Performance Eligiusza

FILMOTEKA NARODOWA / Kadr z filmu „Śmierć prezydenta” (1977) w reż. Jerzego Kawalerowicza

reklama

Z konfrontacji z polityką sztuka rzadko wychodzi obronną ręką. Zdarzają się jednak wyjątki – gdy polityka nie uchodzi cało ze spotkania ze sztuką. 31 stycznia 2007 przypadła rocznica egzekucji malarza, który w warszawskiej Zachęcie zastrzelił prezydenta II RP Gabriela Narutowicza.

Kim był Eligiusz Niewiadomski? Do historii przeszedł w stylu Herostratesa; pamiętany jest dziś jako zabójca prezydenta Narutowicza. Gdy strzelał w Zachęcie, miał 53 lata. Mógł pochwalić się wzorowym życiorysem polskiego patrioty. Był warszawiakiem, potrafił bić się z Kozakami na antycarskich demonstracjach, ale także pracować u podstaw, np. współorganizując Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych. Urodził się w 1869 r. Studiował malarstwo w Petersburgu i Paryżu. Malował, wydawał prace naukowe z historii sztuki, uczył w szkołach. Pisywał także krytyki i artykuły o sztuce, które cenił sobie między innymi Stanisław Witkiewicz. Obu panów zbliżył powszechny w findesieclowym środowisku artystycznym entuzjazm dla góralszczyzny i Tatr, w których Niewiadomski przecierał nowe szlaki. W odróżnieniu od gór w sztuce jednak nowych szlaków nie przecierał. Jego nastrojowe malarstwo, witraże i polichromie w kościołach to twórczość typowa dla polskiego modernizmu, solidna, choć przeciętna produkcja doby secesji.

Na pierwszej linii walki ze złem

Gdyby Niewiadomski ograniczył się do malowania, pamiętałaby o nim dziś najprawdopodobniej tylko garść historyków sztuki specjalizujących się w początkach XX w. Ale malarz miał od młodości nieprzeciętny temperament polityczno patriotyczny. Był sympatykiem ruchu narodowego, który później wykrystalizował się w endecję. Należał do tajnych organizacji, Ligi Narodowej i konspiracyjnego Towarzystwa Oświaty Narodowej, przemycał do Warszawy z Galicji zakazane przez Rosjan wydawnictwa. W 1901 r. został aresztowany i osadzony w Cytadeli – tym samym więzieniu, w którym 22 lata później, już w niepodległej Polsce, miał stanąć przed plutonem egzekucyjnym.


Eligiusz Niewiadomski Archiwum Dokumentacji MechaniccznejPo odzyskaniu niepodległości Niewiadomski objął wysokie stanowisko w Ministerstwie Kultury – został naczelnikiem wydziału malarstwa i rzeźby. W czasie wojny z bolszewikami wziął urlop, aby walczyć na ochotnika jako szeregowiec na pierwszej linii frontu. Niewiadomski gotów był zginąć za ojczyznę, ale nie był z niej zadowolony. W jego oczach Polska dostała się w ręce socjalistów, kosmopolitów, masonów, Żydów. Siłami zła, które sprzysięgły się przeciw narodowi, dowodził zdaniem Niewiadomskiego marszałek Piłsudski, ale ostatecznie zło objawiło się w osobie nieszczęsnego Gabriela Narutowicza.

Dwie egzekucje

Narutowicz, raptem cztery lata starszy od malarza, był inżynierem, naukowcem, wybitnym konstruktorem. Większość życia spędził w Szwajcarii, ale po odzyskaniu niepodległości wrócił do Polski. Piastował urząd ministra robót publicznych, później – ministra spraw zagranicznych. 9 grudnia 1922 r. parlament wybrał go na prezydenta wbrew zaciekłemu oporowi skrajnej prawicy, która ogłosiła Narutowicza maso skim agentem wybranym przez Żydów i innych niewystarczająco prawdziwych Polaków. 11 grudnia prezydent wyruszył złożyć przysięgę na Zamku Królewskim. Na trasie przejazdu obrzucono go lodem i kamieniami. Wznoszono okrzyki: „Niech żyje polski faszyzm” i „Niech żyje Mussolini” – działo się to w niecałe dwa miesiące po „marszu czarnych koszul” i triumfie faszystów we Włoszech.

 

Świadkiem zabójstwa Narutowicza była połowa kulturalno artystycznej elity ówczesnej Polski. Wielu z tych ludzi znało osobiście Eligiusza Niewiadomskiego, który w pewnym momencie podszedł do prezydenta i z bliska oddał do niego kilka strzałów. Narutowicz oglądał właśnie obraz Teodora Ziomka „Szron”. Postrzelony opadł na ręce malarza Edwarda Okunia, autora ikonicznego obrazu „My i wojna”. Chwilę potem opiekę nad prezydentem przejęła poetka Kazimiera Iłłakowiczówna. Narutowicz zmarł na miejscu. Niewiadomski nie próbował uciekać i bez oporu dał się aresztować.

Proces trwał jeden dzień. 30 grudnia 1922 r. Niewiadomski został skazany na rozstrzelanie. Przyznał się do winy, zaznaczając, że osobiście nic nie miał do Gabriela Narutowicza, a kule, które wystrzelił, w sensie symbolicznym przeznaczone były dla marszałka Piłsudskiego. W Cytadeli skazaniec zdążył jeszcze napisać swój polityczny testament, broszurę „Kartki z więzienia”, oraz ukończyć pracę „Malarstwo polskie XIX i XX wieku”. Książka została wydana pośmiertnie i była w II RP cenionym podręcznikiem historii sztuki. 31 stycznia 1923 r. wyrok wykonano.

Strzał bez morału?

„Pokłon trzech króli” (1911) Archiwum Foto MNWCzy z historii Eligiusza Niewiadomskiego płynie jakiś morał? Polityczny jest dość oczywisty. Nad grobem malarza w rocznicę jego śmierci do dziś zbierają się polscy neofaszyści, aby oddać cześć swojemu bohaterowi. Wkrótce po zabójstwie „Przegląd Wieczorny” zauważał sceptycznie: „Pierwszą powinnością schwytanego spiskowca jest wypieranie się wspólników i branie odpowiedzialności wyłącznie na siebie. Morderca Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej spełnia ten obowiązek zbrodniczego honoru i zapiera się, jakoby ktokolwiek z nim współdziałał i on z kimkolwiek. Nikt temu uwierzyć nie może i nie uwierzy”. Jeżeli nawet był spisek, malarz zabrał jego tajemnicę do grobu.

Większy kłopot jest z artystycznym dziedzictwem Niewiadomskiego. Czy zbrodnia dokonana w przestrzeni sztuki i to przez artystę nie staje się tym samym „dziełem sztuki”, radykalnym performance’em o znaczeniu symbolicznym? Takie przypuszczenie brzmiałoby absurdalnie w czasach Niewiadomskiego. Ale czy brzmi tak dziś, 30 lat po tym, jak w kalifornijskiej galerii F Space radykalny artysta Chris Burden poprosił asystenta, aby postrzelił go w ramię z rewolweru w ramach performance’u zatytułowanego lapidarnie „Shot” („Strzał”)?


Przyzwyczailiśmy się utożsamiać sztukę z siłami rewolucji, oporu wobec autorytaryzmu władzy. Przyjmuje się, że sztuka instynktownie powinna stać po stronie wolności. W tej historii wszystko jest na opak. Zamiast liberalnego artysty w sporze z opresyjną władzą mamy liberalnego polityka, który pada ofiarą reakcyjnego artysty, entuzjasty rządów silnej ręki, uważającego liberalnie pojętą wolność za karygodne rozpasanie. Jak w obliczu morderstwa wyglądają obrazy Niewiadomskiego? Paradoks polega na tym, że najsłynniejszym dziełem tego malarza pozostaną nie one, lecz popełniona w galerii sztuki zbrodnia.