Michael Brecker „Pilgrimage”

Materiały prasowe

reklama

W styczniu tego roku odszedł po długiej chorobie jeden z najlepszych saksofonistów współczesnego jazzu. Michael Brecker żył 57 lat, ale wpływ, jaki wywarł na muzyków grających „na tenorze”, jest praktycznie nie do przecenienia.

Był białym mistrzem techniki, ale miał czarną duszę. Długo terminował, zanim zdecydował się na karierę pod własnym nazwiskiem (m.in. u takich liderów, jak Horace Silver czy Billy Cobham), a jego działalność studyjna to przykład nieporównanej kreatywności i pracowitości (m.in. legendarna partia solowa zagrana dla Paula Simona w nagraniu „Still Crazy after All these Years”). W ostatniej artystycznej drodze towarzyszyli Breckerowi przyjaciele, gwiazdy dzisiejszego jazzu: Pat Metheny (gitara), John Patitucci (kontrabas) i wielki Jack DeJohnette (perkusja). Przy fortepianie zmieniają się Brad Mehldau i Herbie Hancock. Ani przez chwilę nie wyczuwa się w tych nagraniach atmosfery pożegnania, są wręcz przesycone życiem i swingiem. Z tym większym żalem słuchamy testamentu muzyka.

Wa Records