Felieton Hanny Samson: Prawo wyboru

123rf.com

Widziałyście „Pokot” Agnieszki Holland? To ważny głos w obronie zwierząt zabijanych bezsensownie przez myśliwych. Jestem pewna, że w kinie wszyscy stoją po stronie zwierząt. A w życiu? W życiu często wolimy nie wiedzieć, gdzie stoimy.

Od dawna nie pisałam o prawach zwierząt, bo miałam wrażenie, że napisałam już wszystko i wielu innych też o tym pisało, no ile można? Ale skoro już wszystko zostało napisane, to chyba czas najwyższy, żeby przestać udawać, że nic nie wiemy o losie zwierząt. Coś w końcu trzeba z tym zrobić!

Zacznę od typowej sytuacji, która zdarzyła się pewnie niejednej wegetariance na jakimś spotkaniu towarzyskim lub rodzinnym, a mnie samej zdarzyła się kilkakrotnie. – Nie, dziękuję – powiedziałam, gdy siedzący obok mnie pan podsunął mi półmisek pełen wędlin. Ale on, jak na dżentelmena przystało, podsuwał dalej. – Nie jem mięsa, jestem wegetarianką – przyznałam się nieopatrznie, chcąc skończyć te nagabywania, ale dopiero wtedy się zaczęło. – Wegetarianka – powtórzył pan, obracając to słowo w ustach jak smaczny kąsek, zaostrzający apetyt.

Już wiedziałam, co dalej nastąpi. To co zawsze. Niewinne pytania, którymi weźmie mnie w krzyżowy ogień, żeby wykazać, że błądzę. – A ryby pani je? – drąży. – Nie – odpowiadam.

Już inni podnoszą głowy znad talerza, już trwa swobodna dyskusja z tezą, jak u Pospieszalskiego. Warto rozmawiać, ale wynik rozmowy już znamy. Wyjdzie na to, że ten cały, pożal się, Boże, mój wegetarianizm nie ma sensu i na pewno prędzej czy później stracę zdrowie, a tak naprawdę jestem hipokrytką, no bo proszę, jednym zgrabnym pytaniem mój rozmówca przygważdża mnie do ściany. Choćby takim: Ale buty ze skóry to się nosi?

No i to ja się muszę tłumaczyć, że nie jem mięsa, a nie on, który się nim opycha. – Od jak dawna nie je pani mięsa? – chce jeszcze wiedzieć. – Od ponad dwudziestu lat – odpowiadam. – Ciekawe, kiedy się pani złamie – mówi z przekonaniem, jakbyśmy nie mieli wolnej woli, a powstrzymanie się od jedzenia mięsa przekraczało ludzkie siły.

Moja koleżanka, kiedy je przy mnie mięso w takiej czy innej postaci, zwykle chce się przede mną wytłumaczyć, choć nie oskarżam jej, nic nie mówię, po prostu nie jem mięsa. – Kocham zwierzęta – przekonuje mnie żarliwie, choć w to nie wątpię, znam jej stosunek do psów, które przygarnia, gdy są w potrzebie, i zajmuje się nimi z oddaniem. – Ale uwielbiam mięso i nie wyobrażam sobie życia bez niego! – kończy.

I co ja mam na to powiedzieć?

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »