Rio Grande

123RF.com / Gardziel Rio Grande w pobliżu Taos Nowy Meksyk, USA

Na tym etapie podróży pewnie nieraz mijaliśmy już samochody US Border Patrol (patrolu granicznego), które będą nam towarzyszyć do końca trasy. Na znacznych obszarach Teksasu zdecydowanie skuteczniejszą barierą dla nielegalnych imigrantów jest pustynia, a nie rzeka Rio Grande. Zamiast więc strzec jej brzegów, patrole graniczne obstawiają nieliczne w okolicy drogi, organizując blokady i lotne kontrole. Dlatego zawsze trzeba mieć przy sobie wymagane dokumenty.
Za Uvalde US 90 zwęża się tak, że kierowcy mają do swojej dyspozycji tylko jeden pas ruchu w każdą ze stron. Liczący 116 km odcinek do Del Rio nie wyróżnia się niczym specjalnym. Jedyną atrakcją jest Bracketville, gdzie JohnWayne kręcił film Alamo. Niewiele więcej ma do zaoferowania podróżnym Del Rio. Poza bazą sił powietrznych Laughlin Air Force znajdziemy tu liczne supermarkety, w których zaopatrują się jednodniowy turyści z pobliskiego meksykańskiego miasteczka Ciudad Acuna. Do obejrzenia jest też kilka budynków z XIX w.

reklama

19 km na południowy zachód od miasteczka znajduje się Amistad Reservoir, „trzeci pod względem wielkości sztuczny zbiornik na świecie”. Powstał w wyniku budowy tamy Amistad, której inauguracji dokonali wspólnie w 1969 r. prezydenci USA i Meksyku. Ogromna betonowa ściana ostatecznie położyła kres wizerunkowi Rio Grande jako „dzikiej, malowniczej rzeki”, która zapisała się złotymi zgłoskami w klasycznych opowieściach z Dzikiego Zachodu. Stojąc na tamie z jedną nogą w Meksyku, a drugą w Stanach Zjednoczonych, w dole zobaczyć można wędkarzy, a nawet nurków. W odległości 48 km od tamy leży najwyższy most w Teksasie, którym pokonujemy głęboki kanion rzeki Pecos, wpadającej niedaleko stąd do Rio Grande. Znak „zakaz skoków z mostu” postawiono trochę na wyrost, niemniej jednak warto zatrzymać się tu na chwilę, by popatrzeć przez chwilę na kanion oraz krążące majestatycznie w górze orły i sokoły. Za rzeką Pecos nie ma już najmniejszych wątpliwości, że znaleźliśmy się na pustyni. Miasteczko Langtry to brama do „prawdziwego” Dzikiego Zachodu.

W tym miasteczku mieszkał sędzia Roy Bean stanowiący „prawo na zachód od Pecos”. Bean był sklepikarzem, który mimo że nie miał pojęcia o prawie, został wybrany Sędzią Pokoju w 1882 r. W należącej do niego knajpie, a zarazem sali rozpraw położonej 100 m od suchego jak pieprz kanionu Rio Grande, dziś mieści się muzeum i biuro informacji turystycznej. Kolejne 193 km US 90 prowadzi przez pustkowie do Marathon. Tutaj w odrestaurowanym luksusowym hotelu Gage Hotel (to tak naprawdę jedyne rozsądne miejsce na nocleg na odcinku z San Antonio) można się zastanowić, czy nadłożyć drogi, by zobaczyć Big Bend National Park, czy też powrócić na autostradę I-10.

Niedźwiedzie i pumy

Trudno nie zachwalać Big Bend National Park. Już sama droga dojazdowa (64 km ) US 385 zachwyca widokami na spowite mgłą góry z gigantycznym szczytem w kształcie piramidy pośrodku. Kiedy wydaje się, że kolizja jest nieuchronna, droga w ostatniej chwili omija skalną ścianę i otwiera się na kolejne piękne widoki. Od granicy parku do ośrodka informacji turystycznej jest 48 km. Stąd trzeba jeszcze pokonać kolejne 19 km, by dotrzeć do głównej atrakcji parku Chisos Basin. Przepiękna droga, za wąska dla dużych samochodów terenowych, pnie się w górę głównego masywu. Po obu jej stronach wyrastają ogromne juki. Droga wije się wśród ogromnych głazów zboczem porośniętym kwitnącymi na różowo kaktusami i innymi sukulentami. Końcówka tej niezwykle malowniczej drogi to kilka serpentyn opadających do otoczonej górami trawiastej kotliny, na dnie której znajdują się motel, pole kempingowe i inne udogodnienia dla turystów. W okolicy spotkać można niedźwiedzie i pumy, niektórzy będą zatem woleli trzymać się blisko zabudowań. Nawet tu jednak turyści nie mogą się czuć bezpieczni. Na progach lubią wylegiwać się grzechotniki. Odważnym dedykowane są oznakowane szlaki pozwalające na bliższe poznanie tych dzikich terenów. Najciekawszy z nich liczy 5 km i prowadzi do Window (okna), naturalnej przerwy w łańcuchu górskim, przez którą można podziwiać pustynny płaskowyż.

Spływy tratwami

Na zachód od parku biegnie State 170, znana też jako River Road (Rzeczna Droga) – jedna z najbardziej malowniczych dróg Teksasu, która styka się z rzeką Rio Grande w położonym 66 km na zachód od Chisos Basin małym kurorcie Lajitas. Jego specjalność to spływy kanionem Santa Elena. Do niedawna Lajitas mogło się poszczycić kozłem pijącym piwo, który na dodatek został wybrany burmistrzem miasteczka. Clay Henry III, bo tak nazywało się zwierzę, wolał jednak piwo od polityki i stracił stanowisko. Przez 80 km za Lajitas River Road biegnie obok Rio Grande, pokonując gdzieniegdzie skalne wzniesienia albo wijąc się wśród intensywnie nawadnianych pól. Po drugiej stronie granicy widać pasące się bydło, które w płytszych miejscach łatwo może przedostać się na przeciwległy brzeg Rio Grande. Najbliższe przejście graniczne do Meksyku znajduje się w Presidio. W położonej w Meksyku Ojinadze jest kilka dobrych restauracji serwujących owoce morza oraz tanich optyków i aptek. Z Presidio udajemy się US 67 na północ, by po przejechaniu 98 km połączyć się z US 90 w miejscowości Marfa – znanej z dobrego muzeum sztuki współczesnej, spuścizny po urodzonym w Nowym Jorku artyście Donaldzie Juddzie. W miasteczku tym zaobserwowano również tajemniczo podświetlone obiekty na niebie (większość świadków sądzi, że było to UFO) oraz nakręcono film Olbrzym (1956). Wzdłuż prowadzącego na północny zachód 119-kilometrowego odcinka drogi ciągnie się po jednej stronie niekończący szpaler słupów telegraficznych, a po drugiej tory kolejowe, którymi do Kalifornii suną niesamowicie długie pociągi towarowe. Gdzieniegdzie zobaczyć można „dust devils” (pyłowe diabełki), lokalne zawirowania powietrza, które wywołują miniaturowe trąby powietrzne wzbijające chmury pyłu. Wiatr pędzi też przez pustkowia kłęby ostów syberyjskich (gatunek obcy uznawany za szkodnika), które potrafią nadlecieć z najmniej oczekiwanej strony. Van Horn, położone przy I-10 193 km na wschód od El Paso, to typowy przystanek przy autostradzie z barami szybkiej obsługi, motelami i stacjami benzynowymi. W porównaniu z jałową pustynią miejsce to wydaje się krainą obfitości. Nawet długa cisza w eterze w końcu dobiega końca. Cztery stacje nadają w kółko prognozę pogody, zupełnie jakby ta zmieniała się co godzinę. Dodatkowym plusem podróżowania na Zachód jest fakt, że w pobliżu Allamore zyskujemy godzinę dnia, zmieniając strefę czasową i przechodząc na Mountain Time Zone. Ostatni odcinek drogi do El Paso prowadzi przez najbardziej bezbarwny i najmniej urozmaicony krajobraz, jaki tylko można sobie wyobrazić. Ogromne przestrzenie nastrajają filozoficznie i prowokują do stawiania egzystencjalnych pytań w rodzaju „Dlaczego wszyscy zdają się holować przez pustynię wielkie oceaniczne jachty, podczas gdy ostatni raz morskie fale obmywały te tereny mniej więcej 60 mln lat temu?”

Więcej informacji w przewodniku Przewodniku ilustrowanym USA. DROGI I BEZDROŻA

Berlitz – partner wielkiej akcji podróżniczej: http://zwierciadlo.pl/artykul/konkurs-podrozniczy-region