Ania Rusowicz – Wiem po co żyję

Znana piosenkarka bigbitowa Ada Rusowicz zginęła w wypadku.
Jej siedmioletniej córce zawalił się świat. Przeszła przez etapy: rozpaczy, poczucia winy, aż do zaprzeczenia, że matka w ogóle istniała. Dziś Ania Rusowicz jest pogodzona ze sobą i z losem. Ale skłócona z ojcem. To dlatego występuje pod nazwiskiem mamy

– Zamierzałaś zostać farmaceutką, a nagle pojawiłaś się w Opolu i zaśpiewałaś piosenki mamy. Co to znaczy?

reklama

– Miałam zostać farmaceutką, a właściwie lekarzem, tylko dlatego, że tak chciała moja rodzina, wujostwo, które wychowywało mnie po śmierci mamy… O śpiewaniu nie chciałam słyszeć. Robiłam wszystko, byle nie śpiewać. Po dwóch latach wzięłam jednak dziekankę i nie skończyłam tamtej szkoły. Po wielu latach i kolejnych studiach (psychologia), które właśnie kończę, dojrzałam do śpiewania, a do piosenek mamy – dopiero w tym roku. Stąd występ w Opolu i płyta „Mój Big-Bit”. To wszystko było procesem ewolucyjnym, przez który musiałam przejść, by dojść do punktu, w którym jestem teraz. Warto było – już wiem, kim jestem. Podczas tej wędrówki odnalazłam swoją tożsamość.

– Jak szukałaś samej siebie?

– Dorastające dziecko przegląda się w oczach mamy i taty jak w lustrach. Opieka rodziców daje poczucie bezpieczeństwa, pozwala odkrywać świat i znaleźć siebie. Jest fundamentem, na którym budujemy nasze dorosłe życie. Miałam siedem lat, kiedy mama zginęła w wypadku. Wtedy straciłam grunt i długo miałam poczucie, że jestem zawieszona w próżni. Uczucia, które mi wtedy

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »