Pisane na lustrze. Blog Anny Janko
-
Wstydliwa choroba kobieca
W foyer teatru rozmawiają dwie kobiety, brunetka i blondynka. Szczupłe, eleganckie, zadbane. Brunetka mówi: „Jasne włosy, śniada skóra, czyli twój typ urody to „lato”. Ja mam włosy czarne, jestem „zima”. Blondynka śmieje się: „Tak naprawdę jestem siwa, szare na złote zamieniam szamponem koloryzującym!” Brunetka wyznaje: „Ja też jestem cała siwa, a te odrosty co miesiąc – koszmar!” W tym momencie mężczyzna przysłuchujący się rozmowie wzdycha, oczy w górę podnosi, i kwituje: No wiecie, o takich intymnych sprawach tu mówicie, że chyba sobie pójdę!”. Zapada chwila konsternacji i oto lekka scenka obyczajowa obciążona została balastem społecznej dezaprobaty.
Czyli jednak źle być siwą! I nawet pisnąć o tym nie wolno w mieszanym towarzystwie. Trzeba ukrywać siwe włosy, datę urodzenia, wygładzać zmarszczki, przemilczać dramat menopauzy i do uznojenia odgrywać rolę dziarskiej dziewczyny w średnim wieku! Starzenie się to w naszej kulturze wstydliwa choroba kobieca, którą należy leczyć – farbą, botoksem, hormonami i wizytami u terapeuty – i nie można pozwolić, broń Boże, żeby jakiś brzeżek, strzępek, rąbek tej tajemnicy wystawał nam gdzieś spod spodu! Tak oto wygląda teatr życia codziennego. W którym mężczyzna obnosi dumnie głowę srebrną lub łysą, a jego zmarszczki to tylko interesujący ornament dojrzałego oblicza. Jeśli w napadzie zwątpienia w sens życia się pofarbuje, to się narazi na kpiny płci obojga. Bo facet to powinien być autentyk! Wystarczy, że umyty i ubrany, a już jest cudownie. O czterdziestolatku nikt nie powie – stary. A gdy kiedyś skomplementowałam mojego prawie 60-letniego znajomego mówiąc, że ma wygląd czerstwy, to się obraził. Bo przecież czerstwy to może być staruszek, ale nie on! Tymczasem kobieta po czterdziestce, jeśli nie chce wypaść z gry, to musi przystąpić do renowacji. I wszystkie, niemal wszystkie, to właśnie robimy: zaczynamy wykonywać rytuały ukrywania objawów przemijania, bo nie mamy odwagi walczyć z obowiązującym paradygmatem, ze stereotypem w który wmarzłyśmy jak w lód…(odnalazłam powyższy tekst, sprzątając w swoim komputerze, jednak wszystko aktualne więc upubliczniam)
.
Użytkownik Anna Janko zaktualizował swój stan: 2012-02-13 12:26:37 · Wyświetl
Starzenie sie (nie tylko kobiet, ale ogónie tez) jest zdecydowanie postrzegane jako choroba – nawet pieniadze unijne daja nam na walke z taze choroba… A przeciez to nie patologia tylko fizjologia!
wiedziałam, że coś ze mna nie tak – dziękuję za diagnozę Pani Anno – wygląda na to, że i ja jestem zainfekowana wstydliwą chorobą kobiecą. w szawce na półce sześć opakowań farby o słonecznym kolorze blond cierpliwie czeka. W gruncie rzeczy wirus tejże choroby w ostatnim dwudziestoleciu również rozprzestrzenił się na mężczyzn – tych na wysokościach o potężnym Ego ( patrz:Berlusconi czy Putin), oraz na lokalnych metroseksualnych żigolaków ( patrz: Ibisz). Groteskowo zaczyna wyglądać współczesny homo sapiens sapiens.
Starość to etap życia, często trudny, a jeszcze społecznie napiętnowany. Przydałoby się starość do łask przywrócić. Choć to takie niemodne. Ale znam kilka osób pięknych w swej starości!
A ja, pędząc czasami z pracy rowerem po mojej leśnej drodze myślę, co robi ta młoda dziiewczyna w ciele 50+ ?
Nie farbuję włosów, mimo że jestem brunetką i bardzo widać jak siwieję. Ja i mój mąż nie mamy z tym ”problemu”. Natomiast moja mama i kilku znajomych jest zniesmaczonych. Jak to tak. Rzeczywiście pomyślalam o podobieństwie do wstydliwej choroby…
Nigdy nie farbowałam włosów. Lubię swoją siwiznę
Lubię też jeździć na rowerze.
A ja farbując ostatnio włosy na ciemne bordo, przyłapałam się na tym, że wierzę w to, że jak zmienię kolor tego, co mam na głowie, to zmieni się też trochę to, co mam we łbie.
Wszyscy chcemy być kochani takimi, jacy naprawdę jesteśmy. Jednak wciąż dekorujemy się, ulepszamy, przebieramy, młodsi prostują zęby, odchudzają się, starsi farbują włosy. My kobiety jesteśmy łase na pochwały.
Dziś w kawiarni (rzadka dla mnie okazja bywania) usiadły dwie kobiety jedna miała ok. 80 lat, druga ok.90. W starych futrach i kapeluszach, których nie zdjęły. Starsza błyskała figlarnie czarnymi oczami, trzymając małą filiżankę z kawą w pomarszczonej dłoni z palcami powykrzywianymi starością i z pięknie pomalowanymi długimi paznokciami. Widać było, że lubi celebrować takie chwile. Ja też lubię piękno.
A ja lubię swoje siwe/platynowe/włosy.Osiwiałam bardzo młodo,nie widzę siebie w innym kolorze.Zauważyłam ,że niektóre celebrytki farbuja włosy na siwy kolor,więc chyba są na topie.
Ciekawe spostrzeżenie, ale czy nie jest tak, że zatrzymujemy młodość dla siebie samych? Żeby nie wypaść z własnej gry, bo czas pędzi szybciej od nas i rzeczywiście, czasem porywa to ciało z duchem niegotowym na takie dalekie, nieznane wyprawy? I myślę sobie naiwnie w swoim przedbiegu, kiedy trochę z zadumą, a trochę z zachwytem przyjmuję pierwsze srebrne niteczki, czy tak źle być siwą? Nie każdej oczywiście do twarzy i to wtedy może być problem faktycznie estetyczny, za którym pójdzie myślenie o ukrywaniu wstydliwej choroby. Tylko że wtedy wprawić w konsternację takiego dumnego ze swojej łysiny mężczyznę (swoją drogą, znam tylko załamanych tą perspektywą, robiących dobrą minę do swojej z góry przegranej gry) może raczej odkrycie prawdy i widok odrostów, czyli nagła świadomość, że obcuje z kamuflażem. Więc mam taką teorię, że kiedy nam się już odechciewa farbować, tuszować i wygładzać, bo to jednak wysiłek ciągły i coraz mniej opłacalny, to wydaje nam się, że nas zmuszały do tego nowe obowiązujące standardy, a nie własna chęć skorzystania z takich możliwości i w końcu najbardziej szokująca może być konfrontacja swoja własna z nową sobą, dotąd ukrywaną pod modną paletą.
Farbowanie osłabia włosy. Obserwuję z pewnym zachwytem zadbane Niemki w różnym wieku. Widuję je u nas jako turystki i Niemczech, gdy tam jestem. Wiele z nich ma zadbane, zdrowe włosy – szpakowate lub siwe. Ciekawe fryzurki. Czasem gładkie, czasem bujne (!) loki. Gdy osiągnę mój osobisty poziom krytyczny (przewaga siwych), chciałabym przestać farbować, odzyskać swoje zdrowsze włosy z czasów, gdy nie farbowałam. Podobno nawet Marek Niedźwiecki nabywa u naszych zachodnich sąsiadów specjalny szampon do włosów siwych.