Co nas różni, co nas podnieca

Dwa tygodnie poza domem w dalekim, lecz bliskim Izraelu. Tyle nas różni, a tak wiele podobieństw. Mam wrażenie, że w tym kraju wszyscy mieli dziadka z Polski, także taksówkarz, który wiezie mnie na lotnisko.
Dzięki podróży można czasami uzyskać dystans do własnego kraju i rodziny – stanąć na chwilę jakby obok swego życia… Zepsuł mi się dźwięk w komputerze, dlatego z żoną na Skypie rozmawiamy, pisząc dialog. Znakomity pomysł! Jaka harmonia, żadnych konfliktów. Postanowiłem, że w domu też tak będziemy.

reklama

W Izraelu mieszkałem w trzech miejscach: w Jerozolimie, Aszkelonie i Tel Awiwie. Trzy miasta w jednym kraju, a jak różne światy. Jerozolima zacięta w swoich religijnych fanatyzmach… Niesamowite, że te trzy miejsca kultu niechętnych sobie religii przylegają do siebie placami, zanurzone w wielkim bazarze. Dziewczyny z karabinami obok ortodoksów w czerni, którzy nie uznają armii, państwa, nawet koszul z krótkim rękawem u kobiet…

Aszkelon tuż obok białych murów palestyńskiej Gazy. Miasto nowej kiepskiej architektury, zaśmiecone. Połowa mieszkańców mówi po rosyjsku. Kobieta z Ukrainy o twarzy jak księżyc w pełni mówi mi: „albo zepchną nas do morza, albo damy przykład światu”. A morze tuż-tuż… Fale sztormu wyrzucają mi pod stopy skorupy amfor…

Tel Awiw, skrzyżowanie Europy i Ameryki Łacińskiej, las wieżowców nad brzegiem, tysiące knajp czynnych całą noc, setki bajecznie kolorowych prostytutek, pary gejowskie… Ile sprzeczności i neurastenii. Że nie może jej być więcej niż w Polsce? A może! My nie mając teraz wrogów, sami skaczemy sobie do gardeł. Oni, chociaż na ostrzu noża, też sobie skaczą. Głupio pocieszać się cudzymi dramatami, ale jak normalnie wydaje się u nas wobec ich domu wariatów. Jestem w holu teatru, za chwilę spektakl o dramacie Gazy, jeden powie – wrogiej twierdzy, która szyje w Izrael rakietami, inny – nie nieszczęsnego getta, gdzie ponad milion ludzi gnieździ się w nieludzkich warunkach. Jak ten dramat rozwiązać?

W szpitalu Hadassa w Jerozolimie spotykam Hasana, chłopca z Gazy. Ciężko chory na płuca, skierowanie dostał od izraelskiego lekarza. Inny chłopiec palestyński – cudem ocalony przez kosztowną operację, dokonaną przez izraelskich chirurgów – stał się słynny, gdy jego matka pytana, kim chce, aby jej syn został w przyszłości, odparła: szahidem, czyli islamskim męczennikiem samobójcą…

A w holu teatru, gdzie tłum, widzę strefę wolnej przestrzeni – na podłodze leży starszy człowiek, wygląda na umierającego… Krząta się przy nim jak w ukropie ekipa medyczna. Już pod kroplówką, intubowany, impulsy elektryczne… toczy się dramatyczna walka życia ze śmiercią… Żona obok, bezradna, ktoś podsuwa jej krzesło. Siada i zasłania oczy. Zapewne syn, gdyż podobny do leżącego, chodzi tam i z powrotem, kręcąc z niedowierzaniem głową. Zdumiewające – nikt nie podchodzi i nie patrzy na tę scenę, jakby ludzi od dramatu oddzielała ściana. To ściana szacunku dla życia i śmierci. Czy ona też nie dzieli islamu od naszej cywilizacji?

A w domu mały Franek ma już same okrągłości, jakby składał się z wielu piłek, dużych, małych i malutkich… Antoś zaczyna interesować się tym, co sprawia kłopot nawet dorosłym. Wczoraj zapytał mamę: „Ty nie masz, mama, siusiaka, to co tam masz? Pokaż?”. Jako że nie dostał tego, o co prosił, pokazał potem w ogrodzie siusiaka Julii, o dwa lata młodszej sąsiadce. Oczekiwał rewanżu. Ona nie pojęła, o co mu chodzi, wdzięcznie dygnęła i odparła – „a ja mam sukienkę” – i pokazała mu ją. Są więc już pierwsze nieporozumienia w sprawach różnicy płci. I pomyśleć, że to dopiero początek… Oby tylko to nas serdecznie różniło.

Czytaj więcej na http://Jastrun.zwierciadlo.pl/blog

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »