„Papusza” – zawsze inna

„Papusza” - zawsze inna
Czarne

Angelika Kuźniak, autorka reportażu „Papusza”, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Czarne, w wywiadzie dla portalu Zwierciadlo.pl.

Czarne

Czytałam, że po raz pierwszy zetknęła się Pani z Papuszą przez jej wiersz. Rzeczywiście tak było czy to jakieś uproszczenie?

Wychowałam się 80 km od Gorzowa Wielkopolskiego, miasta w którym Papusza żyła od połowy lat 50. do 1984 roku. Papuszy nigdy nie poznałam, umarła, jak miałam 13 lat. Kiedy przyjeżdżałam do Gorzowa, często spacerowałam po Parku Róż. Wróżyły w nim Cyganki. Nie było wśród nich Papuszy, ale często o niej mówiono. Nie pamiętam już z jakimi emocjami. Wiele lat później dostałam tomik z jej pieśniami wydany w 1956 roku. Rzeczywiście, to dzięki nim Papusza stała mi się bliższa. Bo w tych wierszach jest i kruchość, i siła, czerń i biel.

A co stało się impulsem do pisania?

Ciekawość. Chciałam poznać kobietę potrafiącą w słowach zawrzeć taką tęsknotę, wolność. Która pisze z taką wrażliwością. Która za talent, za to, że ośmieliła się być sobą, zapłaciła straszliwą cenę.

Jak długo Pani pracowała nad książką?

Bardzo intensywnie ostatnie 2, 3 lata. Ale dokumentowałam dużo dłużej. Zebrałam około 700 stron materiału, do tego zdjęcia, filmy, nagrania. „Papusza” ma 200 stron. Oczywiście można by pisać więcej, ale miałam poczucie, że to już pełna książka.

Ja mam trochę niedosytu. Zabrakło mi politycznego tła wydarzeń z okresu osiedlania Cyganów.

Naprawdę? Ależ to jest! Szczególnie dużo w listach Papuszy do Jerzego Ficowskiego. Są ułożone chronologicznie i widać, jak świat wokół Cyganów się zmienia. Jak zmienia się stosunek gadziów, czyli nie – Cyganów do Cyganów. Zaczęło się od tego, że odmawiano im wynajmowania izb na zimę, a skończyło na przymusowym postoju. Rok 1964 to data graniczna, choć jeszcze w latach siedemdziesiątych tabory wędrowały.

Jest też w książce sporo innych dokumentów dotyczących tła historycznego, na przykład wojny, którą tabor Papuszy przeżył na Wołyniu. Ale rozumiem oczywiście, że ktoś może czuć niedosyt. Może w wyszukaniu kolejnych informacji pomoże bibliografia umieszczona na końcu książki.

W książce przywołana jest olbrzymia literatura. Czy trudno było dotrzeć do materiałów?

Do niektórych – bardzo. Pracę zaczęłam w archiwum Jerzego Ficowskiego. Znalazłam w nim niepublikowane do tej pory listy. Zdecydowałam się umieścić je w książce tak, jak brzmią, z niewielkim komentarzem. Wiem, że ciężko się je czyta. Ale czy Papuszy łatwo się je pisało? Poza tym, jak wiele emocji stracilibyśmy się, gdybym to przetworzyła, zinterpretowała. Opracowanie rękopisów Papuszy (listów, pamiętnika) zajęło mi kilka miesięcy. Papusza pisze niewyraźnie, z błędami, czasem jedno zdanie na drugim. Nie stosuje znaków interpunkcyjnych ani podziału na akapity. Gubi litery, czasem całe sylaby.

Wiele zawdzięczam Andrzejowi Grzymała-Kazłowskiemu, cyganologowi. Bez niego tej książki by nie było. To on wprowadził mnie w świat Cyganów, podsuwał lektury. Rozmawiałam też ze świadkami życia Papuszy, gadziami i Cyganami. Potrzebny był każdy szczegół: jak robiło się struny z baranich jelit, jak cynkowano kotły, piekło jeże. Jak wyglądało jej mieszkanie, czy piec w kuchni bardzo kopcił.

Czarne

Zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób zdołała Pani zrobić narrację w pierwszej osobie.

Miałam kilkanaście godzin nagrań oraz wywiady prasowe z Papuszą. Taśmy spisałam jeden do jednego, ze wszystkim błędami, powtórzeniami. Wywiady prasowe wymagały więcej pracy, bo dziennikarze zdecydowali, że ta Cyganka będzie mówić przepiękną polszczyzną. A mówiła ze wschodnim zaśpiewem, z błędami, naleciałościami. Musiałam więc niektóre z nich „nałożyć”. Na przykład: zejszła, pojszła. Ale nie można było przesadzić. Tego się bardzo dobrze słucha, jednak czyta gorzej. Potem jak w montażu radiowym, układałam monologi z pojedynczych zdań.

Nie wyjawia Pani, co właściwie było powodem odrzucenia Papuszy. A może nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć?

Myślę, że może być nam trudno. Cyganie mają swój kodeks czyli romanipen. Nawet jeśli znamy część zasad w nim zawartych, kulturowo jest nam to po prostu obce. Jeśli chodzi o Papuszę, zaczęło się od wywiadu, który w 1950 roku Julian Tuwim przeprowadził z Jerzym Ficowskim. Ficowski opowiadał o Cyganach, a Julian Tuwim wplótł we wszystko propagandowe kawałki, między innymi fragment „Międzynarodówki” po cygańsku. To się Cyganom nie spodobało. Przy tym wywiadzie było zdjęcie Papuszy, jej wiersze, fragment pamiętnika. To był pierwszy moment, kiedy coś niedobrego zaczęło się dziać.

Potem w 1953 roku ukazała się książka Jerzego Ficowskiego „Cyganie polscy”. Ficowski pracował nad nią również w taborze, wracał do Cyganów co roku, spotykał się z Papuszą, ale też z innymi Cyganami. W książce oprócz kilku fragmentów o Papuszy pojawił się słownik cygański, około 700 słów. Język dla Cyganów był czymś najważniejszym, pozwalał zachować tajemnicę. I nagle ten język został zdradzony. Cyganie skojarzyli fakty. W 1950 roku – Papusza i w tej publikacji również. Nigdy Papuszy nie skalano. Uznano, że Bóg pokarał ją pierwszy, bo zachorowała. Trafiła do szpitala psychiatrycznego.

Na czym polegałoby takie skalanie?

Nie mogłaby na przykład wędrować z taborem, nie mogłaby jeść z innymi. Każdy Cygan utrzymujący z nią kontakt, także byłby skalany. O tym jak długo trwa skalanie decyduje Szero Rom, cygański sędzia.

A jaki dzisiaj Cyganie odbierają Papuszę? Czy czytają jej książki?

Już czytają. Są Cyganie bardzo z Papuszy dumni, ale są też tacy, którzy spluwają na dźwięk jej imienia. Po spotkaniu autorskim w Warszawie podeszła do mnie młoda Cyganka, żeby – jak powiedziała – „usprawiedliwić Cyganów”. Odpowiedziałam, że nie musi, bo przecież nikogo nie oskarżam. Ona: „Trzeba, trzeba. Ja nie mogę dziś wysłać smsa, maila do obcego mężczyzny bez wiedzy mojego męża. A Papusza korespondowała z Jerzym Ficowskim”. Ja na to: „Owszem, ale Dyźko, czyli mąż Papuszy o tym wiedział. Poza tym w archiwum Jerzego Ficowskiego znajdują się również listy od innych Cyganek”. Milczała przez chwilę, a potem: „Ale Papusza zdradzała swojego męża. A my mamy swój zakon.”

Trudno z tym dyskutować. Choć to świadczy również o tym, że wina Papuszy zawsze się znajdzie. Ostatnio ktoś ze społeczności romskiej podziękował mi, że dzięki „Papuszy” znów zaczęli między sobą rozmawiać o niej.

Czy Pani wraz z poznawaniem bohaterki nabierała do niej sympatii?

Wiem, że dziś mam dla niej dużo czułości. Ale to trudna relacja. Od początku wiedziałam, że piszę o kimś, o kim wielu powie „obca”, „inna”. Cyganka, poetka, a potem poważnie chora psychicznie. Zależało mi na tym, żebyśmy byli jak najbliżej bohaterki. Stąd decyzja , dość ryzykowna przecież, rozpoczęcia książki jej monologiem. Pierwsze zdanie: „Zdjęłam z głowy czarne, bo to już rok, jak umarł”. To trudny moment w życiu Papuszy: nie żyje Dyźko, syn wyjechał, Cyganie opuścili.

Pod koniec życia wypowiada jedno z najbardziej wstrząsających zdań: „Z taboru byłam, teraz znikąd jestem”. To odrzucenie stało się dla największym dramatem.

A co się działo z Panią przy pisaniu „Papuszy”?

Najtrudniej było otworzyć się na taką wrażliwość, jaka jest w Papuszy. To trochę jak operacja na otwartym sercu. Niebezpieczna i bolesna. Ale dziś największym komplementem jest to, że słychać w tej książce głos Papuszy.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze