Słuchasz mnie? Felieton Tomasza Sobierajskiego

fot.123rf

Być może czytasz ten tekst w kolejce po skarpetki dla wujka Zdziśka, który zaskoczył Cię i postanowił skorzystać z zaproszenia na święta. Liczysz na to, że w tym felietonie pomogę Ci w wyborze koloru? OK. Kup czarne, ale to i tak nie ma znaczenia. Bo wujek Zdzisiek nie ma dla Ciebie znaczenia.

reklama

Przestaliśmy się obchodzić i słuchać. Nie Ty mnie ani ja Ciebie, bo jeśli czytasz ten felieton, to znaczy, że jeszcze trochę Cię obchodzę. A Ty mnie obchodzisz Czytelniczko/Czytelniku, bo to dla Ciebie i do Ciebie piszę te felietony. Czasem mi się wizualizujesz.

Wyobrażam sobie Twoją pochyloną sylwetkę nad tą kartką papieru. Widzę Cię, jak czytasz mój felieton w pociągu, w tramwaju, w łóżku, u fryzjera. Myślę sobie – z nadzieją – że może zaczynasz lekturę SENSu od moich felietonów. Czasem się na mnie złościsz, czasem się ze mną zgadzasz. Może chcesz napisać do mnie, podzielić się tym, że czujesz to samo i tak samo jak ja, ale w ostatniej chwili rezygnujesz… Myślisz: „Nie warto zawracać mu głowy”. Niesłusznie. Jeśli napiszesz do mnie, co myślisz i jak mój felieton oddziałał na Ciebie, będzie to dla mnie największą nagrodą.

Bo nie piszę tych felietonów dla siebie. Piszę je zawsze dla Ciebie. I bardzo interesuje mnie to, co podczas lektury dzieje się w Twojej głowie, duszy, sercu… Zastanawiasz się, czy to, o czym piszę, działo się naprawdę? Właściwie nie wiesz, dlaczego Cię to interesuje. Może taka jest ludzka natura, a może zupełnie bez powodu. Interesuje i już. Nie chcesz się z tego tłumaczyć. Szanuję to.

Niezależnie od charakteru naszej relacji – ona trwa. Jesteśmy sobą zainteresowani. Ja wsłuchuję się w Ciebie, zastanawiam się, czym podzielić się z Tobą tym razem, o czym Ci opowiedzieć, w jaki sposób. Głowię się nad tym, jak Ci to przekazać, pracuję nad formą i dopieszczam każde słowo. Przekazuję Ci część mnie, po kawałku, zwierzam się i dzielę nierzadko intymnymi spostrzeżeniami. A Ty?

Ty mnie słuchasz, czytając to, o czym piszę. Czasem spoglądasz na moje zdjęcie przy felietonie i dzięki temu jest Ci łatwiej odnaleźć mnie w tej historii. Mam nadzieję, że to, co piszę, pomaga Ci też zrozumieć wiele rzeczy. Może nawet widzisz mnie w sytuacjach, o których piszę. Może mam wtedy na sobie tę samą koszulkę. Rozmawiamy ze sobą. Zależy nam na sobie. Dbamy o siebie, choć się nie znamy. Nie jesteśmy nawet „znajomymi”na fejsie. I o to w tym chodzi.

Ale co potem? Kończysz czytanie, zamykasz SENS, odkładasz na półkę, pożyczasz koleżance. Może myślisz o tym, że nie możesz się doczekać kolejnego numeru, a może zapominasz o mnie na cały miesiąc. Albo na całe życie, jeśli okaże się, że to, o czym Ci opowiadałem, nie było dla Ciebie ważne. Niemniej jesteśmy szczęściarzami, bo wysłuchaliśmy się chociaż przez chwilę. Nie myl tego ze słyszeniem. Słuchanie to sztuka, którą musimy doskonalić i która – zaniedbana – niezwykle mocno stępia się w ciągu całego życia.

Najlepszymi słuchaczami, zupełnie naturalnie, są dzieci. Kiedy dorastamy, wydaje nam się, że nie musimy już nikogo słuchać. Po co?! Przecież wszystko wiemy. W dorosłości tak mocno walczymy o czas i atencję innych, że każdą chwilę uwagi poświęcamy na mówienie o sobie. Nie słuchamy. Mówimy, mówimy, mówimy. O sobie, o sobie, o sobie. Wszystko jest o nas. Nie ma w tym drugiego człowieka.

Dajemy takie prezenty, jakie sami chcielibyśmy dostać, mówimy innym to, co sami chcielibyśmy usłyszeć. Ani razu nie myśląc o tym, jak czuje się druga osoba. Wymuszamy na innych komplementy, nie dając ich w zamian. Spotykamy się z przyjaciółmi tylko po to, żeby się dowartościować i obejrzeć w nich jak w niemym lustrze. A przecież przyjaciele, znajomi coś do nas mówią. Nie słuchamy.

Zbyt dużo szumu jest w naszych głowach, żeby wprowadzać do nich inne fale dźwiękowe. Nie interferujemy. Mamy blokadę w naszych uszach i mózgu. Czyjaś historia? Skasuj. Zablokuj. Nałóż ban. Moja historia? Wyślij. Rozwiń. Podkręć.

Dlaczego o tym piszę? Bo chcę sprawić, żebyś odłożyła/odłożył skarpetki dla wujka Zdziśka i zastanowiła się/zastanowił się, co sprawi mu największą radość.

Wiesz już? Wiesz. Zatem jak wujek Zdzisiek przyjedzie do Ciebie, to nie dawaj mu kolejnego materialnego prezentu, którego nie potrzebuje i który nic nie mówi o waszej relacji. Usiądź z nim, przy nim, spójrz mu w oczy i po prostu zapytaj: „Wujku, dawno nie rozmawialiśmy, powiedz mi, co czułeś, gdy zmarła ciocia”.

Ścisnęło Cię choć trochę w żołądku? I o to właśnie chodzi.

Takiej bliskości życzę Ci na święta.

PS Joanna ostatnio zapytała mnie: „Jaki prezent chciałbyś dostać najbardziej?”. Odpowiedziałem: „Chciałbym, żeby ktoś poświęcił mi choć trochę czasu, pobył ze mną tak naprawdę, porozmawiał, wysłuchał. Ale nie oczekuję już tego, bo wiem, że większości ludzi nie stać na takie prezenty”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »