Pani minister pisze: Anne Holt, Berit Reiss-Andersen „W jaskini lwa” – recenzja

Anne Holt, W jaskini lwa
materiały prasowe

Anne Holt gościła w październiku na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, gdzie odebrała honorową Nagrodę Wielkiego Kalibru dla wybitnego twórcy powieści kryminalnych.

Anne Holt, W jaskini lwa
materiały prasowe

Podczas spotkania autorskiego zapytano ją między innymi o to, jak doszło do tego, że została ministrem sprawiedliwości. Pisarka odpowiedziała żartobliwie, iż w czasie wyborów wszyscy Norwegowie zwyczajowo zbierają się na stadionie, gdzie premier wybiera ministrów z łapanki. Raz padło na nią i się zgodziła. O czym wspominam z dwóch względów. Otóż powieść „W jaskini lwa” powstała właśnie w czasie, gdy pisarka pełniła funkcję ministra (1996-97), zaś akcja tej książki rozgrywa się w kręgach rządowych. Trudno mi powiedzieć, czy jakikolwiek inny pisarz miał okazję tak dobrze poznać owe kręgi od wewnątrz – tak czy inaczej Holt zrobiła z tej wiedzy znakomity użytek.

Norweska premier Brigitte Volter, zmarła od postrzału w głowę i znaleziona w jej własnym gabinecie, czyli w samej mocno strzeżonej „jaskini lwa”, jest oczywiście postacią fikcyjną. Tak jak i zmarły wkrótce potem sędzia Sądu Najwyższego, Benjamin Grinde, prawdopodobnie ostatni człowiek, który widział panią premier żywą. Ale zabezpieczenia rządowej „twierdzy” czy procedury stosowane w sytuacji kryzysowej wyglądają zapewne tak, jak zostały opisane, bo to wszystko rzeczy znane pisarce z własnego doświadczenia. Oczywiście trudno jej w tej materii dorównać, osiągnąć aż taki poziom wiarygodności.

Ale trudno także dorównać jej umiejętności kreowania niebanalnych postaci. Choć „W jaskini lwa” to kolejna część, zapoczątkowanego przez powieść „Ślepa bogini” (1993), cyklu o ekscentrycznej i cechującej się nadzwyczajną intuicją policjantce-lesbijce, Hanne Williamsen, nie ona występuje tutaj w roli pierwszoplanowej. Postacią wiodącą w tej odsłonie staje się jej najbliższy przyjaciel z komendy, Billy T. Na pozór to dość stereotypowy, twardy glina, który niczego się nie lęka, Holt obdarza go jednak czwórką synów mających cztery różne matki. Choć Billy T. zupełnie nie nadaje się na męża, ojcem jest wręcz idealnym. I tworzy z Hanne z duet jakich mało. Przy czym Williamsen nie odgrywa pierwszych skrzypiec, gdyż przebywa właśnie na urlopie w Ameryce. Wraca wprawdzie, bo nie chce sobie odpuścić tak nadzwyczajnej sprawy, lecz może wziąć tylko nieoficjalny udział w śledztwie. Nie mniej intrygującymi bohaterami są przebiegła dziennikarka śledcza, wyprzedzająca detektywów o krok czy prokurator Håkon Sand.

Samo śledztwo zaś jest skomplikowane i wielowątkowe. Tak jak zakończone fiaskiem śledztwo w sprawie zabójstwa szwedzkiego premiera Olfa Palmego. Holt wciąż się do niego odwołuje, nie tylko po to, by pokazać, co się robi w takich przypadkach, ale by zmierzyć się z przeświadczeniem o końcu pewnej epoki; momentem, po którym w państwach Północy nic nie było już takie same. W 1997 roku nie można było jeszcze przewidzieć masakry na wyspie Utøya, lecz już wtedy dawali o sobie znać tacy ultraprawicowi ekstremiści, jak powieściowy Brage Håkonsen.

„W jaskini lwa” bez wątpienia stanowi kolejne potwierdzenie pisarskiej klasy Anne Holt. Jednak tę akurat książkę trzeba szczególnie docenić za wyjątkowo realistyczny opis tła społeczno-politycznego.

Anne Holt, Berit Reiss-Andersen, W jaskini lwa, przełożyła Iwona Zimnicka, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s.464.