Hygge, dolce vita… A jak cieszyć się życiem po polsku?

Jak polepszyć sobie humor? Kiedy okazuje się, że doraźne sposoby na poprawę nastroju nie wystarczają, szukamy czegoś bardziej uniwersalnego, stałego, swego rodzaju filozofii życiowej. Dlatego tak bardzo przemawiają do naszej wyobraźni trendy i nurty lifestylowe, które podpowiadają nam, jak inne narodowości cieszą się życiem.

O bardzo modnym ostatnio duńskim hygge wiemy już chyba wszystko. Jak tymczasem poprawiają sobie samopoczucie mieszkający na przeciwnym krańcu Europy Włosi? Ich patent na szczęście to dolce vita.

Małe przyjemności we włoskim stylu

Koncept dolce vita polega na tym, żeby być obecnym i uważnym w chwilach, które przynoszą nam radość. Dolce vita to degustowanie świata wszystkimi zmysłami. To smaki kuchni włoskiej, która opiera się na prostocie, cieszenie się pięknem przyrody, uwielbienie dla rodziny, nieżałowanie czasu na wspólne posiłki i przerwy na kawę.

Włosi są bardzo przywiązani do pewnych rytuałów, które dają im poczucie stabilizacji i tego, że wszystko jest na swoim miejscu. Jedzą posiłki o stałych porach, a poszczególne dania dzielą na typowo poranne albo wieczorne. Na przykład słodkie bułki są tylko na śniadanie, pizza – na kolację, a mleczna kawa – wyłącznie do południa. Inaczej jest z espresso, którym można rozkoszować się od rana do nocy. Dobra kawa to bowiem – nomen omen – esencja dolce vita.

Jak poprawić sobie humor pod każdą szerokością geograficzną?

Narodowy sposób na szczęście w dużej mierze zależy od położenia geograficznego danego kraju. W zimnej i ciemnej Skandynawii hygge ma na celu przede wszystkim rozgrzanie i rozświetlenie. Źródłem dobrego samopoczucia jest dosłowne i metaforyczne ciepło. Włoskie dolce vita polega na docenianiu każdego pojedynczego dnia, który zwykle w tym kraju bywa piękny i słoneczny. Gioia di vivere, czyli włoska radość życia, to chwila na poranne cappuccino w kafejce, z widokiem na rozświetloną słońcem ulicę albo przerwa od pracy spędzona na świeżym powietrzu, z filiżanką doskonałego espresso.

W Polsce wiosną i latem zazwyczaj łatwo nam przychodzi radzenie sobie ze smutkiem. Kiedy jednak rozpocznie się jesienno-zimowe, półroczne ochłodzenie, z ulic i domów znikają żywe kolory. Rozpoczyna się ogólnonarodowe narzekanie, że na polskich ulicach jest szaro i ponuro, że roztopiony śnieg ma kolor błota, że nosimy bure ubrania, że kurtki i płaszcze zimowe są tylko czarne albo brązowe.

Ale te kolory paradoksalnie są również naszą narodową terapią. Otulają nas. Lubimy łagodne beże, słodkie jak mleczna latte albo budyń o smaku toffi. Brązy, kojące jak zupa grzybowa, bigos po myśliwsku czy tort orzechowy. Głębokie czernie, wytrawne i szlachetne jak gorzka czekolada albo aromatyczne espresso. Od takich kolorów robi się cieplej.

Kawa – wspólny element różnych sposobów na szczęście

Przy okazji tematu poszukiwania szczęścia w celebrowaniu drobnych przyjemności kawa pojawia się wszędzie. Skandynawowie piją ją hektolitrami. W znanym skandynawskim kryminale, „Millennium” Stiega Larssona, kawa pojawia się ponad sto razy w każdym tomie. Refren jednej z kultowych duńskich piosenek, „Szczęśliwy dzień Svantego”, w wolnym tłumaczeniu brzmi: „Życie nie jest wcale takie najgorsze. Już za chwilę będzie gotowa kawa” (tekst oryginalny: Benny Andersen). Kawa w najróżniejszych odmianach jest również niezwykle ważnym elementem włoskiego dolce vita. Włosi to przecież jej prawdziwi koneserzy.

Sprawdź, jak zrobić doskonałe domowe espresso>>

Nie brakuje jej także w polskich domach. Niegdyś z trudem zdobywana, mielona w drewnianych młynkach z korbką, wręczana z okazji imienin, w wersji zbożowej podawana nawet dzieciom. Dziś pita w najlepszym możliwym wydaniu, często z markowych włoskich ekspresów, z mlekiem, pianką, bitą śmietanką.

Jak zrobić cappuccino z idealną pianką? Co to w ogóle znaczy idealna pianka z mleka? Jakiego mleka powinno się używać do spieniania? Zadbaj o szczegóły i poznaj przepisy na najlepsze kawy mleczne >>

Polskie dolce vita

Polski sposób na szczęście? Umiejętność radzenia sobie w trudnych czasach. I wcale nie chodzi o to, żeby się oszukiwać, że jesteśmy wszechmocni, że wszystko zawsze dobrze się kończy, że spełnienie marzeń i pokonanie kłopotów jest na wyciągnięcie ręki.

Chodzi o to, żeby dobrze żyć niezależnie od tego, co dzieje się wokół nas. Najlepiej, jak potrafimy. Dbać o szczegóły – w każdej sytuacji, nawet wtedy, gdy jest źle i nic się nie chce. Mieć dom, niedoskonały, ale pełen wysmakowanych drobiazgów, pachnący świeżo zmieloną kawą i ciastem drożdżowym. Na święta ubrać choinkę, a latem postawić na stole miseczkę truskawek. Polać leniwe bułką tartą zrumienioną na roztopionym maśle. Zrobić dobrą kawę z ekspresu, z idealną, 3-milimetrową orzechową pianką. Usiąść z nią na chwilę wytchnienia, planów i dobrych, ważnych myśli.

Dlatego polskim ośrodkiem szczęścia jest dom. Hygge podkręca swą moc przedmiotami-otulaczami, akcesoriami, które mają za zadanie rozgrzewać myśli i uczucia. Dolce vita otwiera się na świat, wychodzi na zewnątrz, celebruje piękną pogodę. W Danii pije się kawę przy kominku, w kubku z wełnianym ocieplaczem. We Włoszech w kawiarnianym ogródku. A w Polsce? Najchętniej w domu. W łóżku, przy stole, w fotelu, z gośćmi, z mężem, przyjaciółką, z gazetą albo książką. Hygge i dolce vita po polsku? To stare i dobrze znane ciepło domowego ogniska.

W butelce wina jest więcej filozofii niż w niejednej książce – twierdził Ludwik Pasteur. To samo można powiedzieć o kawie.

Artykuł powstał we współpracy z marką De’Longhi.