O północy w Paryżu

Woody Allen w swych europejskich wędrówkach zawitał znów do Paryża, gdzie 15 lat temu nakręcił komedię „Wszyscy mówią kocham cię”. W swoim najnowszym filmie Allen osobiście już się nie pokazuje, ale jasne jest, że postać kreowana tu przez Owena Wilsona to porte-parole reżysera, wcielenie i projekcja jego tęsknot.

reklama

Wilson gra pisarza, który przybył ze Stanów do Europy. To kolejny Amerykanin w Paryżu, który tak mocno ulegnie czarowi miasta, że nie będzie chciał wyjeżdżać. A słowo „czar” nie jest tu pustym frazesem, bo po Gila co wieczór zajeżdża stara taksówka, która wiezie go w… przeszłość, w miejsce spotkań paryskiej cyganerii lat 20. XX w. Bohater więc spotyka Hemingwaya, Fitzgeralda, Gertrudę Stein, Picassa, a także Buńuela, któremu Gil podsunie nawet pomysł na „Anioła zagłady”. „Paryż o północy” to jakby „Powrót do przyszłości” i „Amelia” w jednym. Allen bawi się elementami science fiction i komedii romantycznej, przede wszystkim jednak daje tu upust swojej nostalgii. Co nie znaczy, że smutkowi, bo film jest przezabawny. To koronkowa robota starego mistrza.

Midnight in Paris, USA 2011, reż. Woody Allen, wyk. Owen Wilson, Rachel McAdams, Marion Cotillard, Michael Sheen, Kathy Bates, Adrien Brody, dystr. Kino Świat