„Zielona wyspa”. Goście niemile widziani

„Jeśli chcecie pobyć wreszcie sami, to miejsce jest najlepsze na świecie”. Ale bezludna wyspa gdzieś u wybrzeży Ameryki okazuje się wcale nie być bezludna. Magda drogo zapłaciła za swoją luksusową samotność i zadba, by nieproszony gość poniósł zasłużoną karę.
Już za kilka, kilkanaście tysięcy dolarów za dobę można mieć bezludną wyspę tylko dla siebie. Luksusowe biura podróży oferują miejsca na Komorach, Bahamach, Balearach, w Chorwacji czy Tajlandii. Zazwyczaj wybierają je bogaci nowożeńcy (na podróż poślubną) albo wypaleni biznesmeni (żeby wrócić do równowagi). Magda nie należy do żadnej z tych grup, wakacje otrzymuje w prezencie od „męża z wyrzutami sumienia, który za wszystko płaci”. Superoferta ma jednak ukrytą wadę: położona na drugim końcu świata wyspa ma jeszcze jednego mieszkańca. Też Polaka, jak się wkrótce okaże. Ale kobieta nie zamierza dzielić się z nikim „swoją” wyspą. „Wy-pier-da-laj”, powie gościowi-duchowi przy najbliższej okazji, lecz jej wyraźna nienawiść nie zniechęci mężczyzny. Wprost przeciwnie, ten bez pytania zacznie korzystać z domu i dobytku Magdy. Spotkanie dwójki socjopatów nie może się dobrze skończyć. Tylko czy w ogóle było jakieś spotkanie? Autor pozostawia nas w niepewności…

reklama

„Zielona wyspa” to trzecia już książka Igora Ostachowicza. W 2009 r. jako Julian Rebes wydał „Potwora i pannę”, w 2012 r. – już pod własnym nazwiskiem – „Noc żywych Żydów”, która znalazła się finale Nagrody Literackiej Nike. W adaptacji Marka Kality trafiła też na deski Teatru Dramatycznego w Warszawie. Autor buduje fabułę powieści wokół zemsty martwych Żydów na mieście, które o nich zapomniało. W „Zielonej wyspie” też pojawia się motyw zemsty. Magda mści się za wszystkie krzywdy, której ją spotkały albo mogły spotkać: za strach na szkolnym korytarzu, za nudnych rodziców, za oszustów z biura podróży, za zabity romantyzm, za brak doświadczenia, za beznadziejne życie, za bliski kres, za zdradę męża. Tak naprawdę to powód nie ma znaczenia. Ważne, żeby kogoś zabolało.

Narratorką „Zielonej wyspy” jest kobieta. To ryzykowny zabieg dla pisarza, bo niełatwo stworzyć przekonujący portret psychologiczny postaci, którą zna się tylko z przekazów i obserwacji. Igorowi Ostachowiczowi się udało. Jego bohaterka przekonuje. Do tego stopnia, że lepiej nie spotkać jej poza kartami tej powieści.

„Zielona wyspa”, Igor Ostachowicz, WAB 2015, s. 320