„RZECZY. Iwaszkiewicz intymnie“. Zaskakujący portret pisarza

fot. Olga Świątecka| Puap collective

Anna Król pokazuje trzynaście przedmiotów i prywatnych chwil z życia intrygującego mężczyzny. „Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie” to literacko piękna i drobiazgowo udokumentowana opowieść, w której znalazły się sceny intymne oparte na faktach. Tę książkę czyta się jak wciągającą powieść i przewrotnie skonstruowany, poruszający dokument.
Co odnalazła Pani w dawnym domu Iwaszkiewicza, w Stawisku?

reklama

Anna Król: Archiwum mieści się na strychu. Wszystkie dokumenty są posegregowane, opisane, poukładane w teczkach. Tych teczek jest łącznie prawie 1100, znajdują się w nich rękopisy najważniejszych utworów, dzienników, kilka tysięcy listów. Ale przede wszystkim materiały mniej istotne z punktu widzenia badaczy jego twórczości, które mnie zainteresowały najbardziej. Iwaszkiewicz był zbieraczem, niemal niczego nie wyrzucał. Są więc w liczne karteluszki ze spisanymi sprawami do załatwienia, stare bilety – lotnicze, na pociąg, tramwaj. Są karty meldunkowe, rachunki, podania o wydanie paszportu i dotyczące wymiany dewiz. Menu uroczystych obiadów wydawanych w Stawisku, a nawet stare recepty, nieważne od lat dowody osobiste i listy wydatków. Gdyby chciało się przeczytać i obejrzeć każdą rzecz, jaka trafiła do archiwum, trzeba by kilku lat!

A co Panią najbardziej ciekawiło?

AK. Przedmioty nieujęte w żadnej kartotece – szara strefa zbiorów. Część z nich to drobne sprzęty: tasak do mięsa, nóż, waga odważnikowa, dziadek do orzechów. Tymi drobiazgami po śmierci gospodarzy zaopiekowała się mieszkająca nadal w Stawisku Zosia Dzięcioł – wieloletnia gosposia Iwaszkiewiczów, a właściwie członek rodziny. Wiele przedmiotów osobistych trafiło do córek pisarza, a potem do dalszej rodziny. Pani Maria Iwaszkiewicz ostatnio sprezentowała mi angielskie skarpety wełniane z lat 50. Oczywiście należące niegdyś do jej ojca. Do mnie trafiły z jej przepastnej szafy w mieszkaniu na warszawskim Ursynowie.

Jak wyglądało poszukiwanie Iwaszkiewicza wśród tych szpargałów?

AK. Początkowo po prostu przeglądałam papiery. Szłam coraz dalej i dalej. W ciągu niemal dwóch lat moich wizyt na Stawisku przejrzałam większość materiałów: liczne kalendarzyki, korespondencja, dzienniki, rękopisy. Im częściej bywałam w tamtym domu, tym więcej czasu spędzałam na rozmowach – z kustoszami, a przede wszystkim panią Zosią Dzięcioł w jej małym mieszkaniu na piętrze Stawiska. Ratowała mnie zimą gorącymi herbatkami, a przy okazji pojawiały się nowe wątki. Dzięki nim zrozumiałam więcej niż można wyczytać ze starych papierów.

Dużo chodziłam po domu, oglądałam zawartość szuflad, zaglądałam do szafy, w której nadal wiszą ubrania Iwaszkiewicza, wdychałam zapach pozostawionych w toaletce 35 lat temu wód kolońskich, przesiadywałam na ławce przed domem i krążyłam po okolicy. Odwiedzałam też Tworki, Turczynek i cmentarz w Brwinowie, ważne ze względu na bliskich Iwaszkiewicza – jego żonę, czy ukochanego Jerzego Błeszyńskiego. A jednocześnie ponownie przeczytałam całego Iwaszkiewicza, książki historyczne, biografie ludzi z nim związanych. Wszystko to pozwoliło mi więcej zrozumieć.

Co mówią o Iwaszkiewiczu te wszystkie niepozorne rzeczy?

AK. To, że zapisywał każdy skwarek papieru, znaczy, że pamiętał czas, gdy papieru brakowało. Jego skrupulatność finansowa i pilnowanie każdej złotówki – to dowód, że wcześnie doświadczył biedy. Jego zbieractwo to obsesyjna chęć zapamiętania każdej minuty, ale też potrzeba potwierdzania zdobytego statusu poprzez otaczanie się przedmiotami. Niby drobne sprawy, a wyłaniają się z nich złożone historie. Dlatego urzekły mnie te drobnostki – guzik urwany od starego płaszcza, nadłamane okulary, karteczki z listą spraw, zachlapane przy jedzeniu krawaty. Wszystkie były częścią życia. Opuszczone przez właściciela mogą opowiadać dawne sprawy.

Co panią w tych rzeczach i samym Iwaszkiewiczu poruszyło?

AK. Poruszył mnie Iwaszkiewicz nieszczęśliwie zakochany, cierpiący, szarpiący się. Rozczulił – czuły tata. Zaskoczył – dowcipny mężczyzna, z dystansem patrzący na własne błędy i nieporadność. Zadziwił – zakompleksiony, nieakceptujący własnego wyglądu. A zaimponował mi jako pisarz – dyscyplina, z jaką traktował swój zawód, łatwość pisania, doskonałość kompozycji, praca bez skreśleń.

Czy ma Pani jakąś ulubioną rzecz Iwaszkiewicza?

AK. Bardzo lubię jego kalendarzyki i sposób zapisywania. Miał poczucie humoru, notatki bywają przezabawne, ale też dużo mówią o epoce, w jakiej żył, o sposobie spędzania czasu. Iwaszkiewicz prowadził kilka kalendarzy naraz. Jeden był mały, kieszonkowy – najbardziej intymny, trochę jak minindziennik. Drugi służył do porządkowania rzeczywistości – zapisywał w nim daty, godziny spotkań, ważne sprawy służbowe. A trzeci współprowadzili razem z Szymonem Piotrowskim, sekretarzem – dzięki temu zawsze było wiadomo, jakie plany ma Iwaszkiewicz jako prezes Polskiego Związku Literatów i można było panować nad grafikiem spotkań.

Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie_okladka małaBohaterami książki są przedmioty, prywatność, codzienne i intymne chwile człowieka, który był również słynnym pisarzem. Ale co jest głównym tematem tej opowieści?

AK. Przemijanie. Upływ czasu. Pisałam o tym, że składamy się z drobinek – przedmiotów, jakichś notatek, doznania czyjejś śmierci, jednej wieczornej rozmowy, zapamiętanego pięknego widoku, słonecznego poranka. O tym, że nie da się poznać kogoś do końca. Iwaszkiewicz jest dla mnie przykładem człowieka nieoczywistego. Można o nim powiedzieć, że był wielkim pisarzem – i to będzie prawda. Można go nazwać politycznym konformistą i wielu przyklaśnie. Ale można też w nim zobaczyć własne wątpliwości, kompleksy i emocje. I o tym właśnie najbardziej chciałam napisać.

„RZECZY. Iwaszkiewicz intymnie”, Anna Król, Wilk & Król Oficyna Wydawnicza 2015, s.384