie przesadzę, jeśli powiem, że jakieś 2/3 wszystkich reklam bazuje na skojarzeniach seksualnych. Od kosmetyków po ubrania, jedzenie, blachę falistą czy wycieczki zagraniczne, a na wspomnianych trumnach kończąc. Seks się sprzedaje, bo jak już powiedziałem, jest jednym z najważniejszych aspektów naszego życia. Dlatego nie powinniśmy go zaniedbywać, ale też uważajmy, żeby go nie wyeksploatować.

Jak by pan scharakteryzował zdrowe podejście do seksu?

Jako zachowanie właściwych proporcji. Cieszenie się nim i praktykowanie go w miarę potrzeb. Rozmawianie o nim z partnerem, bo to uchroni nas przed nieporozumieniami czy nawarstwieniem problemów. Z drugiej strony nie powinniśmy dopuścić do sytuacji, gdy coraz więcej o seksie mówimy, a coraz mniej go uprawiamy. Mam tu na myśli pewnego rodzaju otwartość w postawie, sposobie mówienia czy wyglądzie, która sprawia wrażenie ekshibicjonizmu, a tak naprawdę jest przejawem dość ubogiego życia seksualnego, wynikającego z kompleksów, zahamowań czy innych problemów.

Bądźmy otwarci, ale nie popadajmy w skrajności. Można chodzić po domu nago, ale nie trzeba obnażać się z całą swoją fizjologią czy opowiadać wszem wobec o swoich doświadczeniach seksualnych. Dzieciom trzeba także pozwolić na intymność, gdy o to proszą, np. w łazience podczas kąpieli – to kształtuje szacunek wobec ciała i uczy ochrony swoich granic.

W związku dobrze jest uwodzić siebie nawzajem wyglądem, zapachem czy spojrzeniem, ale nie oszukujmy się, małżonkowie, którzy są ze sobą od lat, nie zawsze wyglądają dla siebie pociągająco i odświętnie. Ważne jest, żeby widzieć siebie w różnych odsłonach, ale nie przekraczać granic dobrego smaku. Unikać całkowitego zespolenia z partnerem, ale też nie przedłużać dystansu. I jeszcze jedno słowo w sprawie uwodzenia, coraz częściej mówi się o nim jako o zestawie cech czy zachowań, które gwarantują powodzenie u płci przeciwnej. Takie podejście do uwodzenia jest zadaniowe, sztuczne i plastikowe. Flirt powinien być czymś naturalnym, swobodnym i spontanicznym.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »