Magdalena Różczka – takie fajne życie!

fot. Rafał Masłow

– Miałam mamę przyjaciółkę, siedem kuzynek, z którymi się wychowywałam. I babunię, która
wszystko wie. Dzięki tym kobietom jestem dziś, jaka jestem… – Czyli jaka? – pyta Hania Halek. – czy taka „kobieca, kobieca?” Magdalena Różczka śmieje się i szuka odpowiedzi.

– Kobiety w „Czasie honoru”, w którym grasz Wandę, miały pewnie po jednej sukience. Myślisz, że wygląd był dla nich istotny?

reklama

– Najważniejsze wtedy było żyć, tak po prostu, przetrwać dla siebie i swoich najbliższych. Ale podobno w warunkach kryzysowych kobiety potrafiły znaleźć kawałek węgielka, żeby sobie podmalować oko, albo buraka, żeby zadbać o usta.

– Sądzisz, że w ten sposób chciały trochę oszukać wojnę? Pokazać na przekór niej, że nic się nie zmieniło, że się nie poddały, że nie przyjmują tej traumy do wiadomości?

– Tak, to jest możliwe… Gdyby teraz wybuchła wojna, mimo wszystko pewnie tak samo byśmy kochały, lubiły, chciały się podobać. A może tym bardziej chciałybyśmy być piękne?
Co w nas jest takiego, że tak bardzo chcemy dobrze wyglądać? Często o tym myślałam i sądzę, że to nie jest strojenie się dla kogoś. Kobieta chce się podobać przede wszystkim sobie, a gdy tak się stanie, jest pewna, że spodoba się wszystkim.

– A kiedy ty czułaś się najbardziej kobieca?

– Kobieca? Czy ja się czułam kiedykolwiek kobieca? Taka „kobieca, kobieca”?

– Tak, „kobieca, kobieca”.

– Chyba nigdy.

– A co to w ogóle znaczy – „kobieca”?

– Wciąż jeszcze szukam swojej kobiecości, ciągle uczę się patrzeć na siebie rano i myśleć, że lubię swoją buzię, ale to jest naprawdę trudne. Podziwiam osoby, które nie zwracają na to uwagi,

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »