Karin Fossum „Nie oglądaj się”

Materiały prasowe /

reklama

Literatura kryminalna z kręgów skandynawskich należy do moich ulubionych. Przede wszystkim dlatego, że twórcy norwescy czy szwedzcy rzadko epatują makabrą, za to wielką wagę przywiązują do społecznego tła zbrodni i jej solidnego psychologicznego umocowania. Potwierdzając regułę, o której wiedzą wszyscy specjaliści od najgorszego z przestępstw: w większości przypadków zabójcą jest ktoś, kto doskonale zna ofiarę.

Co nie oznacza oczywiście, że właśnie rozwiązałam zagadkę śmierci ślicznej i mądrej 15-latki Annie Holland. Zagadki o tyle trudnej, że śledztwo (prowadzone przez sympatycznych i wręcz ujmujących zwyczajnością policjantów) prowadzi do domków, gdzie mieszkają sami dobrzy ludzie, a w efekcie – w rozliczne ślepe ulice. Chwali się Karin Fossum to, że nie próbuje pisać jak mężczyzna: prowadzi intrygę sprawnie, ale przy okazji ujmuje ciepłem i subtelnością. Dzięki temu wciąga czytelnika w opisany świat, sprawiając, że z większością bohaterów chcemy się zaprzyjaźnić. A jeśli tak, to jak potem można podejrzewać ich o najgorsze? Oto zagadka nie tyle kryminalna, ile tajemnica mądrego pisarstwa. W którym chodzi nie o demonstrację umiejętności warsztatowych, ale o kształtowanie społecznej wrażliwości. O zachętę do oglądania się i uważnego słuchania.

przełożyła Ewa Bolińska, Znak, Kraków 2008, s. 288