Maciej Stuhr: Algorytm

Algorytm
123rf.com

…bo „tylko Ty się liczysz”, to było tylko „tak w pewnym sensie”.
Kobieta i mężczyzna. Dwa światy. Cytując klasykę, można powiedzieć, że istnieje między nami zdecydowanie zbyt duża różnica płci… Przyciągamy się nieodmiennie i nieskończenie jak magnesy. Nie możemy czy raczej nie bardzo potrafimy sobie wyobrazić życia bez siebie. Nasze myśli i działania, które poświęcamy sobie nawzajem, kosztują nas tyle zachodu, sił i energii, że gdyby chcieć to wykorzystać, na przykład w rozwoju idei podbicia kosmosu, z pewnością od dawna bylibyśmy już na Marsie. Lecz nawet gdy traktujemy się jak dwie odnalezione połówki jabłka, łatwo nie jest! Umówmy się!

No bo tak. Na początku i nie tylko na początku jest pięknie. Niewyobrażalnie pięknie! Spotykamy się i faktycznie tego świata poza sobą nie widzimy. Prezentujemy się wspaniale! Sami siebie jesteśmy w stanie pokochać! A już w obliczu faktu, że drugi człowiek stawia nas przed sześcioma miliardami innych ludzi, stajemy się nadludźmi (przepraszam za nieprzyjemne konotacje)! On woli spotkać się z nią, niż pójść na swój regularny, ukochany trening. Ona przełoży bez mrugnięcia okiem wizytę w galerii (sztuki lub tej drugiej…) czy spotkanie z psiapsiółą. „Bo tylko ty się liczysz!” i „świata poza tobą nie widzę!” Wspaniale, tylko że, oczywiście, ten trening to w sumie tak troszkę jednak też jest fajny i ważny, a i ta galeria (sztuki lub ta druga) miła niewieściemu sercu. I też się liczy! No więc „bo TYLKO TY się liczysz”, to było tylko „tak w pewnym sensie”.

No więc potem robi się troszkę gorzej… „Tylko ty się liczysz i w ogóle jesteś najważniejsza, ale ten trening to też jest fajna sprawa…”. „No dobrze, idź sobie, jeśli taki jest twój wybór!” No i zaczyna się leciutka kiszeczka… „Zbierając na naszą wspólną przyszłość, zainwestowałam w czwartą parę butów w tym miesiącu, żeby ci się jeszcze bardziej podobać!” Albo: „Wiem, kochanie, że zawsze chodzimy na komedie romantyczne, ale może dziś poszlibyśmy jednak na coś fajnego?”. No i sytuacja może być klasyfikowana powoli w kategorii zwanej w wulgarnych kręgach „d*pą”!

A potem: „Panowie, wiecie, co ja mam w domu?! Masakra, dajcie mi fajkę, chociaż nie palę, nalejcie jeszcze jednego, chociaż miałem nie pić!”. A z drugiej strony: „Stefan dawniej był taki wspaniały, troskliwy, czuły, a teraz tylko praca, trening i PlayStation!”. „Mariola kiedyś to ho, ho, ho, hejże hola cztery razy dziennie, a teraz chroniczny ból głowy…!”

A potem: „Henryk, dlaczego ty się w dekoltaż obcym kobietom spoglądasz podczas mszy świętej niedzielnej? Co ty sobie wtedy w ogóle myślisz?”. (Tak jakby on sobie wtedy cokolwiek zdążył pomyśleć…). Albo: „Halina, a ja przeczucia na twój temat posiadam nieodparte, że ty się bardziej w tym piosenkarzu zakochujesz niż we mnie, twym mężu, mężczyźnie i opoce!”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »