Dopiero wtedy, gdy kobiety realnie odzyskają prawo do decydowania o tym, jak, kiedy i czy w ogóle chcą piersi pokazywać, będzie można mówić o zmianie na plus - mówi Marta Majchrzak, psycholożka społeczna i badaczka, współautorka raportu „Piersi w Polsce”.
Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 3/2026.
Beata Pawłowicz: Piersi dla kobiety są powodem do dumy albo do wstydu. Zawsze jednak są ważne. Co o ich znaczeniu może powiedzieć psycholożka społeczna?
Marta Majchrzak: Piersi są bardzo tożsamościowym elementem ciała. Stają się nim już w okresie dojrzewania. Przyciągają, zwracają uwagę innych. Nie tylko mężczyzn. Kobiety porównują swoje piersi z piersiami przyjaciółek, sióstr, kuzynek i albo im ich zazdroszczą, albo są dumne z własnych. Czują się postrzegane przez innych jako gorsze albo lepsze właśnie z ich powodu.
Z perspektywy psychologii społecznej piersi są więc nieustannie poddawane ocenie i kontroli. Normom mówiącym, kiedy wolno je eksponować, a kiedy trzeba zakryć. To powoduje, że wiele kobiet odcina się od doznań płynących z tej części ciała, traktując ją jako obiekt do oglądania, a nie źródło czucia. Odzyskiwanie kontaktu z piersiami jest procesem wzmacniającym, który pomaga kobietom budować życzliwą i autonomiczną relację z własnym ciałem.
Czyli relacja z własnymi piersiami jest czymś, co kobieta powinna odzyskać niezależnie od tego, czy lubi swój biust?
Ta relacja zmienia się, jest kształtowana przez kontekst kulturowy. Inaczej przeżywają ją nastolatki, inaczej młode kobiety, a jeszcze inaczej te, które doświadczyły ciąży, karmienia piersią, choroby czy menopauzy. Dodatkowo społeczne komunikaty – reklamy, media, pornografia – narzucają ideał piersi nieosiągalny dla większości kobiet. To sprawia, że nawet naturalne zmiany, wynikające choćby z wieku, bywają interpretowane jako „utrata” czy „defekt”, a nie jako część historii ciała. Relację kobiet z własnymi piersiami mogę podsumować doświadczeniem, jakie wyniosłam z kręgów kobiet: mało która jest z nich zadowolona, a jednocześnie bywają dla nas źródłem mocy, przyjemności i obszarem kontaktu z samą sobą.
W jaki sposób mogą być miejscem kontaktu ze sobą, kiedy uważamy je za, jak to pani ujęła, obiekt do oglądania?
W wielu technikach psychologicznych obszar serca, a więc i piersi, to miejsce, którego dotykanie pomaga uspokoić się, uziemić, a dzięki temu wrócić do kontaktu ze sobą. Kiedy jestem poddenerwowana, kiedy czuję, że nie wiem, o co mi chodzi, dotykam jedną ręką obszaru serca, a więc piersi, a drugą brzucha, i to mi pomaga. Niezwykle ważnym doświadczeniem było dla mnie karmienie piersią dziecka. Jednocześnie piersi są ważnym aspektem mojej seksualności. Warto polubić swoje piersi, bo wtedy można czerpać z nich poczucie kobiecej mocy i doświadczać – na różne sposoby – miłości.
Czytaj także: Piersi – drogocenna i wrażliwa część kobiecego ciała. Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem
Pochodzę z rodziny, w której czytało się książki i pracowało nad sobą, a nie przeglądało w lustrze. Dbanie o intelekt było nagradzane, a o wygląd – leciutko wyszydzane. Dla mnie jednak, jako dziewczynki, a potem kobiety, wygląd był ważny. Dziś mam 47 lat i od czasu, kiedy zaczęłam ćwiczyć, chodzić na ściankę wspinaczkową, moje piersi stały się ładniejsze. Patrzenie na siebie w lustrze z życzliwością stało się dla mnie rodzajem rytuału. Mówię o tym dlatego, że z badań wynika, że stosunek dziewczynek i młodych kobiet do ich piersi niewiele różni się od stosunku ich matek czy babek. Nadal jest nieżyczliwy, w relacji ja – piersi dominują kompleksy.
To znaczy, że zmiany kulturowe: większa akceptacja dla odsłaniania ciała w przestrzeni publicznej, otwartość kobiet na przyjemność płynącą z seksu oraz idee feministyczne – nie mają pozytywnego wpływu na stosunek kobiet do ich własnych piersi?
Kiedy dorastałam, wydawało mi się, że edukacja spowoduje, że na przykład znikną ze ścian kalendarze z gołymi paniami. Nie zniknęły. Dziś mamy wręcz zalew nagości, na czerwonych dywanach, na ściankach – wszędzie widzimy prawie nagie kobiety. Pokazywanie piersi w mediach niekoniecznie oznacza większą swobodę kobiet w doświadczaniu własnego ciała. Często jest wręcz przeciwnie, bo im więcej „dozwolonej” nagości, tym silniejsza presja, by była ona zgodna z określonym kanonem: młodym, jędrnym, symetrycznym i pozbawionym jakichkolwiek niedoskonałości. W efekcie kobiety jeszcze bardziej patrzą na swoje piersi oczami zewnętrznego obserwatora, oceniając je pod kątem tego, czy nadają się do pokazania, zamiast zastanowić się, jak się z nimi czują.
Czyli mamy apel do gwiazd i celebrytek: mniej nagich piersi w mediach dla dobra wszystkich kobiet!
Oczywiście można zastanowić się, jaki wpływ na nas jako na społeczeństwo ma akceptacja dla nagości i seksualizacja. Ktoś powie: przecież feministki, które chcą odzyskać ciała kobiet dla kobiet, mówią, że mamy prawo pokazywać piersi. Tak, ale liberalizacja obyczajowa nie idzie jednak w parze z edukacją.
Czytaj także: Nagość jest najbardziej pierwotną częścią nas. Zamiast ją tłumić, odkryj ją i zaakceptuj
Dziewczynki i młode kobiety są wystawiane na obrazy aż kipiące od seksualności, ale nie uczy się ich mówienia o granicach, zgodzie, przyjemności czy wstydzie. To powoduje chaos: z jednej strony komunikat „możesz wszystko”, z drugiej – brutalne sankcje w postaci hejtu. Dopiero wtedy, gdy kobiety realnie odzyskają prawo do decydowania o tym, jak, kiedy i czy w ogóle chcą piersi pokazywać, będzie można mówić o zmianie na plus. Na razie dla wielu kobiet jest to bardziej źródło presji niż wolności. A akcje społeczne, jak ta polegająca na noszeniu podkoszulków z napisem: „Jeśli widzisz moje sutki, to dlatego, że je mam”, to jedynie niewielki bunt przeciwko uprzedmiotawianiu naszych ciał.
Czytaj także: Uwolnić piersi – czy staniki są nam jeszcze potrzebne?
Pytanie, na ile nasza relacja z piersiami jest przeżywana kolektywnie, a na ile indywidualnie?
Odpowiedź nie jest prosta. My, kobiety, bardzo się różnimy i dlatego często kompletnie się nie rozumiemy. Kiedy prowadziłam badania dotyczące menstruacji, okazało się, że każda badana doświadcza jej na swój sposób. Jedna lubi wtedy uprawiać seks, bo pochwa jest silnie nawilżona, a piersi bardzo czułe na dotyk. Druga celebruje menstruację jako wydarzenie duchowe. Kolejna odczuwa tak silne dolegliwości, że jest wyłączona z życia.
Ponieważ różnice są aż tak duże, często jedna kobieta uważa, że druga przesadza albo ściemnia. Podobnie jest z piersiami. Jedne z nas czują je bardziej, inne mniej. Część ma taką budowę fizjologiczną, że piersi w naturalny sposób stają się źródłem przyjemności, o ile w rodzinnym domu nie doświadczyłyśmy negatywnego modelowania stosunku do kobiecości.
Czytaj także: Piersi – jak odzyskać kontakt z najczulszymi partiami kobiecego ciała?
Czyli nie wszystkim nam piersi dają przyjemność w naturalny sposób?
Są kobiety, które muszą przejść trudną drogę, pokonać wstyd, kompleksy i otworzyć się na doznania cielesne, aby móc czerpać przyjemność ze stymulacji piersi. Ponieważ system nerwowy musi się nauczyć doświadczać przyjemności, wymaga to dania sobie czasu, uważności i systematyczności w pieszczeniu piersi.
Ale też powiedzenia sobie, że piersi są dla mnie ważne i chcę, aby były źródłem rozkoszy. Co ciekawe, kobiety, które w naturalny sposób nawiązały dobrą relację ze swoimi piersiami, częściej myślą o profilaktyce nowotworowej i wykonują badania piersi.
Naprawdę?
Celem raportu „Piersi w Polsce” było właśnie sprawdzenie, czemu kobiety się nie badają, a nawet badają coraz rzadziej, co się wydaje kompletnie nieracjonalne. Pytane o przyczyny najczęściej mówią, że są zabiegane, że praca, dzieci, że jedyne, co robią, to czasem swoich piersi dotykają, żeby sprawdzić, czy jest OK. Jeśli USG czy nawet mammografia trafiają na ich listę zadań, to dopiero na szary koniec.
Ale zabieganie to tylko pierwsza odpowiedź. Druga brzmi: kobiety się nie badają, bo boją się diagnozy i procesu leczenia. Boją się, że stracą włosy, że będą okropnie wyglądały, że się zestarzeją. W pierwszym momencie to także wydaje się absurdalne, bo przecież im później zdiagnozuje się raka, tym trudniejsze będzie leczenie. Jednak podczas rozmów z kobietami, które już przeszły terapię, usłyszałam wiele historii, które pomogły mi zrozumieć taką postawę. Tym, co kobiety wspominają jako bardzo dotkliwe i traumatyzujące, jest przedmiotowe traktowanie przez lekarzy, a część pacjentek tego właśnie doświadczyła.
Diagnoza jako początek drogi przez mękę w systemie NFZ – nikogo to chyba nie zaskakuje?
Niestety, dlatego warto mówić o tym, czego sama dowiedziałam się podczas tego projektu, a mianowicie: w ramach NFZ-owskiego programu Breast Cancer Unit działa w Polsce około 20 ośrodków, które zatrudniają lekarzy wyszkolonych specjalnie do pracy z kobietami z nowotworem piersi, a także psychoonkologów, chirurgów i plastyków. Po diagnozie mogą więc trafić do ośrodków, gdzie będą traktowane super i co więcej, będą miały zapewnioną rekonstrukcję piersi. Szkoda tylko, że takich ośrodków jest jedynie 20.
Czytaj także: Onkologia pędzi jak pendolino: nowe metody leczenia raka piersi dają powody do optymizmu
Co się dzieje z kobiecością, kiedy okazuje się, że piersi są chore?
Realizując projekt „Piersi w Polsce”, przeprowadziłam wiele rozmów z kobietami, i choć w swojej ponad 20-letniej pracy badaczki nigdy nie płaczę, nie byłam w stanie powstrzymać łez. Słyszałam opowieści o tym, jak bardzo tę kobiecość się wtedy traci. Nie tylko dlatego, że piersi zostały odjęte, że dokonano mastektomii, ale też dlatego, że jeśli choroba zaszła za daleko, konieczne było usunięcie także organów rodnych. Oznacza to m.in. przedwczesną menopauzę. Dla młodych kobiet bywa to życiową tragedią. Słyszałam od nich, jak jest im trudno choćby znajdować przyjemność w zbliżeniach z partnerem. Że one chcą tylko jednego: przeżyć kolejny dzień.
Czy rekonstrukcja piersi to także początek rekonstrukcji kobiecej siły?
Tak, wiele kobiet znajduje pocieszenie w tym, że mają teraz ładniejsze piersi niż przedtem. Równej wielkości, podniesione, jędrne. Kobietom bardzo pomaga w tym, co się stało, wspólnota z innymi kobietami w podobnej sytuacji.Wielkie znaczenie dla odzyskania siły mają stowarzyszenia i fundacje, jak na przykład Amazonki. Warto poszukać takiej wspólnoty, nawet jeśli myślimy, że nam to niepotrzebne, że nie chcemy o tym, co przeżyłyśmy, z nikim rozmawiać. Warto się przełamać, bo takie spotkania pomagają odzyskać poczucie mocy i radości.
Czytaj także: Magda Atkins: „Rak zmienia wszystko. Teraz doceniam to, co w życiu ważne”
Co dla pani było najbardziej poruszające podczas tych badań?
Konsekwencje społeczne diagnozy. Czyli sytuacje, w których mąż po tym, jak się dowiaduje o raku piersi, zostawia kobietę, pracodawca ją zwalnia, a przyjaciółki się od niej odsuwają. Wiele kobiet, z którymi rozmawiałam, boi się, że tak będzie, a to znaczy, że słyszały o tym, że diagnoza grozi utratą partnera, pracy, a nawet przyjaciółki. Szokujące jest dla mnie, że te konsekwencje są takie same w 2026 roku, jakie były w latach 70. Przyznaję, że rozmowy podczas tego projektu zmieniły wiele moich przekonań. Mam znacznie więcej zrozumienia dla kobiet, dla ich motywacji. Łatwiej mi zrozumieć te, które się nie badają. Z drugiej strony jestem przejęta tym, jak mało wiemy o piersiach, i mam potrzebę dzielenia się tym, czego się dowiedziałam. Na przykład, że chociaż mam specyficzną budowę piersi i wykonuję USG, to powinnam też robić mammografię.
Jak więc dobrze dbać o profilaktykę?
Aż 89 procent Polek ma poczucie, że dba o profilaktykę, badając je samodzielnie za pomocą metody palpacyjnej. To ważne, aby robić to co miesiąc, ale też koniecznie trzeba raz do roku iść do lekarza. Szkoda tylko, że w Polsce nie jest tak, jak na przykład w Holandii, gdzie kobiety po prostu idą się przebadać, a jeśli mają diagnozę, wchodzą na ścieżkę szybkiej terapii i trafiają do ośrodków, które nie tylko mają nowoczesne metody terapii, ale też wysoki poziom dbałości o godność pacjentek.
Marta Majchrzak, psycholożka społeczna, badaczka i ekspertka w obszarze zmian społecznych dotyczących kobiet. Założycielka pracowni badawczej Herstories. Wspomniany raport „Piersi w Polsce” powstał na zlecenie fundacji SEXEDPL.
Założona przez Anję Rubik Fundacja SEXEDPL jest multimedialną platformą, która zapewnia edukację w zakresie praw człowieka, seksualności, równości płci, związków i reprodukcji. Przekazuje rzetelną wiedzę, współpracując z czołowymi ekspertami i ekspertkami. Prowadzi telefon zaufania, Antyprzemocową Linię Pomocy (720 720 020, czynna codziennie od 12.00 do 20.00).