Pisane na lustrze. Blog Anny Janko

  • BLOG Awatar

    Grube książki mają czas

     

    Nie piszę grubych książek, nie piszę bloga codziennie… Nie dałabym rady. I tak mam wrażenie, że jestem okropnie zajęta całymi dniami. Zdaje mi się, że wciąż gdzieś wyjeżdżam (nawet jeśli tylko raz w miesiącu), że bez przerwy telefonuję (nawet jeśli tylko rano), że robię zbyt wiele rzeczy naraz (a propos, o wierszach Szymborskiej dziś wieczorem o 20.25 w radiowej Jedynce z Januszem Drzewuckim i Anną Lisiecką). Żyję w wewnętrznym pędzie (nawet jeśli to tylko złudzenie) i potem wieczorami nieraz nie udaje mi się przełączyć programu na „SEN”, tak żeby mieć czarny ekran na wszystkich kanałach. Jakaś samoindukcja, „zmiany skojarzone”… W efekcie siedzę przed komputerem albo do późna wieczór, albo na długo przed świtem. Przez owo niemal stałe poczucie „niedoczasu” nie tylko nie piszę grubych książek, ale nawet po takowe nie sięgam, jako czytelniczka! Widząc tom opasły instynktownie cofam rękę… Przecież i tak nie zdążę (tak sobie mówię w myślach),  nie dotrwam do końca, coś mi na pewno lekturę przerwie. A przecież grube książki mają czas na wiele rzeczy! Potrafią uzależnić od siebie czytelnika, wciągnąć go w głąb swej przepastnej fabuły, przyzwyczaić do bohaterów, nawet jeśli nie są sympatyczni, albo wręcz zmuszą, do ich miłowania! Potrafią  przekonać do swego języka, choćby niedoskonałego. Nawet jeśli nie są genialne, grube książki, to się pod wpływem długotrwałej lektury robią takie „swoje”, znajome i bliskie, dając poczucie bezpieczeństwa. No bo jeśli możesz czytać i czytać, i czytać, to znaczy, że masz zagwarantowany jakiś komfort, a świat realny nie zagraża ci bezpośrednio przynajmniej przez parę godzin dziennie. A ów egzystencjalnie niewygodny moment, gdy coś się kończy definitywnie i trzeba to pożegnać, długo jest odległy. Czytając grubą książkę zamieniasz i tak nieuchwytną teraźniejszość na duchową przygodę w bezczasie i niemiejscu. Pamiętacie, jak się cudownie czytało za młodu Anię z Zielonego Wzgórza? Także i z tego powodu, że po zamknięciu pierwszego tomu, czekał następny, i następny… Kiedyś umiałam czytać do syta! Dlaczego dziś już tego nie umiem?
    A jednak zrobiłam ostatnio coś takiego. Przeczytałam „Niemrę” Arkadiusza Pacholskiego. Słowo „koniec” wypada tam na 567 stronie!  Przyznaję, że skłoniła mnie do tego nie tylko czytelnicza ciekawość –  znam autora i lubię go osobiście, a temat Niemcopolaków interesuje mnie jako wieloletnią mieszkankę tzw. Ziem Odzyskanych (bo tam ich spotykałam), ponadto sama napisałam opowiadanie pod takim tytułem, potem zmienionym na inny. A jeszcze do tego akurat byłam w podróży wygodnym pociągiem i czytanie przerywali mi tylko pan z kawą oraz konduktor. Rzecz dzieje się w Kaliszu, w ostatnich miesiącach wojny, bohaterką jest odważna, bezkompromisowa dziewczyna, dokumentująca zbrodnie popełniane w mieście przez hitlerowców. Jest volksdojczką pracującą dla AK. Inni bohaterowie, to Rosjanie, przesiedleńcy z Ukrainy, a także inni, „prawdziwi” volksdojcze. Żadnych stereotypów myślowych nie ma! Ludzie są dobrzy albo źli, głupi albo  mądrzy bez względu na to, po której stronie politycznej się znajdują.  Ich wybory są trudne a autor ani nie próbuje ich usprawiedliwiać, ani potępiać. To się udało Pacholskiemu – zbudować nową przestrzeń mówienia o  dotąd jednoznacznie postrzeganych „złych ludziach”. Udało mu się pokazać ziarno dobrego w złym, a i mroczny korzeń w tym, co rzekomo dobre i słuszne.
    I tylko „dusza kobieca” Doroty Paleń, głównej postaci, wydała mi się nieco drewniana… Męski autor stwarzający żeńską narratorkę wiele ryzykuje. Tu studia historyczne tematu nie pomogą, potrzebne może lekcje poglądowe z żywym, czującym obiektem. Tołstojowi, Flaubertowi się udało wspaniale! Czyli zgłębić te subtelności można, pomimo różnic w budowie mózgu. A zresztą, może to ja mam wybujałe o kobietach wyobrażenia!  Tak czy owak ma Kalisz od teraz swego pisarza Arkadiusza Pacholskiego, jak Gdańsk ma Chwina i Huellego, bo „Niemra”, to jest przede wszystkim powieść o mieście, o jego nocach i dniach w gorzkich latach,  o ciemnych sprawach i czystych intencjach jego mieszkańców.
    (Pomijam redaktorskie niedoróbki tekstu, bo to w tych czasach rzecz drugorzędna. Niestety.)

    A teraz  pędzę do pisania swoich  bardzo krótkich kawałków!

     

    .

    Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan:   2012-02-07 08:16:18 · Wyświetl

    2012-02-07 08:16:18
    • Awatar
      Laloba · 3 mies., 2 tygodni temu

      Ogromnie dziękuję Pani Anno za ten wpis! Już myślałam że ze mną jest coś nie tak:) I jeszcze mój mąż obok pochłaniający grube tomy z rozkoszą i prędkością światłą. Co za ulga! teraz już wiem że jest nas więcej i że…wszystko ma swoje miejsce i czas:) pozdrawiam niespiesznie w niedoczasie…

    • Awatar
      Anka · 3 mies., 2 tygodni temu

      Nie cierpię grubych książek,powieścidła idą do kosza,rozdaję.Choćby nie wiem,jak dobra była.Jedynie dokument.Tak.Czytam drugi raz Pawła Zyzaka.A ponadto literatura mnie nie kręci,to musi być coś wyjątkowego.Większość znam od kuchni i nuży mnie.Patrzę na to okiem konstruktora i siada mi urok.

    • Awatar
      dhof · 3 mies., 2 tygodni temu

      Gruba książka potrafi mnie tak zassać,że jestem po prostu nieczynna, tym bardziej,że mam zwyczaj cztać od początku do końca jednym tchem. Dlatego ilość stron to ostatnio kryterium niezbędne.

    • Awatar
      beba · 3 mies., 2 tygodni temu

      Jeśli sięgam po grubą książke, to z pewnoscia jest przynajmniej listopad. Mija zwariowany sezon turystyczny a świat wokół mnie zwalnia. Wtedy próbuję choć podjąć to wyzwanie. Najpierw oswajam się z tym co ma mnie spotkać. Dotykam okładki, kartuję i wącham. Wszystkimi zmysłami zaprzyjazniam sie z nowym, wielkim i grubym wyzwaniem :-) W głowie spokój, serce zwalnia do przepisowych norm i udaje mi sie skupić uwagę na czymś dłużej niz zwykle. Im więcej potrafię przeczytać, tym wiekszym spokojem ducha się charakteryzuję. To taki mój miernik poukładania wewnetrznego. ”Niemry” jeszcze nie czytałam ale sięgnę po nią z pewnoscią.

    • Awatar
      ASU · 3 mies., 2 tygodni temu

      A ja uwielbiam grube książki…….uwielbiam serie wydawnicze i jak już pokocham jakiegoś autora, to kupuję wszystkie jego książki…..

    • Awatar
      Miriam Funny · 3 mies., 2 tygodni temu

      Grube książki…jednak wolę cieńsze tomiki poezji…

    • Awatar
      ell_ · 3 mies., 2 tygodni temu

      Przechadzając się po empiku czy raczej częściej po bibliotece, odruchowo sięgam po grubsze książki, dają sobą jakąś obietnicę nasycenia ;) A każdy spacer pomiędzy półkami pełnymi książek w bibliotece UG przyprawia mnie o miły zawrót głowy.

    • Awatar
      Między Mną a Mną · 3 mies., 2 tygodni temu

      czasami w swojej życiowej wędrówce docieram do domów/mieszkań bez książek – fizyczna nieobecność kurzu na nieobecnych książkowych woluminach często idzie w parze z prostotą & sterylnością myśli gospodarzy, a czasami z brakiem jakichkolwiek myśli – przerażające są takie domy/mieszkania.

    • Awatar
      Yourspiotr · 3 mies., 1 tydzień temu

      z książkami jak z ludźmi, jedne mają anoreksje, inne nadwagę, a te w granicy 250 – 300 stron są w sam raz :)

Zaloguj